napszykłat
Musicaction
Krojc
Kristen
The Ex
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Dekada musiała upłynąć, aby niemiecki Wojczech mógł pochwalić się pierwszym pełnometrażowym albumem w swojej dość bogatej dyskografii. Po serii winylowych siedmiocalówek i wszelkiej maści składanek przyszedł czas na album "Sedimente". Nagrań dokonano nie byle gdzie, bo w studio Spiderhouse. Produkcją zajął się sam Harris Johns, znany doskonale ze współpracy z Voivod, Kreator i Pestilence. Długość płyty nie poraża. To raptem niecałe 24 minuty. Dodam, że bardzo intensywnego przekazu z poganicza grind i hard core'a. Sporo na "Sedimente" zagrywek thrash- i deathmetalowych, takich w starym stylu. Zresztą Wojczech to taki oldschoolowy zespół. Nawet brzmią trochę na modłę z przełomu lat 80. i 90. Ogniste ataki wściekle zaaranżowanych wokali w połączeniu z rytmicznym jazgotem znanym choćby z dokonań Napalm Death, wczesnego Carcass czy Nasum. Nie jest to materiał, który wchodzi po pierwszym przesłuchaniu. Niemiecki kwartet stworzył płytę dość pokręconą, choć opartą o znane i rozpoznawalne motywy. Odnoszę wrażenie, iż zabrakło twórcom pomysłu, aby całość dopracować i odpowiednio zaaranżować. Przez to "Sedimente" przeszło przez mój odtwarzacz dość szybko i gości obecnie wysoko na półce, czekając na swoją kolej, która przecież może już nigdy nie nadejść. Smutny los płyt-przeciętniaków. Dla bezgranicznych fanów grindu Wojczech będzie pewnie niezłą pożywką.
[Marc!n Ratyński]