



O ile koncert na Primaverze 2007 nie był przełomowy ani szokujący, ale porządny, to warszawski występ duetu Mike Patton & Christian Fennesz był nieudany i skłaniał to zadania sobie pytania o sens takiej współpracy. W zlepkach gestów i faktur nie było prawdziwej wartości dodanej z grania razem. Dla wokalnych ekwilibrystyk Pattona dużo lepszym uzupełnieniem jest ktoś taki jak Rahzel, dla ambientów Fennesza - ktoś taki jak Sakamoto. Ścisk w Proximie i fani FNM domagający się wrzasków Mike'a wzmacniali wrażenie nieporozumienia.
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]