Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Kto z nas nie oglądał nigdy chociażby jednego, tandetnego horroru lub filmu science-fiction? Przypominają one zazwyczaj parodie gatunku, chociaż twórcy bardzo starają się przestraszyć widza, który mimo to zaśmiewa się do rozpuku. "Crazy Price" jest jak ścieżka dźwiękowa do takiego dzieła. I nie czynię z tego zarzutu.
Messer Chups zręcznie wykorzystują konwencję tanich filmów klasy B, wsamplowując między swoje utwory dialogi z tychże. Aurę niesamowitości budują przy pomocy niecodziennego instrumentarium: oprócz gitary i basu (na obu gra kierownik całego projektu Oleg Gitarkin), korzystają też z syntezatora, harfy i... thereminu - instrumentu elektromechanicznego skonstruowanego przez rosjanina Lwa Termena i wykorzystywanego głównie przy tworzeniu ścieżek dźwiękowych we wczesnych latach kina. Efekt jest w 100% nowatorski. Muzyka jaką generują to połączenie funku, jazzu i rockabilly, gdzie akcenty zmieniają się niczym w kalejdoskopie. Od zapętlonych, hipontyzujących, powolnych kompozycji (In 3 Minutes Till Massacre), przez freejazzowe improwizacje (Make Music, But Not Trash) aż po melodyjne, popowe utwory (Sex Euro and Evils Pop). To wszystko przeplatane krzykami przerażonych kobiet i śmiechem szalonych naukowców tworzy psychodeliczny klimat a'la lata '50/'60. Porcja grozy jaką nam serwują Rosjanie, swoje apogeum osiąga na okładce przy czytaniu tytułów: Chasing for Young Blood, Anton la Vey 66.6 FM, Diabolik Boogie. Ciarki przechodzą. Słuchając "Crazy Price" nie sposób uniknąć skojarzeń z Fantomasem - a zwłaszcza płytą "Suspended Animation". Monkey Safari ma identyczny, "kreskówkowy styl", a to nie jedyny, chociaż najwyraźniejszy punkt wspólny tych albumów. Więcej tutaj jednak melodyjności przez co Messer Chups lepiej się przyswaja. Niczym świeżą porcyjkę krwi.
[Bartek Łabuda]