Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Zgodnie z niewypowiedzianą regułą niemieckiej wytwórni Ad Noiseam, pod pseudonimem Cdatakill ukrywa się jeden tylko muzyk, a mianowicie pochodzący z Denver Zak Roberts. Jednak niemalże dla zaprzeczenia innej reguły tego labela, kojarzącego się z ekstremalną elektroniką, miast potężnych nawałnic połamanych rytmów i noise’owych eksplozji ciskanych słuchaczowi prosto w twarz, Cdatakill stawia na strukturę i przestrzeń swych posępnych dubujących, trip-hopowych kolaży. Rezultat jest niezwykle przekonywujący. Głębokie, zdubowane pulsacje basów wraz z niespieszną rytmiką tworzą wciągające krajobrazy, których przyciągająca siła wzmacniana jest wielopłaszczyznowymi samplami, wędrujących od przetrawionych wokali, przez brzmienia orientalne i partie symfoniczne po (sporadyczne, lecz jednak obecne) zwarcia gitar. Roberts buduje aurę tej płyty konsekwentnie i unika nadmiernego eklektyzmu, nie rzucając się ani na głęboką wodę piosenek ani elektronicznej dominacji rytmu. Każdy kolejny element, wydobywany ze swadą i pomysłem z arsenału brzmień i zagrywek, okazuje się być nieco odmiennym obliczem spójnej wizji i emocjonalności tej muzyki, która ekstrahując z dubu i break-core’a ich najciekawsze dla siebie elementy prowadzi do formy wciągającej, głębokiej i intensywnej. Wymownym dowodem na autentyczność i przekonanie, z jakim Roberts tworzy te muzyczne imaginacje, jest zdumiewająca, drenująca przeróbka Yestardays Billie Holiday.
W efekcie otrzymujemy album gęsty, precyzyjny w przekazie – wrażenie takie wzmaga też rewelacyjna okładka płyty – i absorbujący, którego zalety najlepiej ujawniają się przy odsłuchu nocą. Jeśli „Rossz Csillag Allat Szuletett” Venetian Snares jest dla kogoś przeżyciem zbyt wstrząsającym, to „Valentine” przynosi odrobinę adekwatnego wytchnienia. Zdecydowanie warto.
[Piotr Lewandowski]