napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Thrash is back! Tak zdają się zgodnie krzyczeć wytwórnie płytowe. Wydawcy starają się przywrócić modę na thrash metal, a kołem zamachowym mają być młode, debiutujące formacje. Ich muzycy dopiero przychodzili na świat, kiedy thrash święcił swoje największe triumfy w połowie lat 80. Całą trzódkę firma Earache Records postanowiła zebrać pod jedną banderą na składance "Thrashing Like A Maniac". Tam znalazło się także miejsce na kwintet z Miasta Aniołów - Warbringer. Obok Evile, Dekapitator, Fueled By Fire, Municipal Waste to chyba najbardziej znany reprezentant młodych propagatorów thrashu. "War Without End" - debiut w barwach Century Media - brzmi niczym album sprzed ponad dwóch dekad. Niewątpliwa w tym zasługa producenta Billa Metoyera, który w swoim CV może pochwalić się współpracą z D.R.I., Sacred Reich, Flotsam And Jetsam i przede wszystkim ze Slayerem. Warbringer może zatem poszczycić się wręcz idealnym odtworzeniem produkcyjnych realiów "Show No Mercy" czy "Surf Nicaragua". Ich thrash jest wulgarny, naładowany agresywnymi solówkami, dudniącą sekcją rytmiczną i krzykliwym głosem Johna Kevilla. Słychać tu jeszcze szaleństwo "Pleasure To Kill" Kreatora i ciężar Possessed. Tylko wszystko to już było i naprawdę nie wiem, jaki sens w odgrzewaniu starych patentów. W dobie, gdy starsi koledzy po fachu, jak choćby Exodus, Overkill, Testament czy Machine Head swoimi ostatnimi albumami udowadniają, że ich wizja thrashu ma się nad wyraz dobrze, taki "War Without End" jest tylko wspomnieniem po latach świetności gatunku. Nie ma tu absolutnie nic nowego. Patenty grane przez młodych Amerykanów już wcześniej tysiące razy budziły podziw u fanów dźwięków rodem z Bay Area. Warbringer jest tylko i wyłącznie substytutem starych, wysłużonych albumów piewców thrashu. Mam nadzieję, że sztucznie wykreowana moda na podrabianie brzmienia, muzyki i wreszcie wizerunku legend thrashu upadnie szybciej niż na dobre rozwinie swoje postrzępione skrzydła.
[Marc!n Ratyński]