polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Fire! Orchestra Enter

Fire! Orchestra
Enter

Rok temu o tej porze dyskografię Fire! zamykało Exit! - trio rozszerzone do niemal trzydziestoosobowej orkiestry zafundowało słuchaczom oszałamiający spektakl o sile huraganu. Dzisiaj mamy za sobą wydanie kolejnej płyty nagranej w trio oraz koncertową, ale zrealizowaną już w okrojonym składzie, wersję orkiestrowego debiutu. Wydana w końcu maja trzecia już odsłona Fire! Orchestra, powracająca do składu z Exit!, tym razem studyjna, dowodzi nie tylko (spodziewanej lub nie) żywotności największego z projektów Matsa Gustafssona, ale - zwłaszcza - znakomitej formy mimo bardzo wysoko ustawionej wcześniej poprzeczki.
Enter przynosi znów dwie rozbudowane odsłony z wieloma kapitalnymi momentami, z delikatnie tutaj zmienionymi proporcjami w ich sile rażenia, a jednocześnie eksponującymi, chwilami silnie, mniej wcześniej podkreślany rockowy pierwiastek, znów opartymi na trzech mocnych filarach. Po pierwsze to obłędny, hipnotyczny puls sekcji rytmicznej, na Exit! obecny od samego początku, tutaj jakby mniej wyeksponowany, emanujący większym spokojem, dość leniwy i ginący chwilami w zamętach dętych fal, dopiero w trzynastej minucie „Part One” nabierający mocnego, wyrazistego rozpędu, jaki pojawi się i później. Po drugie, petarda sekcji dętej, pełna spodziewanej już siły uderzenia, ale chwilami daleka od bezlitosnych szarż, w drugiej odsłonie naznaczona dość łagodnym dialogiem, w jej fragmentach wręcz tak refleksyjna, jak nigdy wcześniej. Wreszcie wokale, dość szeroko rozpięte pomiędzy spokojem i ułożeniem a eksperymentem wynoszącym je do roli dodatkowego instrumentu, uzupełnione o nowy w tym składzie głos Simona Ohlssona, moim zdaniem jednak odrobinę pozostający w cieniu popisów wokali żeńskich. Niebagatelne znaczenie ma wreszcie wyjątkowa jak na Gustafssona melodyczność, przebijająca nawet tę z Exit!, jaka pojawia się w delikatnym, stonowanym otwarciu płyty i z tym samym motywem, w postaci ekstatycznej, piosenkowej kulminacji (choć zanurzonej już w bigbandowej nawałnicy) przy jej końcu spina całość dość wyraźną klamrą. Enter to bez wątpienia kolejna świetna wypowiedź szwedzkiego kolektywu i choć w moim odczuciu może już z nieco mniej piorunującą siłą rażenia, przynajmniej dla części z tych, którzy jej początki mają w głowie, to i tak efekt jest znakomity.

[Marcin Marchwiński]

recenzje Avec Le Soleil Sortant De Sa Bouche w popupmusic