Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Hip-hop cię nie nurzy? Brakuje ci w nim czegoś nietypowego? Sięgnij po wspólną płytę brytyjskiego ziomka, na co dzień również autora komiksów i pluszowych zabawek, oraz pochodzącego ze Szwajcarii eksperymentującego duetu, któremu nieobce są tajniki współczesnej elektroniki.
Infinite Livez i Stade połączyli swoje siły i wyszła im płyt z jajem, a jednocześnie całkiem interesująca pod względem muzycznym. Panowie mieszają jazz z hip-hopem, głupawą elektroniką i dźwiękową improwizacją. Uznawany za rapowe wcielenie Franka Zappy Livez, opowiada surrealistyczne historie, które w połączeniu z muzyką nagrywających wcześniej m.in. z Nilsem Petterem Molvaerem i Elliottem Sharpem Szwajcarów robią niezłe wrażenie. Tym ich szaleństwom przyświecał przede wszystkim jeden cel - nagrać nietypowy album, który odświeży nieco formułę brytyjskiego hip-hopu. Żarty żartami, ale tego słucha się naprawdę dobrze. Głupawe opowiastki i komicznie brzmiący wokal, w zestawieniu z celowo preparowanym na kiczowate brzmieniem, mają sporą moc. Potwierdziły się doskonałe oceny talentu Infinite Livez po jego krążku "Bush Meat" sprzed trzech lat - kolaboracja ze Stade to kolejny dowód na ogromny potencjał tego twórcy.
[TD]