Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Flying Lotus przewodzi ofensywie kolejnego pokolenia kalifornijskich producentów. Jego debiutancki album "1983" (Plug Research, 2006) brzmiał znajomo dla fanów Madliba czy Ammoncontact, jednak wydany właśnie przez Warp "Los Angeles" jest już wyraźnie autorskim, wręcz konceptualnym dziełem - pulsującą soniczną eskapadą w głąb i na powierzchnię miasta aniołów. Tytuł płyty jest dość ryzykowny, bowiem technika i brzmienie nadal mocno osadzone są w dokonaniach wyżej wymienionych artystów, cieplejsze, wokalne momenty albumu przywodzą na myśl klimaty bliskie Dwight Trible, a raz po raz spomiędzy dźwięków spoziera duch Prefuse 73. Sami znajomi, niemniej jednak, nawet jeśli Flying Lotus metodologię i narzędzia zapożycza od starszych kolegów, robi to po swojemu, a jego nowa płyta bez problemu broni się dzięki intrygującym pomysłom i przemyślanej kompozycji. "Los Angeles" jest bowiem trwającą trzy kwadranse suitą, barwnym i rozedrganym spojrzeniem na rodzinne miasto twórcy.
Poszczególne kawałki są tutaj podległe całości i wyrwane z kontekstu tracą definiujący je sens. Flying Lotus pracuje bowiem w technice bliskiej postrzelonym kolażom Madliba, czy J Dilla - podwalinę kompozycji stanowi rytm, na którym opiera on kolejne płaszczyzny i wymiary, unikając skutecznie dłużyzn i nadmiernych spiętrzeń. Woli raczej urwać w pół zdania i sięgnąć po kolejny wibrujący, wciskający się w uszy pejzaż, niż mówić zbyt wiele, zbyt długo. Można podejrzewać, że skondensowanie metropolii jako soundtracku wręcz wymaga takiej surowości, ważne jednak, że pozwala zachować intensywność muzyki i atmosfery. "Los Angeles" otwiera się poranku, wrzuca słuchacza w miejski gąszcz, wśród którego raz po raz przebłyskują ostoje natury, by ostatecznie pozwolić mu na oddech i odrobinę ciepła o zmierzchu. Oznacza to sugestywną muzykę i absorbujące emocje. Mam wrażenie, że John i Alice Coltrane, świętej pamięci wujostwo naszego bohatera, byliby dumni z jego muzycznej wizji.
[Piotr Lewandowski]