Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Na początku lat 90-tych na Wyspach rządzili wykonawcy spod znaku indie. Grali muzykę nie komercyjną, a mimo to osiągali popularność należną gwiazdom pop (My Bloody Valentine, Ride, Stone Roses). Niestety później nadeszły i zajęły ich miejsce te wszystkie Oasisy, Travisy i Stereophonicsy ze swym zniewieściałym podejściem do rockowej tradycji i stawianiu banalnych melodyjek i aranżacji nad eksperymenty formalne i improwizacje na granicy kakofonii. Całe szczęście, że wnet pojawiły się zespoły, które wypełniły tę lukę (Radiohead, Mogwai, Sigur Ros) i doprowadziły do pewnej równowagi. Po artystycznej i komercyjnej porażce ostatniego albumu Travis jak na dłoni widać kto w najbliższej przyszłości będzie mieć rację. Dowodem na to może być omawiany właśnie, drugi album The Cooper Temple Clause. Niby jest na tej płycie wszystko to, co dla Wyspiarzy jest tak typowe: zgrabne melodie, osobiste teksty, przyjemny na pierwszy rzut ucha klimat. Ale to jest właśnie pułapka w jaką się wpada starając się poznać tę płytę powierzchownie. Nagle ni stąd ni zowąd piękna, delikatna piosenka przeradza się w gitarową orgię i wokalny huragan. Najlepszym przykładem są jazgotliwe "A.I.M" lub "Music Box" albo też wieńczący płytę, genialny "Written Apology", który kończy się całkowicie odjechanym, industrialno-elektronicznym pawiem. Przyszłość należy do takich kapel jak The Cooper Temple Clause. Oasis niech spadają na drzewo!
[Marcin Jaśkowiak]