Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



"...pewne islandzkie podanie mówi o ukrytym ludzie, który żyje pośród kamieni i lawy poszarpanych gór...
...pochodzący od starożytnego "ducha-stróża" ukryty lud występuje w wielu formach...
...malutkie balómalfal żyją w kielichach kwiatów...
...natomiast buaalfar zamieszkują farmy...
...w takim właśnie, tajemniczym, ukrytym świecie zrodziła się muzyka Sigur Rós..."
(cytat z polskiej strony poświęconej Sigur Rós )
...i w takim właśnie tajemniczym, ukrytym świecie rządzi piosenka Eurowizji!
Każda przeciętna osoba interesująca się muzyką i nie będąca Islandczykiem na hasło "islandzka muza" wymieni jednym tchem Bjork, Sigur Rós, Sugarcubes lub Múm. Mogłoby się więc wydawać, że właśnie takie dźwięki towarzyszą w codziennym życiu mieszkańcom tej małej, tajemniczej wysepki. Nic bardziej mylnego. W ciągu dwóch pierwszych dni od mojego przyjazdu na Islandię mit ten został brutalnie obalony. Sigur Rós jest "dziwny", Bjork jeszcze dziwniejsza, a o istnieniu Múm mało kto wie. Zdawać by się mogło, że odizolowani od reszty świata, wierzący w trolle Islandczycy to nacja cichych, zamyślonych wrażliwców. Jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że cały naród ogarnięty jest szaleństwem Eurowizji, a bohaterem narodowym jest Páll Óskar (aka Paul Oskar), reprezentant Islandii i król wszystkich gejów. Fascynacja Eurowizją ogarnęła wyspę do tego stopnia, że niektórzy pamiętają, jaki kraj wygrał konkurs w danym roku, a na iPodzie mojego znajomego znalazłam... "Keine Grenzen" Ich Troje! Aby oszczędzić sobie ewentualnych zbędnych emocji, wolałam nie pytać, czy mu się podoba. Ryzyko, że odpowie 'tak' było w tym wypadku zbyt duże.
Islandczycy mają opinię ludzi zamkniętych w sobie, ceniących swoją prywatność i mało wylewnych, co jest zapewne spowodowane faktem, iż przez prawie cały rok pada śnieg, jest ciemno i zimno. Każdy Islandczyk cierpi na zimową depresję, więc podkreśla swój egzystencjalny ból dźwiękami Sigur Rós lub podśpiewuję z rezygnacją piosenki Bjork, a jedyną słodyczą w ich życiu są batoniki Prince Polo. Z tego wszystkiego prawdą okazało się być tylko to ostatnie. I gdzie w tym wszystkim sens?
W ostatnim czasie swoją obecność na Islandii zaznaczył popularny na świecie nurt indie-rocka, powstało wiele kapel wpisujących się w ramy tego gatunku, które odnoszą lokalne sukcesy. I nie chodzi tu o jakiś underground, lecz o proste, gitarowe kawałki w stylu The Libertines, Franz Ferdinand czy Arctic Monkeys. Jak to się więc dzieje, że wszystko, co jest nam znane z Islandii, nie jest znane samym Islandczykom (poza rzecz jasna Bjork), zaś z kolei my nie mamy bladego pojęcia o ich mainstreamie? Otóż, wyjaśnił to zgrabnie Ólafur Arnalds w jednym z wywiadów (udzielonym oczywiście mediom nieislandzkim) jeśli przedstawiciel jakiejś amerykańskiej lub europejskiej wytwórni przyjeżdża na wyspę w poszukiwaniu nowych wykonawców, to nie będzie on szukać tego, co mógłby znaleźć u siebie, lecz zwróci się ku artystom skrajnie innym. To by wyjaśniało, dlaczego bilety na jego występ w słynnym londyńskim Barbican zostały prawie całkowicie wyprzedane już dwa miesiące wcześniej, a oglądając Ólafura w Reykjaviku byłam jedną z około 50-ciu osób na sali. Swoją drogą był to najdziwniejszy koncert, jaki kiedykolwiek widziałam - po zejściu ostatniego supportu ze sceny wszyscy... usiedli na podłodze. Nikt nie odważył się nawet chrząknąć, więc ja wraz z kilkoma innymi fotografami czuliśmy się zupełnie nie na miejscu chodząc po sali (użycie flesza nikomu nawet nie przyszło do głowy!). Wracając jednak do tematu - z jednej strony to dobrze, że naprawdę oryginalni i nietuzinkowi muzycy są znani przede wszystkim poza granicami Islandii, z drugiej strony trochę mi jednak szkoda że we własnym kraju przegrywają z oklepanym nurtem indie, nie wspominając już o Pallu Óskarze albo, o zgrozo, Mercedes Club, którzy wsławili się hitem "Ho Ho Ho We Say Hey Hey Hey". Już sam tytuł przyprawia o dreszcze, zaś widok wysmarowanych samoopalaczem mięśniaków walących w bębny i pana klikającego jednym palcem w keybord przywodzi jedynie uśmiech politowania. Jeśli chodzi o islandzkie radio i telewizję to - jak się można spodziewać - króluje ta sama sieczka co w Polsce, złożona głównie z promowanych właśnie nowych 'artystów'. Przeplatana islandzkim indie rockiem i oczywiście "Ho Ho Ho We Say Hey Hey Hey" we wszelakich wersjach i pod różnymi imionami, a czasem nawet z dodatkiem islandzkiego hip hopu.
Nie ukrywam, że byłam wielce zawiedziona, kiedy mit, którym żyłam przyjeżdżając na Islandię został szybko zgnieciony artystami pokroju Páll Óskar. Z drugiej jednak strony uwielbiam spędzać dni przeczesując MySpace w poszukiwaniu czegoś wartościowego i sprawdzając przyjaciół przyjaciół różnych islandzkich zespołów. Uwielbiam to uczucie znalezienia nowej, interesującej perełki, a jeśli owa perełka gra akurat koncert na Islandii to czuję się wręcz zaszczycona, iż z mieszkańców całej planety to właśnie mi dane jest w nim uczestniczyć. Pomimo szału "Ho Ho Ho We Say Hey Hey Hey" i Eurowizji starcza tu też na szczęście miejsca na artystów niesamowitych, choć szerzej nieznanych. Trzeba tylko dobrze poszukać.
Islandczycy mają to do siebie, że cieszą się ze wszystkiego, co islandzkie i "to nie jest tak, że nie lubią Sigur Rós, tylko po prostu ich nie rozumieją" - zostało mi raz wyjaśnione. A może właśnie chodzi o to, że rozumieją? W końcu 99% fanów "Sigurów" nie mówi po islandzku, a ten pozostały procent najwyraźniej lubi słuchać piosenek o sianie. Cokolwiek by nie sądzić o guście muzycznym Islandczyków, pozostaje faktem, że ta wyspa obsypana jest niesamowitymi dźwiękami, które tylko czekają na odkrycie. I nawet jeśli oni sami nie potrafią docenić tego co mają, to nikt nie może zabrać nam radości z odnajdywania tych wszystkich pięknych i "dziwnych" skarbów.
[Aleksandra Lach]