polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Sonar Festival 2019
Barcelona | 18-20.07.19

W dobie coraz większego znaczenia muzyki latynoamerykańskiej, miejskiej oraz wszelkiego rodzaju odłamów elektronicznego rapu, organizatorzy barcelońskiego Sonar Festival tradycyjnie już nie zapomnieli o nieco bardziej wymagającej publiczności, czego efektem był wysoki poziom pokazów na mniejszych, poświęconych eksperymentom, scenach. Oto dziesiątka najciekawszych wydarzeń edycji 2019, przedstawiona w trybie rosnącym.
Sevdaliza. Nowy performance pod tytułem The Great Hope Design urzekł w takim samym wymiarze czasu, jak koncert podczas zeszłorocznej Primavery. Cudowny, hipnotyzujący głos. Żywa perkusja, smyczki, klawisze, a zamiast tancerza, tancerka. Ogromna paleta emocji zawarta w niezwykłej art-popowej atmosferze jaką z wielką gracją oraz perfekcjonizmem prezentuje Holenderka mocno angażuje zmysły i porywa. Niestety, podobnie jak w ubiegłym roku, drugą połowę pokazu doszczętnie zniszczyły utwory spod znaku rnb. Dlaczego z szamanki i scenicznej wodzirejki wyłania się nieznośna, plastikowa i nastawiona na błyskotliwość candy girl zrozumieć jest naprawdę ciężko.
Bruce Brubaker & Max Cooper: Glassforms. Znakomity album amerykańskiego pianisty pt. Glass Piano jest tak intensywny, że dokładanie do niego czegokolwiek było pomysłem dość ryzykownym. Niebywale trudnej roli podjął się młody irlandzki didżej i producent Max Cooper. Z 60-minut, tylko i aż, czterdzieści można zaliczyć do bardzo udanych. Brubaker solo wręcz imponował, ale problemem okazywały się nie zawsze dopracowane, czasami zwyczajnie drażniące ambientowo-krautowe dodatki, które zbyt często rozpływały się w natłoku ofensywnych klawiszowych wątków. Irlandczykowi wyraźnie zabrakło charyzmy by odważniej wkroczyć z dronowo-noise'owym wejściem, w wyniku czego wspaniała fortepianowa harmonijność Brubakera nie została jakoś szczególnie wzbogacona przez elektroniczne tła. Trochę szkoda.
Virgen Maria. Miało być śmiesznie i groteskowo, tymczasem przedstawicielka youtube'owego trance kiczu kilka razy uderzyła potężnie między oczy. Hard trance, digital hardcore, hyper futuristic techno, extreme EDM, a wszystko podane z nieodłącznym pierwiastkiem „psycho”. Działo się wiele, momentami na zaskakująco wysokim poziomie. Pochodząca z Madrytu didżejka obok niezłych wokalnych partii, miksu hitów i przypominających klasztorne modlitwy monologów, zadbała również o wizualną stronę swojego performansu, przesuwając tym samym o kolejny stopień standardy akceptacji scenicznej nagości. Zaczęła od efektownego tańca na rurze, w trakcie którego pozbyła się bielizny, przez co końcowe piętnaście minut paradowała już kompletnie nago, zasłaniając piersi i miejsca intymne jedynie kosmykami włosów, cieniami świateł oraz ułożeniem ciała.
Daito Manabe + Kamitani Lab: Dissonant Imaginary. Japończycy w najnowszym tech digital AV show nie zawiedli ani przez chwilę. Rozpoczęli od paraliżujących, zagranych w całkowitej ciemności, pisków. Po paru minutach pojawił się drumming, pulsujące drony oraz kolorowe wizualizacje. Całość płynnie narastała, a pierwszy finał zwieńczyły soczyste matematyczne uderzenia, porównywalne siłą do tych jakie reprezentują przedstawiciele legendarnego Raster-Noton. Drugą część lajwu wypełniły loopy, elementy drone-ambient oraz bas. Szkoda, że wszystko trwało raptem pół godziny, bo był potencjał na absolutny top festu, a tak można mówić tylko o orzeźwiającym przerywniku.
Ouchhh + Za!: Superstrings. Turcy ze studia Ouchhh odpowiedzialni za wizualizacje plus hiszpański psych-afro-tech-avant-rock duet Za! przygotowali ekstremalnego spontana, w którym prym wiódł kataloński perkusista Spazzfrica Ehd. Improwizowane noise'owe galopady, uzupełnione krzykami oraz elektronicznymi przesterami, które koncentrowały się na motywach orient, ethno, a także world-music, tworzyły totalnie powykręcane, fragmentami bardzo skrajne, szamańskie treści. Zapowiadano coś na kształt muzycznego kabaretu, a to co z tego wyszło, przypominało bardziej stadium ostatniej fazy ludzkiego szaleństwa. To było fascynujące i niebywale oczyszczające oblicze extreme lo-fi.
J Colleran. Irlandczyk mający na koncie porywający neo-klasyczne wydawnictwo Gardenia miał w swoim występie to, czego zabrakło opisywanym powyżej Manabe + Kamitani Lab. Był wstęp, były rozwinięcie, finał i zakończenie. Pierwsza faza technicznego setu oparta była na space i abstract techno. Z biegiem czasu budowa klimatu w coraz większym stopniu opierała się na uderzeniach. Fenomenalnie zbilansowany pokaz wykreował sporą dozę energii. Znalazło się w nim miejsce zarówno dla wyszukanych basowych wstawek, jak i delikatnych ambientowych wtrąceń. Pieczołowicie konstruowany kosmiczny miks wzmagał koncentrację, stając się źródłem przyjemnego chilloutu. 100% esencja IDM.
Berlinist presents GRIS Game Live. Cztery instrumenty smyczkowe, bas, sześcioosobowy chór żeński, fortepian, cymbały, bęben plus bogate wizualizacje. Nie jestem fanem gier komputerowych, ale płyta Gris będąca soundtrackiem właśnie do gry w swojej ambientowo-neoklasycznej subtelności mocno zaintrygowała, a fragmentami prawdziwie poruszyła. Nie spodziewałem się jednak aż takiej mocy w przeniesieniu jej zawartości na deski SonarComplex i to przez czternastoosobowe ensemble. Wokalne i instrumentalne solówki, duety, tercety porażały! Największe wrażenie pozostawiły, budujące niesamowity klimat, bajecznie pourywane partie skrzypiec i fortepianu. Arcydzieło. I pomyśleć, że taki Valgeir Sigurdsson dwa lata temu na tej samej scenie, następcę zachwycającego Draumalandid, zamiast w kilkanaście osób, odegrał w duecie...
Kelly Moran Grand Piano AV Live. Pierwszy z trzech najlepszych koncertów na festiwalu i jeden z najlepszych jakie widziałem w trakcie pięciu edycji Sonar zagrała Amerykanka Kelly Moran. Preparowany fortepian, którego krystaliczny dźwięk w najjaskrawszych partiach przypomniał odgłosy cymbałków lub harfy, prawie w całości oparty był na wspaniałym Ultraviolet, a głębokie przesłanie wzmacniały dodatkowo baśniowe, bardzo kolorowe, impresjonistyczne wizualizacje. Perfekcyjna Amerykanka wystąpiła solo, a więc niebywale masywne drugie plany musiała odtwarzać sobie w pojedynkę. Kosztowało ją to sporo wysiłku (znakomite zwłaszcza zapętlenia oraz minimalistyczne kontrasty), ale wypadło to po prostu genialnie! Pełne katharsis, którego nie udało się osiągnąć na duecie Brubaker+Cooper, nadeszło ze zdwojoną mocą w sobotnie popołudnie i wstrząsnęło bez wyjątku wszystkimi zgromadzonymi w SonarComplex. Magia.
Fennesz. Legendarny Austriak przyleciał do Barcelony ze świetną nową płytą oraz w towarzystwie, odpowiedzialnego za wyśmienite halucynogenne wizualizacje, Lillevana. Rozpoczęli od hipnotyzującego i niezwykle organicznego ambient techno, z którego powolnie i bardzo harmonijnie zaczęły wydobywać się motywy ze wspomnianego najnowszego wydawnictwa Agora. Po trwającym nieco ponad pół godziny ambientowym resecie, dość nagle, Fennesz porzucił błogi stan, zanurzając się w eksperymentalne formy. Delikatnie podrasowane, momentami ekstatycznie drażniące szelesty, za sprawą przesterów elektronicznej gitary przemieniły się w będące źródłem niesamowitej energii, głośne i rozsadzające drony. Tytaniczne partie z sekundy na sekundę nabierały coraz większej przestrzeni, a oczyszczający, wręcz terapeutyczny efekt tego pokazu fantastycznie spotęgował noise'owy finał.
Hauschka & Francesco Donadello. Niemiec zanim wystąpił, przygotował dwie wiadomości: jedną dobrą, drugą złą. Dobra to ta, że pojawi się w towarzystwie inżyniera dźwięku Włocha Francesco Donadello, z którym współpracuje od 2007 roku. Zła była taka, że zaliczą godzinne opóźnienie, które uniemożliwiło dotarcie na lajw Włoszki Cateriny Barbieri. Gdy wyszli wszystko przestało mieć już jednak jakiekolwiek znaczenie. Duet postanowił dać upust eksperymentalnym zapędom, rozkręcając wir nieokiełznanej improwizacji. Dziesiątki trików, przesterów oraz loopów tworzonych na preparowanym fortepianie co chwilę generowały jakieś nowe dźwięki, a kiedy Volker Bertelmann milkł porządkując niezliczone przedmioty (od kijków po pudła), które w nim lądowały, stery przejmował Donadello, który śmiało atakował raz dark-ambientową, raz basową, innym razem klarowną drumową ofensywą. Duet stanowił jeden zgrany organizm, a kiedy pojawiły się, uzupełnione dronowymi tłami, elementy z wbijającego w ziemię A Different Forest oniemiałem! To był jeden z najwspanialszych eksperymentalnych koncertów jakie widziałem w ogóle.

Do festiwalowego topu należy zaliczyć także oryginalny pokaz Quiet Ensemble Back Symphony. Włoscy twórcy Bernnardo Vercelli i Fabio Di Salvo skoncentrowali się na montażu wędrujących po scenie 18 półmetrowych reflektorów, którym towarzyszyły soczyste perkusyjne podbicia. Duetowi udało się stworzyć monumentalny przekaz, którego efektem były przyjemne zawroty głowy oraz wzrokowo-słuchowe zaburzenia percepcji. Patrzenie przez ponad pół godziny na wiązki i promienie tak wielu przemieszczających się intensywnych świateł, zawężało odczuwalną wielkość przestrzeni, co po zakończeniu pokazu i wyłączeniu reflektorów - w zderzeniu z rzeczywistością sali SonarComplex - stawało się źródłem lekkiej euforii.

Jako, że katalońska impreza muzykę klubową ma w swoim DNA od samych narodzin, nietaktem byłoby nie wspomnieć o budujących luźną, taneczną atmosferę dj-setach. W tej dziedzinie najmocniej oczarował, pochodzący z RPA Lwazi Asanda Gwala, znany jako DJ Lag. Kiedy europejscy producenci i didżeje w często przekombinowanych i rozmytych projekcjach na potęgę sięgają po wpływy world-music, Afrykańczycy dla odmiany wzorują się prostotą starej europejskiej szkoły techno. Na tej kontynentalnej wymianie inspiracji, zyskał właśnie przedstawiciel durban gqom, który w bardzo ciężkim basowym uderzeniu oraz licznych efektownych drumowych repetycjach, na czwartkowym zamknięciu Sonar Day, wprowadził więcej zamieszania niż Daphni (kolejny, solidny disco-house set z elementami retro) i Ross From Friends (dalej odgrzewają motywy debiutanckiego Family Portrait) razem wzięci. Ciekawie zaczął także założyciel berlińskiego labelu Pan, urodzony w Grecji, Bill Kouligas. Techniczną hybrydą łączącą cechy rave/ hardcore rozbudził duży apetyt. Niestety, bezkompromisowej wyrazistości i pomysłu starczyło tylko na niecałe dwadzieścia minut. Potem pojawiły się nieznośne rozmycia, przerywniki i zdecydowana utrata tempa. Średnio wypadł także lubiący poruszać w swoich mixach wszelki extreme (np. metalowych tech-mistrzów Meshuggah) Norweg FAKETHIAS. Dwa kilkuminutowe wejścia na jego głośny, drumowy miszmasz, okazały się totalnie monotonne i niespodziewanie przytłaczające.

No właśnie, a kto zawiódł w tym roku najbardziej?
Na pewno więcej można było oczekiwać od Push 1 stop & Wiklow: Membrane. Rzeźbienie napięcia przebijającymi się przez chmurę dymu świetlnymi laserami, basowo-noise'owymi plamami oraz wolnymi uderzeniami, to jak na rok 2019 stanowczo za mało. Po niezłej debiutanckiej epce Young Painta liczyłem na jej odważne rozwinięcie w godzinnym lajwie, w czym miały pomóc także wizualizacje. Szkoda, że Brytyjczyk w trakcie 40 minut jakie mu poświęciłem, nie zaliczył dosłownie żadnej klarownej serii, a całość leniwie dreptała naprzód opierając się na jednostajnych i jałowych wrzutkach spod znaku uk garage, uk bass oraz drum and bass. Holly Herndon widziałem po raz pierwszy na Sonarze w 2015 roku i był to jeden z najlepszych pokazów całej edycji. Jakże wtedy zaimponowała indywidualizmem, charyzmą i przygotowaną na bazie płyty Platform, koncepcyjnością. Minęło pięć lat. Amerykanka wydała niedawno w połowie udany, ale jednak nieco dziwaczny i niedopracowany album Proto, opowiadając przy okazji jego promocji, jak to mocno zmieniło ją życie w imprezowym i niezwykle inspirującym Berlinie. Niestety, jej live przypominał bardziej to, co można zobaczyć i usłyszeć w małych zgromadzeniach religijnych z południowo-amerykańskich stanów, takich jak np. Tennessee, z którego pochodzi. Klęcząca na stole Herndon robiła za wodzirejkę swojej zakręconej, łącznie siedmioosobowej grupki, w której prym wiodły trzy wokalistki. Były podskoki, pląsy, tańce, muzyka chóralna i śpiewy ludowe, a quasi hippisowską atmosferę podkręcały tandetne techno wstawki. Wyszło to karykaturalnie, a z indywidualizmu (nawet tego wokalnego) Amerykanki nie pozostało też już zbyt wiele. Szkoda.
Największe rozczarowanie trzydniówki przypadło jednak w udziale sympatycznemu Lorenzo Senni'emu i jego idei Stargate. Spotkany dzień wcześniej na terenie Fira Montjuic Włoch obiecał, nie mającą wiele wspólnego nawet z pierwszą epką projektu pt. Hexplore Superfluidity, dużą niespodziankę. Mając w pamięci jego znakomite trzy występy w ciągu ostatnich czterech lat, można było liczyć na niemały wstrząs. Muzycy zaskoczyli już samym przygotowaniem sceny: dwie gitary, bas, perkusja. Senni dorastał słuchając hardcore/ punk więc taka gatunkowa odskocznia (podobnie jak to było z Keiji Haino i jego Nazoranai w 2015 roku) byłaby na miejscu. Niestety, kwartet od razu zanurzył się w post/ space-rockowej formule opatulonej nieznośną około industrialną elektroniką, której przewodziły... gitarowe solówki. Tak, gitarowe solówki! I nie ma tutaj mowy o czymś w stylu regularny utwór plus w finałowej jego fazie solówka. Chodzi o dziesiątki gitarowych popisów, które całkowicie zdominowały koncert. Eddy Current zapowiadał, że przedstawi za pomocą gitary Efekt Tetrisa (zwany także syndromem Tetrisa), no i słowa dotrzymał. Przez pierwsze dwa kwadranse można było się z tego jeszcze zdrowo uśmiać, ale próba wytrzymania całych 60 minut wiązała się już z wielkim wysiłkiem. Generowane piski, usytuowane gdzieś w połowie drogi między włoskim lamentem italo-rockowiska Erosa Ramazzottiego, a nieokiełznaną dziczą w stylu Iron Maiden, przybijały głowę do podłogi. Senni, od czasu do czasu, starał się wzbogacać występ różnymi przesterami i około trance'owymi wrzutami, ale nie wiele z tego wychodziło i muszę przyznać, że była to jedna z najbardziej kuriozalnych rzeczy jakie widziałem w życiu.

26. edycja festiwalu okazała się jedną z najlepszych, w jakich uczestniczyłem. Cztery pokazy wybitne, pięć bardzo dobrych, trzy dobre, sześć solidnych i w sumie tylko dwa duże rozczarowania, to jak na festiwal wynik znakomity. Dla zainteresowanych barcelońską imprezą informacja jest taka, że w przyszłym roku wraca ona do swoich normalnych czerwcowych dat, tak więc wyczekiwanie na nowe ogłoszenia z punktu zmniejsza się już teraz o jeden miesiąc.
[relacja: Dariusz Rybus]

[zdjęcia: Ewelina Kwiatkowska, Dariusz Rybus]

Berlinist presents GRIS Game Live [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Berlinist presents GRIS Game Live [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Berlinist presents GRIS Game Live [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Berlinist presents GRIS Game Live [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Ouchhh + Za!: Superstrings [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Ouchhh + Za!: Superstrings [fot. Ewelina Kwiatkowska]
J Colleran [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Daito Manabe + Kamitani Lab: Dissonant Imaginary [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Sevdaliza [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Sevdaliza [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Sevdaliza [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Fennesz + Lillevan [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Fennesz + Lillevan [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Daphni [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Daphni [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Bruce Brubaker & Max Cooper: Glassforms [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Bruce Brubaker & Max Cooper: Glassforms [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Holly Herndon [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Holly Herndon [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Holly Herndon [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Stargate [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Stargate [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Stargate [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Stargate [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Bill Kouligas [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Quiet Ensemble Back Symphony [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Quiet Ensemble Back Symphony [fot. Dariusz Rybus]
Virgen Maria [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Virgen Maria [fot. Dariusz Rybus]
Virgen Maria [fot. Dariusz Rybus]
Virgen Maria [fot. Dariusz Rybus]
Kelly Moran Grand Piano AV Live [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Kelly Moran Grand Piano AV Live [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Kelly Moran Grand Piano AV Live [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Push 1 stop & Wiklow: Membrane [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Actress + Young Paint Live AI/AV [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Hauschka & Francesco Donadello [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Hauschka & Francesco Donadello [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Hauschka & Francesco Donadello [fot. Ewelina Kwiatkowska]