napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Zorganizowany przez Deconstruction Project trzydniowy festiwal Jazz and Experimental Music from Poland rozpoczął się od koncertu w świetnym klubie Vortex. Jeśli impreza miała pokazać muzykę poszukującą, to otworzenie jej koncertem Maciej Obara Quartet postawi wszystkich kolejnych wykonawców w dobrym świetle. Kwartet Obary pokazał taką "muzykę poszukującą" w rozumieniu mocno skostniałej akademii, niby-uduchowiony format kwartetu z saksofonem i fortepianem grając w sposób oklepany, do bólu przewidywalny i epatujący szkolnymi gestami wykonywanymi tak, jakby muzycy je właśnie wymyślił. Co gorsza, pianista chopinizował; perkusista grał, wiedzą państwo, raz "sonorystycznie", raz "dzikie sola" (jedne i drugie strasznie), a sam lider często "ustępował miejsca" i "przeżywał głęboko". I tak wlekliśmy się przez ten koszmarny koncert, którego muzycy na dodatek nie chcieli skończyć, zapominając chyba, że jeśli festiwal ma coś komuś pokazać, to warto udostępnić scenę też innym, a nie przez 90 minut "zaczarowywać" klub, w którym na co dzień naprawdę grywa inna liga. Na szczęście po tym falstarcie było już tylko lepiej.
Niestety z następnego koncertu, jaki dał duet Arszyn / Duda musiałem wyjść kilka minut przed końcem, by dotrzeć na drugi koniec miasta ostatnią kolejką. To, co usłyszałem utwierdza mnie jednak w przekonaniu o nośności koncertowej formuły tego duetu, odchodzącej od perkusyjno-dętej płyty w stronę elektroakustycznych krajobrazów. Stukoty, szmery, trzaski, oscylacje i fale hałasu Arszyna kontaktują się z zagęszczoną, ale cichą grą Dudy, z której melodie się wykluwają, ale nigdy do końca. Poza tym, jest w ich graniu pewna oczywista potrzeba, prosta radość, także w wykorzystaniu przedmiotów codziennego użytku albo spotkanych po drodze, która abstrakcyjną formę czyni naturalną, dostępną, tak jakby Arszyn i Duda po prostu grali piosenki. Brawo.
Drugiego dnia koncerty odbyły się w Forge na Camden, miejscu bardzo fancy. Piwo lane francuskie (ciekawe, czy ktoś w Paryżu wpadł na pomysł sprzedawania brytyjskiego wina...), butelkowe w cenie jak w Vortex, ale tu za małe, a tam za duże. Sala koncertowa wysoka, ściany obite drewnem, z tyłu tłumiąca kotara, balkon. Brzmienie ładne. W programie Marcin Masecki i bracia Oleś. Przed koncertami rozmowa z muzykami, którą prowadzący dziennikarz trochę na siłę chciał ustawić na linii konfliktu między jazzem a muzyką klasyczną, w domyśle przełamywanego dialektycznie przez jego rozmówców. Trochę źle trafił, bo każdy z tych muzyków na własne oczy widział, jak zmurszałą i skostniałą konstrukcją potrafi być "jazz", a muzykę klasyczną bądź współczesną niekoniecznie traktuje jako zbiór przyzwyczajeń wyniesionych z uczelni. Po czym na obu koncertach usłyszeliśmy muzykę operującą indywidualnym alfabetem i do tradycji jazzowej co najwyżej nawiązującą.
Pierwszy zagrał Marcin Masecki, w swoim tradycyjnym koncertowym polarze i nietradycyjnym instrumencie w postaci współczesnego fortepianu Steinway'a. Na program miały składać się sonaty Scarlatti'ego, ale czy tak faktycznie przez cały czas było, to wybaczcie, nie potrafię stwierdzić, choć barokowa melodyka unosiła się w powietrzu. Ale słyszałem przede wszystkim Maseckiego, zresztą po raz pierwszy chyba na tak "profesjonalnym", czysto harmonizującym instrumencie. Ze trzy numery zajęło Marcinowi okiełznanie tego monstrum, odkrycie w nim pęknięć otwierających możliwość jego ekspresji, ale gdy już się rozpędził, koncert stał się kapitalny. Oparty o wyjątkowe połączenie całościowego zamysłu i wywrotek po drodze, piękny w cichych utworach i porywający w silnych, w tym wyrazistym finale.
Przyznam, że Oleś Duo ostatnio widziałem kawał czasu temu i to w jakimś trio. Po londyńskim koncercie dochodzę do wniosku, że wolę ich w duecie. Perkusyjno-kontrabasowy skład to brzmieniowo dość wąska formuła, ale bracia Oleś te ograniczenia przeobrażają w atut, tworząc muzykę, która dodatkowych instrumentów nie potrzebuje, czy wręcz ich nie dopuszcza - kompletną, samowystarczalną, wyważoną. Usłyszeliśmy głównie nowy materiał i była w tej wciągająca dojrzałość, umiejętnie budowane brzmienie i intrygująca zdolność wykorzystania jazzowych środków dla własnej formy. Między delikatną ekstatycznością, frenetycznym uniesieniem a poetyką bracia Oleś stworzyli naprawdę ciekawą muzykę, jak dla mnie tylko raz czy dwa lekko przegadaną w partiach solo poszczególnych muzyków.
W środę ostatni dzień (mini-) festiwalu, na którym zagra Piotr Kurek, ale niestety nie będziemy mogli go relacjonować. Jeśli więc można pokusić się o pewne podsumowanie, to generalnie gratulujemy pomysłu, realizacji (zwłaszcza wobec braku wsparcia ze strony polskich instytucji) i trzymamy kciuki za powodzenie kolejnych edycji. Gdzieś w połowie między Exploratory Music from Poland a polską edycją Fertilizer sprzed kilku lat, Jazz and Experimental Music from Poland ma potencjał zaprezentowania tego wycinka polskiej muzyki, który w ostatnich latach jest szczególnie ciekawy. Fajnie byłoby jednak, gdyby w większym stopniu udało się na niego przyciągnąć zwykłych Anglików (czy też nie-Polaków), może na kolejnej edycji. Wówczas to byłoby prawdziwe echo, na które polska muzyka zasługuje, nieprawdaż?
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]