Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Zbliżając się do dwudziestu lat istnienia zespołu i w osiem lat po premierze "Let Us Play", płyty będącej kamieniem milowym dla Ninja Tune i wskazującej, że za pomocą adapterów możliwe jest tworzenie nie tylko imprezowych setów, lecz także rozbudowanych i dramatycznych kompozycji, Coldcut powraca do aktywności płytowej. Kilkuletnią przerwę wydawniczą Jonathan Moore i Matt Black - pionierzy VJ-ingu - poświęcili głównie na działania audiowizualne, jak udźwiękowienie instalacji w galeriach, a często także polityczne, jak projekt "Re: volution" z okazji wyborów w Wielkiej Brytanii czy Coldcut vs TV Sheriff związany z kampanią prezydencką w Stanach w roku 2004 - przecież polityczny, antysystemowy przekaz zawsze był wyróżnikiem Coldcut. Projekty te przewijają się na "Sound Mirrors", płyta jest jednak przede wszystkim najbardziej "piosenkową" w karierze zespołu, wręcz zaskakuje konwencjonalnymi konstrukcjami utworów - mistrzowie karkołomnych didżejskich ekwilibrystyk ukazują się zdecydowanie bardziej jako producenci, angażując szereg wokalistów, sięgając po szeroką gamę stylistyk, nie burząc jednak gatunkowych konwencji. W efekcie otrzymujemy płytę może aż za bardzo różnorodną, jednak nasyconą porywającymi pomysłami i przynoszącą zniewalające, przebojowe patenty. I totalnie, totalnie dopracowaną.
Paradoksalnie, charakterystyczny dla zespołu żywioł gramofonowej metody jedynie gdzieniegdzie przebija się przez perfekcyjną produkcję. Zaczynając podróż od pełnych rymów: pulsującego funkiem i hip-hopem Everything Is Under Control, na którym słyszymy Johna Spencera oraz Mike'a Ladd (od dawna nie występującego w tak wyraźnie hip-hopowej konwencji), przez zwiewny dancehall True School z genialnym Roots Manuvą, przez Aid Dealer po muzyczny pejzaż Mr Nichols wzbogacony o monodeklamację Saul'a Williams'a, Coldcut dociera też w rejony bardziej rozśpiewane. Man in the Garage czy Walk the Mile to chyba najbardziej popowe utwory w karierze zespołu, wyprodukowane bardzo "nowocześnie", zaciągające odpowiednio r'n'b żywcem nadającego się do MTV i housem. Stricte elektroniczne są natomiast Boogieman, This Island Earth i przede wszystkim Just for the Kick, które choć w oderwaniu od otoczenia są atrakcyjne (totalnie taneczno-klubowy Just for the Kick i przede wszystkim nie pozwalający usiedzieć w miejscu This Island Earth z udziałem Mpho Skeef, znanej choćby z ostatniej płyty Us3), wprowadzają zbyt duży eklektyzm, szczególnie w zestawieniu z otaczającymi je wyciszonymi utworami instrumentalnymi.
Coldcut stara się czerpać z tak wielu źródeł jak to możliwe i udowadnia, że płynnie porusza się w olbrzymim spektrum gatunków, wystawiając słuchacza na kanonadę najróżniejszych bodźców. W rezultacie "Sound Mirrors" mocniej przywodzi na myśl płyty UNKLE niż "Let Us Play". Uczciwie należy przyznać, że duet wychodzi z próby zmierzenia się z popową konwencją obronną ręką, oferując album, na którym praktycznie każdy utwór to potencjalny hicior. "Sound Mirrors" to pierwszorzędna produkcja, ciekawe brzmienia i nieustanna przebojowość, równocześnie jednak jest to płyta złożona z miriady oderwanych od siebie pomysłów, z których każdy został potraktowany z nawet za dużą uwagą i perfekcją. Wymarzona, dopięta na ostatni guzik pozycja na imprezę, jednak ciężar gatunkowy nie ten co "Let Us Play". Bardzo dobra płyta, wskazująca, że Coldcut A.D. 2006 to kapitalni producenci, o obliczu odmiennym niż nieokiełznani wizjonerzy sprzed dekady. Super piosenki, ale do historii panowie Black i Moore przejdą jednak dzięki innym swoim dokonaniom.
[Piotr Lewandowski]