Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



ROZDZIAŁ PIERWSZY - JAMES LAVELLE
Brytyjski projekt UNKLE skupił wokół siebie tak wiele postaci, że doprawdy trudno jednym tchem wymienić wszystkie. Dość wspomnieć Dja Shadowa, frontmana słynnego The Verve - Richarda Ashcrofta, Mike'a D z Beastie Boys, Toma Yorke'a czy - ostatnio - Briana Eno, by oddać obraz skali przedsięwzięcia. Założyciel i główny mózg całego projektu może się natomiast wydawać osobą nieco enigmatyczną. Choć przez ostatnie 10 lat był jedną z głównych postaci londyńskiego undergroundu, ciągle pozostaje w cieniu wielkich nazwisk firmujących UNKLE. O Jamesie Lavellu mówi się niewiele.
Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu w Oxford leżącym niedaleko Londynu. Najpierw kolekcja starych płyt rodziców Jamesa, a potem rozprzestrzeniająca się w zabójczym tempie kultura hip-hop, w której młodzieniec chciał brać czynny udział, spowodowały, że Lavelle zajął się muzyką. On sam skromnie twierdzi, że został djem z bardzo prozaicznego powodu: nie umiał tańczyć breakdance ani malować graffiti. We wczesnych setach Lavella doskonale dały się słyszeć echa muzyki jego rodziców. Tu i ówdzie pojawiały się utwory Deep Purple czy Stevego Wondera. Potem przyszedł czas na samodzielne kupowanie płyt, z których w domowym zaciszu składał kolejne sety. Pierwszą imprezę James zagrał w wieku 15 lat. Zarobione pieniądze wystarczyły na parę decków, dzięki którym mógł występować samodzielnie.
Oxford to w sumie niewielka mieścina, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę położony nieopodal Londyn. Mnogość klubów, sklepów płytowych, intensywne życie i międzynarodowy charakter tego miejsca zadziałały jak magnes. Niedługo trzeba było czekać, by Lavelle wyruszył na podbój wielkiego miasta. Jako niezwykle zdolny dj szybko zdobył uznanie i należny szacunek. Dziś należy do grupy najbardziej poważanych w tym fachu, ale nie tylko. W przeciwieństwie do większości okazał się również niezłym muzykiem. O tym jednak za chwilę.
Jeszcze przed dwudziestką Lavelle założył własną wytwórnię, która, wydając między innymi Djów Shadowa i Krusha, przez lata zdążyła sobie zapracować na miano kultowej. MoWax miała być antidotum na niezbyt świeżą acid-jazzową modę panoszącą się w londyńskich (i nie tylko) klubach. Brzmienie, oparte na 'żywych' samplach, szybko zyskało wielu zwolenników. Wytwórnia opiera się w całości na przyjacielskich stosunkach ludzi myślących o muzyce w podobnych kategoriach. Kilka płyt wydanych przez moWax nieźle zatrzęsło muzycznym światkiem, by wspomnieć choćby Entroducing Dja Shadowa, uznaną za jedną z najlepszych płyt lat 90..
Wróćmy na chwilę do djingu. Sety Lavella cechuje nieprawdopodobny wręcz eklektyzm. James podczas występów serwuje publiczności elektryzującą podróż przez różne gatunki muzyczne, które łączy jedno: nieskrępowane niczym uwielbienie zabawy w każdej postaci. Angielscy klubersi bawią się przy tej mieszance wprost niesamowicie. Niestety dla polskiej publiczności obejrzenie wyczynów Lavella na żywo wciąż jest niemożliwością. Na jego występ najłatwiej trafić w słynnym na cały świat londyńskim klubie Fabric, który ma wprost idealny klimat pod taką muzykę. Nam pozostają nagrania live - jak znakomity mix Fabric Live 01 - James Lavelle czy Big Brother is Watching You - wydane pod szyldem UNKLE
ROZDZIAŁ DRUGI - PSYENCE FICTION
W przypadku Lavella djing okazał się doskonałą lekcją muzyki. Już pierwsze uderzenie okazało się dość mocne - 400 tysięcy sprzedanych płyt to całkiem niezły wynik. Choć krytycy narzekali, że potencjał drzemiący w ludziach zaproszonych do udziału w projekcie został zmarnowany, a całość brzmi jak kompilacja, Psyence Fiction to kawał dobrej roboty. Lavelle ze znakomitym wyczuciem wykorzystał bagaż doświadczeń każdego z muzyków, nie narzucając jednolitej estetyki. Przefiltrował ich 'rodzime' gatunki przez swoją percepcję muzyki uzyskując piorunujący efekt. To prawda - bez gości nie byłoby Psyence Fiction, jednak w żadnym razie nie jest to zarzut. Wręcz przeciwnie: mało którego artystę stać na wyjście poza jedną konwencję, a to na debiucie UNKLE udało się w stu procentach.
Płytę promował między innymi świetny singiel Rabbit In Your Headlights, niesamowicie emocjonalna piosenka z udziałem Toma Yorke'a - wokalisty Radiohead. Teledysk wyreżyserował jeden z najbardziej pożądanych twórców muzycznych klipów - Jonathan Glazer, autor obrazów m.in. do Karmacoma Massive Attack i Street Spirit Radiohead. Artwork zaprojektowała Futura 2000 - Lavelle nie tylko w sferze muzycznej lubi otaczać się wielkimi nazwiskami.
ROZDZIAŁ TRZECI - NEVER, NEVER, LAND
Od czasu debiutu wiele się zmieniło. Przede wszystkim jeden z najważniejszych trybów projektu UNKLE - Dj shadow - postanowił wrócić do Stanów, by pracować nad drugą solową płytą (skądinąd bardzo dobrą The Private Press). Lavelle pozbawiony wsparcia przez długi czas milczał zajmując się głównie graniem imprez i prowadzeniem wytwórni. Kiedy nadszedł czas znalazł sobie nowego współpracownika, wieloletniego przyjaciela - Richarda File. Sam James mówi o nim: 'Richard kocha muzykę, ma otwarty umysł i jest świetny technicznie. Jest absolutnie szalony. Jest prawdziwą gwiazdą. To mój najlepszy przyjaciel.'
Do ich spotkania doszło w 1994 roku w Brighton. Richard był w collegu, jednak bardziej niż studia interesowały go imprezy, które grywał wspólnie z Edem Rushem. Z Jamesem poznali się przez inżyniera dźwięku Ils'a. Coś zaskoczyło i chłopaki zostali przyjaciółmi. File jeździł z Lavellem na występy. W czasie jednego z takich wyjazdów w 1998 Lavelle usłyszał jak Richard śpiewa piosenki z radia. Od jakiegoś czasu poszukiwał osoby do pomocy przy nowej płycie UNKLE i w tamtej chwili wydało mu się, że najlepszym pomysłem będzie współpraca z Filem. Okazało się to bardzo trafnym posunięciem. Richard postanowił nauczyć się obsługiwać nowoczesny sprzęt do programowania bitów i wkrótce zaczął komponować pierwsze piosenki na Never, Never, Land.
W 2000 File i Lavelle wprowadzili się do mieszkania na Old Street w Londynie. W przerwach między występami Lavella w Fabric, imprezami i składaniem kolejnych setów powoli rodził się nowy album. Kiedy kompozycje były już gotowe James i Rich postanowili nagrać je w prawdziwym studio. W międzyczasie na jednej z imprez Lavelle spotkał Anta Genn'a. Rozmowa szybko zeszła na temat nowych utworów UNKLE i planów ich nagrania. Genn był bardzo zainteresowany projektem i zaoferował swoją pomoc przy produkcji oraz pisaniu piosenek. Razem z nim pojawiło się wkrótce kilku muzyków sesyjnych, 'czujących klimat' - tak ukształtował się skład nowego UNKLE, który już wkrótce rozpoczął pracę nad demówką. Pierwsze dźwięki płyty trafiły do szerszej publiczności we wrześniu 2002, podczas krótkiej antywojennej audycji autorstwa Lavella, 3D z Massive Attack oraz grupy tworzącej animacje Shynola.
Lavelle kolejny raz oprócz 'stałego' składu grupy zaprosił całe mnóstwo gości. W piosence Invasion pojawia się 3D, w Safe in Mind - Josh Homme z Queens of the Stone Age. Ian Brown powraca w Reign, gdzie pojawia się także Mani. To oczywiście nie wszyscy. Na szczęście UNKLE znowu udało się uniknąć niebezpieczeństwa. I tym razem zaproszeni muzycy, wokaliści nie zdominowali płyty (patrz recenzja). Mało tego - wpasowali się w nią jeszcze lepiej niż na Psyence Fiction.
File obecny jest niemal w każdej piosence. Lavelle nie pomylił się ani trochę obsadzając go w głównej roli na Never, Never, Land. Richard dał się poznać jako świetny producent, był odpowiedzialny za bity oraz syntezator w niektórych utworach. Wokale w znakomitym In a State to także jego robota.
Główną ideą produkcji Never, Never, Land było zastosowanie technik używanych w produkcji muzyki typowo tanecznej do piosenek, które takie nie są. W przeciwieństwie do poprzedniej płyty album jest bardzo spójny. Lavelle i spółka dokonali rzeczy, która w pełni nie udała się jeszcze nikomu - połączyli elektronikę z instrumentami akustycznymi w ten sposób, że doprawdy nie sposób określić gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie. Tym razem krytycy nie mają już z powodów do marudzenia.
(fot: universal)
[Mikołaj Pasiński]