napszykłat
Musicaction
Krojc
Kristen
The Ex
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Pisząc o poprzedniej płycie szwedzkiej grupy Paatos, wobec niezaspokojonego apetytu, miałem nadzieję, iż ich kolejny album osiągnie w końcu poziom świetnego debiutu "Timeloss". Niestety spełzły one na niczym, a "Silence of Another Kind", zamiast szybować ku niemu, jest krokiem w całkowicie przeciwnym kierunku - ściąga grupę na jeszcze większe manowce. Podczas gdy wtedy, pomimo dużego niedosytu, udało mi się odnaleźć sporo jasnych punktów, teraz mam z tym olbrzymie problemy. Zamiast eksplorować różnorodne rejony muzyki, tak jak czynili na początku działalności, tutaj skupiają się na dość niewyraźnym połączeniu melancholijnego rocka z popową estetyką. Właściwie nie byłoby w tym nic złego, jednakże z ich kompozycji nie da się wykrzesać ani odrobiny klimatu. A zatem melancholia odpada. Z drugiej strony melodie też nie są na tyle przyciągające, aby pierwiastek popowy mógł zadziałać. Gubi się gdzieś nawet ów słynny, mroczny i niepokojący skandynawski duch. W rezultacie pozostaje zupełnie niejednoznaczny zestaw utworów, z których, pomimo usilnych starań, nie jestem w stanie zapamiętać żadnego. Następują one po sobie, snując bez wyraźnego sensu i celu. Nawet głos Petronelli Nettermalm nie jest w stanie wytworzyć dobrego wrażenia, zwłaszcza, że już prawie zupełnie porzuciła styl szeptośpiewu, z którym, według mnie, radzi sobie dużo lepiej niż z chwaleniem pełną barwą głosu. Zupełnie znikło gdzieś wysublimowane brzmienie, nie pojawiają się już błyskotliwe motywy, zastąpione przez dość proste środki z rockowego repertuaru. W tej sytuacji sporadyczne użycie dodatkowych instrumentów czy elektronicznych wypełniaczy również nie może odmienić karty. Szwedzi kontynuują błąkanie w poszukiwaniu własnego stylu, najwyraźniej nie chcąc powrócić do dużo bardziej udanych korzeni. W tej niekonkretności zawodzą także kompozycyjnie, co sprawia, że nie warto zaprzątać sobie głowy ich nowym albumem. Co gorsza powoli trzeba będzie wyzbyć się nadziei, że osiągną znów wysoką formę. Czerwona kartka.
[Aleksander Kobyłka]