Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Robin Guthrie, gitarzysta Cocteau Twins nie ukrywa, że bardzo chętnie reaktywowałby nieistniejący już od 8 lat zespół, ale na przeszkodzie niezmiennie stoi wokalistka i jego była partnerka Elizabeth Fraser. W ubiegłym roku wydawało się, że dawne nieporozumienia poszły w niepamięć, zapowiedziano bowiem pierwszy od wielu lat koncert na prestiżowym festiwalu Coachella w USA. Jednak i tym razem Liz postawiła swoje veto. Chyba nieprędko, a może już nigdy nie doczekamy się więc powrotu jednej z ikon klimatycznego grania lat 80-tych, nagrywającej dla kultowego, brytyjskiego labela 4AD.
Na osłodę otrzymaliśmy jednak wspaniały prezent - zbiór wszystkich singli i EPek z całej kariery zespołu. Zgrzebnie wydany czteropłytowy box, z okładką wykonaną z delikatnego (czerpanego?) papieru, prezentuje się nader oryginalnie. W przypadku tego zespołu koniecznie należy wspomnieć o specyficznej polityce wydawania singli. W większości tego typu wydawnictw chodzi bowiem o promocję płyty z której pochodzi lub którą pilotuje. Dla Cocteau Twins były to zaś integralne i zamknięte wydawnictwa, na których niezmiernie rzadko pojawiały się piosenki z regularnych płyt. Podobnym podejściem charakteryzowały się choćby single Sisters of Mercy, New Order, The Smiths i Morrisseya, czy w mniejszym stopniu The Cure, Siouxie and the Banshees, Radiohead, Suede i Manic Street Preachers.
Opisywać po kolei 59 utworów z 16 singli nie ma sensu. Ogromna większość z nich wręcz powinna trafić na regularne płyty zespołu. Dlatego dla fanów ta pozycja jest obowiązkowa. Gołym uchem słychać, że najlepsze rzeczy zespół robił w latach 80-tych i dokumentują to niezbicie 2 pierwsze dyski tego zestawu. Początkowo kapela brzmiała bardzo surowo (tylko gitara, bas i automat), wręcz zahaczała momentami o Joy Division (jak w "Feathers-Oar-Blade"). Kolejne nagrania ukazują stopniowe przeobrażenie grupy, która lekko tajemniczy klimat pożeniła z dream-popowym wdziękiem i coraz bardziej melizmatycznym, uduchowionym śpiewem Elizabeth Fraser. Choć, kiedy chcieli to nadal potrafili zagrać surowo i głośno (znakomite "The Spangle Maker" i "Rococo"). Zamykający drugi dysk singiel "Iceblink Luck" to już łabędzi śpiew zespołu, którym po wydaniu zaskakująco dobrego i melodyjnego albumu "Heaven or Las Vegas" pożegnał się z 4AD. Nagrane w następnej dekadzie dla dużych wytwórni płyty, były już mniej ekscytujące. Piosenki, które znalazły się na pozostałych dyskach są nadal bardzo urokliwe i czarujące charakterystyczną dla Bliźniaków atmosferą, ale są też świadectwem wyczerpania się formuły takiego grania. Z piosenek ulotniły się gdzieś odrealnione melodie i zamazany klimat. Bardziej akustyczne granie nie pomogło grupie, bo i kompozycje już jakby nie te. Po latach słucha się tego jednak znacznie lepiej. Życzyłbym sobie obecnie więcej tak "słabych" nagrań. Może to i nostalgia, ale teraz już nikt tak nie gra.
[Marcin Jaśkowiak]