Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Erykah niezłomna - Erykah wszechmogąca powraca po wielkiej pięcioletniej ciszy i z wdziękiem na miarę damy zagłusza euforię wywołaną doskonałym albumem z 2003 roku Worldwide Underground. Jest jeszcze piękniej i różnorodniej. Erykah rozkwita, pięknieje, dojrzewa. Także i tym razem wsparła się na barkach producentów z wyższej półki, do której nie sięgnie Nelly Furtado czy inna Frytka bo za krótkie rączki mają; w szanownym gronie producenckim znaleźli się Madlib, 9th Wonder, Shafiq Husayn i Taz Arnold z Sa-Ra Creative Partners.
Krążek „New Amerykah” jest kwintesencją neosoulu. Nasączony jest surowicą antyamerykańskich, pacyfistycznych ideałów. Mimo, że Badu nastawiła się do świata bojowo, jednocześnie mocno spokorniała, spiłowała pazurki i zrezygnowała ze 100% - owej wokalnej dominacji na rzecz twórczej kooperacji. Z korzyścią dla albumu i własnego wizerunku - nowatorskiego, świeżego, błyskotliwego. Kto jednak przez te 5 lat tęsknił za kocim, nosowym mamrotaniem i charakterną chrypką Eryki, nie będzie zawiedziony – jej sprawdzone patenty obrastają gęstym bluszczem każdy z utworów.
Opener to istny lunapark. Ta strzelania w towarzystwie niejadalnej mieszaniny chóru, rozciągniętego jak guma rapu i melodeklamacji, która niestety nie ratuje efektu, nuży nadmiarem i razi neonem przekoloryzowania („Amerykahn Promise”). Rehabilitacja następuje szybko, jak burza przerywająca czerwcowy skwar. Warto schłodzić przegrzane receptory w nostalgicznych dzwonkach, wybijających rytm jak ostrogi w kowbojkach. A to zaledwie tło zmysłoweo szeptanego manifestu wolności („The Healer”).
Spory ładunek subtelności pojawi się jeszcze w melodyjnych grzechotkach, gdzie Erykah wciela się w postać impulsywnej apologetki miłości („Me”). Nadejdzie czas na czystą doskonałość z mruczanką w refrenie, szumiącym wokalem, chropowatym yes agree, skandowanym przez posłusznych rekrutów („Soldier”).
Potem już tylko obóz rozbity na pustyni, marazm, ubłocone namioty marines, upalny ściekający z czoła niezachwiany rytm („My people”). Erykah pobawi się też scratchem („Twinkle”) i zaserwuje fenomenalny duet w stylu retro z Georgią Anne Muldrow („Master Teacher”), niemal tak symbiotyczny jak niezapomniane „You got me” z The Roots.
Na chwilę przed końcem złoży hołd zmarłemu 2 lata temu producentowi J Dilla, w postaci przejmującego, kruchego consolatio („Telephone”).
„New Amerykah” przypomina patchworkową kołdrę, utkaną z zamyślenia i medytacji, o równej fakturze, gładkich brzegach, z chropowatością w miejscu przebiegających ściegów i wykończeń. Absorbuje uwagę do tego stopnia, że bierzesz szczoteczkę do zębów i zapominasz, że chciałeś umyć zęby.
[Dominika Kujawka]