Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Szczerze mówiąc, nie sądziłem, iż będą w stanie przeskoczyć swój poprzedni, znakomity album sprzed 3 lat "Cedars". W dodatku słuchając najnowszej płyty odnoszę wrażenie, że stać ich na jeszcze więcej. Chłopaki szlifowali swój nowy materiał dość długo, można go było usłyszeć już w zeszłym roku na dwóch kuriozalnych koncertach grupy w Polsce (zero reklamy, po 50 osób na każdym koncercie). Płyta była nagrywana w studiach w Anglii i Francji pod okiem uznanych producentów Steve'a Osborne'a (U2, Happy Mondays, Placebo) oraz Jima Abbissa (Kasabian, DJ Shadow, Editors). Powstał materiał doskonale wyprodukowany, bardzo melodyjny, w którym jest miejsce i na sprzęgające gitary i odrobinę melancholii. Wszystkie swoje dotychczasowe atuty udało im się tu uwypuklić i ulepszyć. Mocniejsze utwory kopią ze zdwojoną siłą (kapitalny "Neon" z wściekła partią harmonijki w tle), nagrania nadające się do emisji w radiu są mu jeszcze bardzie friendly (w "Finalny Free" kłania się piosenkowy Blur), zaś utwory, które były niegdyś ich znakiem firmowym, nadal stanowią o sile zespołu (snujący się nieśpiesznie utwór tytułowy, w którym Jason Pegg zawodzi swoim charakterystycznym głosem, a w tle dobiegają nas dołujące, molowe nuty). Takich spokojnych utworów nie znajdziemy tu za wiele, przeważają jednak żywe, gitarowe i głośne numery w typie (punkowego!) "I Hate It, I Got What I Wanted" czy "Far Away", której psychodeliczny klimat przywołuję echa odjazdów Spacemen 3. I właśnie to odróżnia "Amber" od swej poprzedniczki "Cedars". Zespół postawił na mocniejsze dźwięki i znacznie zredukował swoje liryczne oblicze.
Dzięki tej płycie Clearlake umocnił swoją pozycje wśród swoich duchowych pobratymców rozsianych w British Sea Power, Doves czy choćby Elbow. Niby to żadna pierwsza liga brytyjskiego grania, ale tworzone przez nich z dala od jupiterów piosenki, są bardziej szczere i poruszające, niż niejedna topowa NewMusicalExpressowa ściema. Zero napinania się na bycie trendy ze strzykawką i butelką w dłoni. Pure music. Jednym abstynencja wychodzi na dobre, innym na gorsze. Ja życzę przyjemnego słuchania...
[Marcin Jaśkowiak]