polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
AMINA AnimaminA

AMINA
AnimaminA

Amina to kwartet smyczkowy z Islandii, który na dobre i złe związany będzie z Sigur Ros. Cztery dziewczyny tradycyjnie otwierają koncerty Sigur Ros, im zawdzięczamy aranżacje smyczków na dwóch ostatnich płytach tej wspaniałej grupy, krótko mówiąc - bez Aminy emocje i nastrojowość Sigur Ros nie byłyby tym samym. Już tylko za te niewiarygodnie piękne, uwypuklające crescenda smyczki, czy punktujące całość ksylofony, Aminie należy się dozgonna wdzięczność. Jednak, do tej pory raz tylko Amina została wymieniona jako współautor utworu Sigur Ros, mianowicie Milano na "Takk". "AnimaminA" jest natomiast pierwszą autorską pozycją kwartetu, na której wykracza on poza smyczkowe instrumentarium i sięga po szereg kruchych i subtelnych narzędzi, od dzwoneczków, przez delikatne instrumenty perkusyjne w rodzaju ksylofonu, tzw. "glockenspiel" (czyli też rodzaju ksylofonu), czy instrumentu złożonego z butelek napełnionych płynem, wiszących na sznureczkach i uderzanych młoteczkami, po dźwięki płonącego ognia czy podmuchów wiatru. Rezultat jest cudowny i szkoda, że ta bajkowa opowieść trwa niecałe dwadzieścia minut. Cztery kompozycje oparto na repetycji i nałożeniu wielu subtelnych płaszczyzn dźwięków, wzmacnianych plamami maźniętymi smyczkami. Raz tylko Amina przywołuje na myśl Sigur Ros, właśnie gdy wysuwając na pierwszy plan pociągnięcia smyczków osiąga apogeum. Generalnie nie ma tutaj takiej dramaturgii, takiego rozmachu jak u twórców "Agaetis Byrjun", bliżej do rozważnego, melancholijnego stawiania kolejnych nut przez Mum, lecz w odmiennym, bardziej akustycznym i specyficznie folkowym wydaniu. Skromne melodie przeplatają się z nostalgicznymi rytmami, zacierając granice między jednym a drugim i oczarowując przede wszystkim całościowym wrażeniem, tajemniczą aurą i melancholią mroźnego, bardzo mroźnego poranka - okładka idealnie pasuje do muzyki. W pewnym stopniu wbrew oczekiwaniom, "AnimaminA" nie jest udramatyzowaną suitą a la Sigur Ros, lecz zbiorem czterech raczej odrębnych, lecz równie filigranowych, skromnych i pięknych kompozycji. Naprawdę warto.

[Piotr Lewandowski]