napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Początkowo ta płyta miała być jedynie epką, która w nieco bardziej ambientowo-dronowy sposób rozwijałaby pomysły znane z poprzednich nagrań Fernando Corony. Miała w niewielki sposób odbiegać od mistrzowsko dopracowanych połączeń żywych instrumentów rodem z twórczości Henryka Góreckiego czy Arvo Pärta z laptopowymi klikotrzaskami i mrocznymi dźwiękowymi plamami. Miała zachować tę posępną atmosferę rozbudowanych, nieprzewidywalnych kompozycji, która tak wciągała i ogarniała, sprawiając, że świat spowalniał i tracił kolory. Tak się jednak nie stało. Gdzieś w trakcie nagrywania żywych instrumentów Corona doznał swoistego poszerzenia świadomości, które doprowadziło do przemodelowania jego wizji mariażu muzyki poważnej z elektroniką. W efekcie powstały długometrażowy "Cosmos" dość wyraźnie dzieli się na dwie części.
Jedna z nich stanowczo tkwi jeszcze w dawnych pomysłach, łącząc klikający puls z ambientowymi tłami skrzypiec, wiolonczeli czy fortepianu. Druga część zdaje się znajdować już po stronie pomysłów kompozytorów współczesnej muzyki poważnej. Składa się z długich, narastających utworów, w których dochodzące dźwięki dążą do stworzenia potężnego uniwersum, które zdoła wypełnić przestrzeń i świadomość słuchacza, by później w jednej chwili zerwać się w uwalniającym katharsis. I to właśnie one tworzą charakter płyty, przytłaczając resztę swym monumentalizmem i charakterystycznym elektronicznym brzmieniem. Na szczęście nie powoduje to nienaturalnego rozwarstwienia - całość spaja panujący mroczny klimat, który płynnie przechodzi z dusznych ram ambientowych kompozycji do form pełnych przestrzeni i rozmachu. Droga, którą podążył Corona po raz kolejny pokazuje, że granica dzieląca współcześnie te dwa muzyczne światy jest bardzo cienka, a muzyk obdarzony wystarczająca wyobraźnią z łatwością ją pokonuje. Dawny Murcof doskonale poruszał się w zadymionych klubach, ten nowy bardziej dąży do pokaźnych sal, które pozwolą na zamknięcie oczu i spokojne zanurzenie się w głębi jego nowych pomysłów. Z obydwoma sposobami obowiązkowo należy się zapoznać.
[Aleksander Kobyłka]