polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
KoRn Take a Look in the Mirror

KoRn
Take a Look in the Mirror

Na początku muszę zadeklarować mój sentyment do tej grupy, której pierwsze dwie płyty stanowiły moją codzienną muzyczną strawę w czasach licealnej młodości. Wtedy było to coś naprawdę nowego i odkrywczego. Potem przyszedł okres sławy - wraz z wydaniem zdecydowanie najsłabszej i najnudniejszej płyty w ich dorobku, czyli "Follow the Leader". Panowie zasmakowali rozgłosu, lekko się roztyli i chyba spostrzegli, że trochę przegięli z komerchą. Tak przynajmniej sobie tłumaczę to, że ich kolejne dwie płyty są już lepsze, więcej wnoszą do twórczości grupy. Nie zmienia to niestety faktu, że KoRn cechuje eksploatowanie dość sztampowego układu zwrotka-refren. Bądź co bądź i tak przewyższają w tym całe stada swoich niumetalowych naśladowców.


    Zarówno "Issues", jak i "Untouchables" nosiły ślady flirtu muzyków z elektronicznymi brzmieniami. Na tej drugiej mieliśmy także momenty wyciszenia, pojawiły się nawet gitary akustyczne. Na "Take a Look in the Mirror" zespół jednak nie pogłębił tego kierunku poszukiwań. Jak sami twierdzą, powrócili do źródeł. Cóż, nie byłbym pewien czy jest to taka dobra strategia, bowiem sugeruje ona próbę przyciągnięcia słuchaczy obietnicą podobieństwa zawartości albumu do pierwszych dwóch wydawnictw. A o tym nie można mówić, brzmienie jest inne - bardziej nowoczesne. To z jednej strony jest pozytywne, z drugiej jednak chwilami jest zbyt sztuczne, plastikowe, szczególnie w momentach spokojniejszych. Chęć podkreślenia dokonanej wolty chłopaki zawarli też w graficznej oprawie albumu, złożonej ze zdjęć z najwcześniejszego etapu ich kariery.


    Przejdźmy wreszcie do muzyki. Pierwszym utworem, jaki dane nam było usłyszeć było singlowe Did My Time, które niestety nie stanowi czegoś rewolucyjnie nowego w porównaniu z "Untouchables". Pozytywnie wyróżnia się intro utworu i śpiew Jonathana. Generalnie, wokalne oblicze płyty jest jej chyba najjaśniejszym punktem. Davis rozszerzył już wcześniej swój repertuar o wysoko śpiewane delikatne frazy, natomiast obecnie pojechał w stronę charczącego, "brudnego" śpiewu. I zdecydowanie się w tej kwestii sprawdził. Wyrazy szacunku. Pozostałym muzykom też nie ma czego zarzucić, solidnie odwalają swoją robotę. I tu właśnie dochodzimy do zasadniczego problemu tej kapeli - pogrążenia się w solidności i zgubienia polotu. Może nie całkowicie, ale jednak. Są na tym albumie kawałki naprawdę udane, pełne werwy i siły (Break Some Off, Here It Comes Again, Alive, Let's Do This Now, Y'all Want a Single), w których KoRn gra ciężko, agresywnie. Niestety oprócz nich panowie nagrali kilka numerów, które aż irytują sztampowością i bezlitosnym eksploatowaniem dawno już stworzonego cliche (Everything I've Known, I'm Done). No i najgorszy od czasu "Follow the Leader" utwór, czyli Play Me, który brzmi jak jakieś Linkin Park. Gdyby je po prostu wywalić, mógłbym tej płyty słuchać z przyjemnością i bez uczucia irytacji - jako porządnej, energetycznej muzyki. Ładującej akumulatory i będącej raczej nieskomplikowaną rozrywką. Ale jednak dobrej. A tak mam mieszane uczucia. Niby jest agresywnie i przez to fajnie, lecz zarazem troska, żeby nie odstraszyć zbyt wielu nastolatków, jest wyczuwalna. Źródło tej dychotomii tkwi chyba w komercyjnym nastawieniu tej kapeli.


    I jeszcze trzy uwagi na koniec. Po pierwsze, jest coś symptomatycznego w fakcie, że jeden z najciekawszych utworów, czyli Alive znajduje się w ich repertuarze od 10 lat i nagrany był już na ich pierwszym demo (wsłuchajcie się w sekcję rytmiczną w refrenie i porównajcie z Need To z debiutanckiego albumu). Po drugie, bardzo fajny bonus ukryty jest na płycie - ciężki i bezpardonowy cover One Metallici. I po trzecie, najbardziej denerwującą stroną tej płyty są infantylne teksty. Nie każdy musi być poetą, ale Jonathan Davis z maniackim uporem płodzi banalne teksty, które mogą poruszyć chyba tylko licealistę na etapie konfliktu pokoleniowego z rodzicami. Pora wreszcie wydorośleć. Albo przestać pisać pod publiczkę, pod swoich najmniej wymagających słuchaczy.


    Mogła być to płyta dobra - jest tylko niezła. Momenty świeże i ciekawe przeplatają się ze komercyjnymi zagrywkami, prezentowanymi przez nich już nie raz, nie dwa. Nie mam zamiaru odstraszać was od "Take a Look in the Mirror", ale pamiętajcie, że nawet jeśli akceptujecie dokonania grupy KoRn, uczucie przyjemności ze słuchania tego albumu będzie prawdopodobnie przeplatało się ze znudzeniem i irytacją.

[Piotr Lewandowski]

recenzje Korn w popupmusic