napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Tym razem dzieciństwo po islandzku jest znacznie bardziej słoneczne i pełne igraszek niż można było sądzić po poprzednich płytach Mum. W przeszłości niewinność i dziecięcość muzyki Mum wprost wynikała z charakterystycznego wokalu Kristín Anna Valtýsdóttir, która jednakże zespół opuściła. Czynniki obiektywne wykluczają więc poszukiwanie na "Go Go Smear the Poison Ivy" następcy AD2007 takich klasyków, jak Green Grass of Tunnel czy Weeping Rock Rock. I to, że Mum w ogóle sobie tym głowy nie zaprząta, lecz w nowym, siedmioosobowym składzie stara się eksplorować inną estetykę, jest może i największą zaletą ich nowej płyty. Ostatecznie, to właśnie podjęcie stawianych sobie wyzwań i wykroczenie poza konwencjonalne formuły zapewniło Islandczykom zasłużoną estymę i licznych zwolenników. Szkoda jednak, że aktualne oblicze formacji, choć samo w sobie cenne jako novum, wydaje się być mniej przekonywujące i unikatowe niż mroźna i intensywnie nastrojowa aura, odczuwalna zwłaszcza na "Finally We Are No One".
Na "Go Go Smear the Poison Ivy" Mum w podskokach wyruszyła na rozbujany, roztańczony niemal, plac zabaw pełen kolorów, co okazuje się być znacznie ciekawszym doświadczeniem niż wypchane sztucznym śniegiem "Summer Make Good", jednak zarazem zespół raz po raz potyka się na tej drodze. Gęsty rytm, miriady dzwoneczków, przeszkadzajek i sympatyczne kontrasty elektronicznych bitów i instrumentów akustycznych z dętymi, harmoniką i akordeonem włącznie, czy też, nieobecny wcześniej, męski wiodący wokal, to wszystko nadaje Mum zwiewności i sprawia, że płyty słucha się naprawdę bardzo przyjemnie. Lecz z drugiej strony, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że na album pozbawiony dłużyzn i słabszych punktów wigoru zabrakło. Oczywiście można znaleźć tutaj pocieszne miniaturki jak Rhuubarbidoo, elektrofolkowe karuzele typu singlowy Dancing Behind My Eyelids czy też wprost popowe huśtawki jak okraszony teledyskiem They Made Frogs Smoke 'Til They Exploded, to jednak za mało jak na trzy kwadranse grania. Mum w wydaniu zimowo-psychodelicznym potrafił bowiem przykuć uwagę płytą jako rozwijającą się całością, natomiast stawiając na piosenki, nie ma w worku aż tyle zabawek, by przykuć uwagę całego przedszkola. I tym sposobem powstała płyta dobra, ale niestety niewiele ponadto.
[Piotr Lewandowski]