Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Brytyjski Bolt Thrower zawsze miło wspominam w kontekście ich czwartego albumu "The IVth Crusade". W momencie premiery (1992) to było naprawdę coś. Zresztą nawet ponad dekadę później ten krążek nadal potrafi przykuć uwagę i to nie tylko ze względu na bardzo charakterystyczną reprodukcję na okładce autorstwa Delacroix. Koniec 2005 roku przynosi ósmą produkcję Brytyjczyków. Zespół znany jest z tego, iż konsekwentnie trzyma się raz obranej stylistyki. "Those Once Loyal" nie jest w tym przypadku żadnym wyjątkiem.
Ponownie wojenna tematyka, ponownie lekko dudniące brzmienie, wreszcie znów piekielnie gardłowy głos Willettsa, który po długiej przerwie znów zasilił szeregi grupy. Z jednej strony to przejaw stagnacji, a z drugiej, ciężko mi sobie wyobrazić ten zespół grający coś innego. Do takiego Bolt Thrower już przywykłem i tak na dobrą sprawę, wcale tych zmian ani nie oczekiwałem, ani tym bardziej nie chciałem. Jak zwykle walcowate tempo, przeplatane szybszymi zagrywkami. Ponownie ten specyficzny sound, naznaczony pewną prostotą i ukrytą melodyką. Muzyka oparta na potężnie brzmiącej sekcji rytmicznej i transowych partiach gitar. Do tego dochodzi wspomniany już wokal Karla Willettsa i całość muzycznej układanki staje się znakiem rozpoznawczym Brytyjczyków. "Those Once Loyal" to monolit, oparty o masywny deathmetalowy fundament, osadzony we wczesnych latach 90. Tak gra dziś mało kto, a Bolt Thrower nadal prezentuje klasę.
[Marc!n Ratyński]