marzec w Powiększeniu
marzec w Cafe Kulturalna
Contemporary Noise Sextet
Woody Alien
Zatańcz z Wilkami!
napszykłat
STEVEN BERNSTEIN & SEX MOB + DJ OLIVE
KRISTEN + TALIBAM!
Lake
Pterodactyl
Trifonidis Downtown Quartet
baaba
Elektrozgrzyt - Sing Sing Penelope & DJ Strangefruit
Małe Instrumenty - Auto KonstrukTone
dan le sac vs Scroobius Pip + The Complainer & The Complainers
Deerhoof
niwea
Wadada Leo Smith & Kresten Osgood
the ex + brass unbound
Midi Lidi, D V A, Napszykłat
The Burning Hell
BOHREN & DER CLUB OF GORE
Aucan
Sam Amidon
Merzbow, Wolf Eyes
Enduser + X&trick



4 Corners to jeden z najciekawszych jazzowych projektów ostatnich lat, prawdziwy jazz XXI wieku – unikatowe, energetyczne zderzenie tradycji free, z rockową energią i funkowym groovem; akustycznej głębi z elektrycznymi spięciami. Kwartet Magnus Broo / Adam Lane / Paal Nilssen-Love / Ken Vandermark cechuje potężne brzmienie – bas Lane’a często przepuszczony jest przez mocny przester – porywająca dynamika, rewelacyjne tematy (w połwie autorstwa Lane’a, w połowie - Vandermarka) i genialne improwizacje składają się na muzykę wciągającą od pierwszej do ostatniej sekundy. Zespół wydał tylko jedną płytę, zarejestrowaną live na festiwalu w Coimbra w Portugalii, zagrał trochę koncertów na Półwyspie Iberyjskim i ledwie kilka poza nim, po czym uległ zawieszeniu ze względu na trudności z pogodzeniem przez muzyków indywidualnych zobowiązań z pracą w tym kwartecie.
Wydając DVD „Live In Lisbon”, portugalska wytwórnia Clean Feed umożliwia weryfikację, czy faktycznie zapis dźwiękowy koncertów 4 Corners jedynie częściowo oddaje magię i emocjonalną intensywność tamtych koncertów. Materiał zarejestrowano w dużej sali koncertowej z wykorzystaniem pięciu kamer, które oferują rzadki w jazzowych wydawnictwach wachlarz perspektyw. Montaż wykorzystuje ten potencjał. Na koncert składają się cztery utwory znane z albumu i jeden premierowy, co daje godzinę muzyki.
Choć kwartet gra z intensywnością, energią i rozmachem znaną z albumu, DVD nie podnosi naszej percepcji 4 Corners na wyższy poziom. Owszem, bardzo przyjemnie ogląda się ich w akcji, ale jednak mam dwa zastrzeżenia. Nie dostrzegamy publiczności, zespół gra jakby w pustkę, do kamer, co w tym wypadku szkodzi. Po drugie, trochę rozczarowuje jakość brzmienia, które nie jest tak głębokie i przestrzenne, jak na płycie audio sprzed dwóch lat. W mojej opinii ten niedostatek przeważa nad zaletami wizualnymi, dlatego „Live In Lisbon” zdaje się pozycją dla tych, którzy tym kwartetem zachwycili się z płyty „4 Corners”. Jeśli jednak ich nie słyszeliście wcześniej, lepiej sięgnąć po tamten wybitny album, niż po, solidne co prawda, DVD. Być może efemerycznej aury koncertu, energii powstającej pomiędzy tonami improwizacji po prostu nie da się uchwycić nagraniem.
[Piotr Lewandowski]