napszykłat
Musicaction
Krojc
Kristen
The Ex
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Promocji płyty belgijskiego zespołu Millionaire przyświeca według mnie błędna strategia - wydawca na każdym kroku podkreśla, że zespół zagrał dwie trasy u boku Queens of the Stone Age a produkcją "Paradisiac" zajął się Josh Homme. I w rezultacie cień QOTSA wiszący nad Millionaire staje się nieco zbyt przytłaczający - bo o tym, że Belgów łączy z zespołem Homme'a wiele, można przekonać się już po kilku minutach kontaktu z tą muzyką. Generalna idea jest zbliżona, motoryczne, nie za ciężkie ale solidne riffy osadzone w estetyce - nie do końca dla mnie zrozumiałego określenia - stoner-rock, wypady w stronę walczykowatych rytmów i pozbawione kompleksów melodie sprawiają, że Millionaire aż prosi się o przypięcie im etykietki młodszych kuzynów QOTSA. Kilka numerów na tej płycie wręcz brzmi jak zaginione kawałki albo odrzuty z którejś z sesji Queens'ów - najbardziej uderzająca jest ta asocjacja w pierwszej części albumu, przede wszystkim za sprawą A Lust Unmatched lub For A Maid. Jeżeli ktoś czuje się zawiedziony najnowszą płytą QOTSA i tęskni za "Songs for the Deaf" może po "Paradisiac" sięgnąć w ciemno.
Niemniej jednak, Millionaire zasługują na kilka słów więcej, gdyż na tej płycie dzieje się naprawdę sporo. Już otwierający ją singlowy I'm on High przykuwa uwagę, ale cała frajda zaczyna się w drugiej połowie albumu, gdy Homme jest po prostu producentem, a nie wszechobecnym źródłem inspiracji. Po opłaceniu frycowego, Millionaire serwują muzykę momentami wręcz porywającą, dynamiczną i pełną energii, umiejętnie wykorzystując elektroniczne smaczki, tak by nadały ich muzyce drugiego dna, zarówno w pół-akustycznym Ballad of Pure Thought, jak i w prawie punkowych Wake Up the Children czy Face That Doesn't Fit. Dołóżmy do tego rewelacyjnie zaaranżowane Love is a Sickness i rozbudowane We Don't Live There Anymore (puszczające oko do Alice in Chains), a okazuje się, że płyta skrywa coraz to kolejne skarby. Dlatego, wbrew pierwszemu wrażeniu, jest ona różnorodna i co najmniej intrygująca. Kolejny atut to pierwszorzędny śpiew Tima Vanhamela i spory talent do melodii, świetnie komponujących się zarówno z momentami bardziej agresywnymi, jak i nieco spokojniejszymi. Latem miałem przyjemność zobaczyć Millionaire na żywo, co szczerze polecam, gdyż chłopaki radzą sobie na scenie doskonale. "Paradisiac" w pełni zaspokoił moje pragnienie kontynuowania tej muzycznej znajomości, przynosząc to, czego oczekuję od płyty gitarowej - solidną porcję inteligentnego czadu, dobre melodie właśnie tam, gdzie powinne się one znaleźć i nowoczesne aranżacje. Szkoda tylko, że te teksty takie trochę o niczym.
[Piotr Lewandowski]