Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Większości Amerykanów stan Colorado kojarzy się raczej z górami, narciarstwem i świeżym powietrzem, podobno to także dość religijna okolica. Na stronie internetowej stanu o stolicy w Denver widnieje nawet slogan reklamowy: "Colorado - fresh & simple". Podobnym hasłem można zachęcić was do sięgnięcia po muzykę jedynego znanego mi hip-hopowego składu z tamtych okolic, czyli The Procussions. Z tym, że o ile świeżość ich muzyki jest bezapelacyjna i pociągająca, o tyle simple nie oznacza w tym przypadku prostoty o wydźwięku negatywnym, lecz uderzającą bezpośredniość i bezpretensjonalność. Przekonać się o tym możecie choćby na podstawie wydanego niemal dwa lata temu albumu "As Iron Sharpens Iron" lub pochodzącej z ubiegłego roku epki "Up All Night", ale najlepszym sposobem było wybranie się na koncert grupy, który odbył się 21-ego grudnia w warszawskim klubie Balsam. Wizyta The Procussions w Polsce poprzedziła przyszłoroczną premierę ich nowego albumu "5 Sparrows For 2 Cents", który zostanie wydany przez wytwórnię Rawkus zrzeszającą między innymi Taliba Kweli, czy Mos Defa.
Ale po kolei. The Procussions od kilku lat nie mieszkają już wśród lasów i gór Colorado lecz w słonecznej Kalifornii i takie właśnie klimaty pasowały mi do nich już od pierwszego kontaktu z ich muzyką. Rozpoczynające "As Iron Shapes Iron" dźwięki najpierw wywołały u mnie pewną nostalgię za Pharcyde w oryginalnym, czteroosobowym składzie, którą jednak prawie natychmiast przysłoniła radość, gdyż The Procussions są godnymi kontynuatorami wibracji wywodzącej się choćby z "Labcabincalifornii" czy - przeskakując na przeciwny koniec Stanów - z "Low End Theory" Tribe Called Quest. Zespół tworzy trójka muzyków: Stro the 89th Key, Mr. J Medeiros i Resonant. Każdy z nich pełni oczywiście rolę wokalisty, lecz siła The Procussion tkwi w równym stopniu w wokalach, jak i w brzmieniu, bogato czerpiącym z żywego grania. Główna w tym zasługa Stro, grającego na gitarze, instrumentach klawiszowych, trąbce, bębnach i ogarniającego całość producenta. Skoro jazzowe instrumentarium, to i jazzowe wpływy, szczególnie, że Stro posiada klasyczne wykształcenie muzyczne. Pozostali muzycy skupieni są w znacznie większym stopniu na liryce, choć Medeiros obsługuje także perkusję i klawisze. Warto także wspomnieć, że Resonant zasłużył się dla gatunku także jako współtwórca szacownej audycji Basementalism.
W rezultacie, The Procussions przykuwają uwagę zgrabnym lawirowaniem między klasyczną hip-hopową produkcją a żywą energią i jazzową improwizacją, niejednokrotnie przywodzącą na myśl The Roots z okresu, powiedzmy, "Do You Want More?!!!??!". Choć wymieniliśmy już kilka jasnych inspiracji czy też punktów odniesienia tej muzyki, należy podkreślić, że zabieg ten służy przede wszystkim umieszczeniu jej w szerszym kontekście, a nie przyklejeniu ciążących etykietek. Muzyka The Procussions broni się bowiem sama i uwodzi zarówno brzmieniem, jak i ładunkiem wokalnym. Olbrzymią zaletą jest podlanie całości właśnie jazzową pulsacją, nadającą "As Iron Shapes Iron" spójności i pozwalającej słuchaczowi przepływać pomiędzy znaczną różnorodnością dźwięków i odmiennego nasilenia produkcji. Przestrzenne brzmienie klawiszy Rhodes'a, funkujące zagrywki dęciaków czy żywy, "drewniany" bas równoważą kawałki oparte na samplach, nieodłącznie jednak stanowiąc punkt wyjścia do niezwykle pozytywnej treści i przekazu. W istocie, choć nietrudno wyobrazić sobie zespół podążający drogą wyznaczoną przez ATCQ, Pharcyde czy The Roots lat temu kilka i ozdabiający ją szerokim użyciem żywych instrumentów - wystarczy sięgnąć po Crown City Rockers, Variable Unit lub inne zespoły związane z tzw. sceną Bay Area - lecz asem w rękawie The Procussions jest porywająca pozytywna energia, czasem wibrująca między wierszami, czasem uderzająca wprost ze słów.
Niewiele miałem okazji spotkania zespołów, w których przypadku deklaracje nasycenia hip-hopu optymistycznym i otwartym na świat nastawieniem do życia byłyby tak uzasadnione i poparte czynami. Kluczowy jest tutaj flow naszych bohaterów, przywodzący na myśl właśnie Pharcyde. Równie ważne są teksty. Jeżeli zespół na tytuł debiutanckiego albumu wybiera cytat z psalmu, można obawiać się nadmiernego epatowania religijnością, jednak The Procussions dalecy są od ewangelizacyjnych zapędów, nie próbują przekazać odbiorcom jedynie słusznej treści. Ich wiara znajduje ujście raczej w odważnym i pełnym sympatii spojrzeniu na świat dookoła, w ukazaniu odbiorcom własnej, pełnej afirmacji perspektywy. Dzięki temu, nawet jeżeli nie z każdym wersem się zgadzamy, zawsze przyjmujemy go z szacunkiem. I co ważne, The Procussions naprawdę cieszą się tym, że dzięki swojej muzyce mają możliwość dotarcia do szerszego grona osób i tę przyjemność z obcowania z mikrofonem słychać w każdej minucie ich muzyki.
Warto jeszcze wspomnieć o epce "Up All Night", którą zespół udowodnił, jak szerokie są jego horyzonty. Płytka, wydana początkowo jedynie w Japonii jest zapisem tajemniczej, całonocnej sesji, w czasie której The Procussions wytworzyli za pomocą perkusji i Rhodesa zadymioną, przytulną jazzową atmosferą, w którą wplecione są zarówno freestyle'e jak i swobodne aranżacje utworów z "As Iron Shapes Iron". A że uzupełniają ją cztery nowe kawałki, nic dziwnego, że to intrygujące wydawnictwo zostało w Japonii wsparte przez wytwórnię Blue Note a jego amerykańska reedycja rozeszła się jak ciepłe bułeczki. Z otwierającej epkę improwizacji warto przytoczyć bardzo wymowny cytat: "to nadal jest hip-hop, nie zapominajcie o tym, tak jest, bo hip-hop to kombinacja wszystkiego co możliwe".
Dokładnie tak, a o uroku i sile muzyki The Procussions mieliśmy okazję się przekonać. Niedawno The Procussions zakończyli w Stanach trasę u boku The Roots, w Warszawie zagrali sami, co było dla nas jedną z niewielu do tej pory okazji zasmakowania podziemnego hip-hopu nasyconego żywym brzmieniem. A poza tym okazją do wspaniałej zabawy, która jest nieodłącznym elementem tej muzyki, tak samo jak jazzowy feeling i pozytywna treść.
[Piotr Lewandowski]