polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Fire! Orchestra Exit!

Fire! Orchestra
Exit!

Po dwóch płytach i jednej epce nagranymi przez Fire! kolejno z Jimem O’Rourke i Orenem Ambarchi widać, że poszerzanie składu służy triu Berhtling / Gustafsson / Werliin doskonale. Kolejne kilka płyt mogłoby spokojnie powstać w tej konwencji i sam bardzo chętnie usłyszałbym np. nagrania ich koncertów z Christianem Marclay’em oraz Stianem Westerhusem i Sofią Jernberg z marcowej rezydencji w londyńskim Cafe Oto. Na Exit! ta koncepcja rozdęta jest jednak do ekstremum w postaci niemal trzydziestoosobowego zespołu, który, w przeciwieństwie do wcześniejszych, improwizowanych płyt, podążą za kompozycją, okraszoną librettem napisanym przez wokalistę The Ex, Arnolda de Boer, a wykonywanym głównie kobiecymi głosami. Skok na głęboką wodę okazał się zdumiewającym sukcesem.

Exit! to w wielu momentach najbardziej jazzowa płyta Fire! – zastępy instrumentów dętych pracują niczym big-band Sun Ra – a chwilami także ich najbardziej chwytliwy materiał. Gustafsson pozwolił sobie na rzadką u niego melodyczność, ale włożył ją w lawę dźwięku i skontrował kolosalnymi spięciami. Orkiestra to tak jakby cztery septety, w których gitary, basy i klawisze są w komplecie elektryczne. Rejestracja tak potężnego zespołu jest wybitnie karkołomna i jego rozmiar się raczej wyczuwa niż dostrzega, ale efekt i tak jest piorunujący. Podobnie jak u Boredoms, gdzie relatywnie proste partie ulegają zwielokrotnieniu i nabierają kosmicznej siły, także i tutaj moc tego wielogłosu jest potężna. Najważniejsze jednak, że choć całość ewoluuje jak quasi-opera, choć przytłacza skalą instrumentarium, to podstawą i kluczem do sukcesu jest drobne, ukryte w tłumie Fire!, a właściwe jego idea – charakterystyczny monolityczny, hipnotyzujący groove, nawiązujący do kraut-rocku i post-punku, który był sednem ich poprzednich płyt i tu znów jest w oku huraganu. Coś wspaniałego.

[Piotr Lewandowski]

recenzje Avec Le Soleil Sortant De Sa Bouche w popupmusic