Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Już pogodziłem się z myślą, że organizowane przez Filmotekę Narodową Święto Niemego Kina znikło z kulturalnej mapy kraju i to z powodów dla osób postronnych zupełnie nieprzeniknionych i absurdalnych – jak bowiem można nie kontynuować imprezy, która ma wyrobioną markę artystyczną oraz komercyjną i jest faktycznie nowatorska? A tu nagle festiwal się odbył. Z półrocznym opóźnieniem, w mniej błyskotliwy sposób niż wcześniejsze edycje i na mniejszą skalę, ale jednak. Choć w zastępczej lokalizacji w Bibliotece Narodowej klimatu poprzednich edycji w Iluzjonie czy nawet w Kinie Luna nie udało się odtworzyć, to filmowo i muzycznie tegoroczna edycja była całkiem satysfakcjonująca.
Nie zapowiadał tego inauguracyjny pokaz „Szlakiem Hańby”, do którego, a może raczej trochę obok którego, zagrał Stanisław Sojka z zespołem. SNK od lat pokazuje, że „gwiazdy” wcale nie są gwarantem sukcesu. Liczy się zaangażowanie i wizja, co wspaniale zaprezentował Raphael Rogiński grając do „Szóstej Strony Świata” Dzigi Vertova – filmu obrazującego wczesny Związek Radziecki przez pryzmat kontrastów między zacofanymi połaciami kraju, a modernizacyjno-industrializacyjnymi dążeniami. Rogiński zagrał na gitarę solo i loopy, tworząc niespieszną, gorzką muzykę, kreującą interpretacyjne przestrzenie. Doskonały występ.
Raphaela Rogińskiego usłyszeliśmy też na kolejnym występie, gdzie Rogiński z DJ Lenarem i Zosią Gołębiowską, jako Sisters & SF Zolton zagrali do radzieckiego filmu „Przez Łzy”. Tutaj warstwa muzyczna była bardziej dynamiczna, pojawiło się trochę tematów żydowskich, trochę udźwiękowiania obrazu odgłosami. Film był strasznie nudny i pozbawiony akcji, przez co muzycy mieli trudne zadanie. Więcej się działo na „Hotel Imperialu” Mauritza Stillera, do którego zagrali Horny Trees. W ich występie było sporo humoru, w tym poprzez imitowanie głosów. Horny Trees bardzo udanie zamknęli festiwalowy piątek.
Pierwszym pokazem w sobotę były „Europejskie Impresje”, czyli kilka kronik i pakiet etuid, m.in. László Moholy-Nagy’ego i Marcel Carné. Zagrali „etatowi” współpracownicy Filmoteki – Marcin Mazurek (fortepian) i Tomasz Kirszling (trąbka ), ale lepiej to przemilczeć.
Wydarzeniem soboty był „Ostatni Rozkaz” Josef von Sternberga, do którego Orkiestra Kameralna pod dyrekcją Rafała Rozmusa wykonała w tym celu przygotowaną partyturę. Orkiestra ta zagrała również w niedzielę na zamknięcie festiwalu do dwóch polskich filmów – „Pruskiej Kultury” i „Bartka Zwycięzcy”. Docenić należy skomponowanie partytur i nienaganne wykonanie, jednak z mojej perspektywy nie były to specjalne atrakcje, a raczej lekkostrawne ukłony w stronę szerszego odbiorcy.
W sobotę zagrały też dwie jazzowe formacje. Paweł Kaczmarczyk Audiofeeling Band zagrali do „Wschodu Słońca” Friedricha Wilhelma Murnaua. Zaczęli strasznie rzewnie i smętnie, ale gdy zaczął się film, podnieśli poziom. Bardzo dobry obraz, niby melodramat, lecz nie ckliwy, został przez Audiofeeling Band wzmocniony właściwym nastrojem i niezłym brzmieniem. Na koniec wieczoru improwizujący duet Maciej Trifonidis Bielawski & Ray Dickaty zagrał agresywnie do niemieckiego filmu „Schody Kuchenne”.
W niedzielę obejrzeliśmy tylko dwa pokazy – przed wspomnianą Orkiestry Kameralnej, do zestawu wczesnych filmów Davida Warka Griffitha zagrało trio CH&K&K – Marek Chołoniewski, Włodzimierz Kiniorski i Krzysztof Knittel. Był to może i najlepszy pokaz tegorocznego SNK. Dwóch elektroników i jazzman stworzyło mocną muzyczną przestrzeń do doskonałych, wręcz zaskakująco dobrych, etiud Griffitha. Choć zdarzyły się wśród nich i western, i króciutka farsa, to generalnie były one posępne, z czym doskonale korespondowały drenujące warstwy dźwięku generowanego przez CH&K&K.
7 edycja Święta Niemego Kina dla każdego bywalca tej imprezy zdawała się mini-festiwalem. Czemu zrezygnowano z rozpoznawalnej oprawy graficznej imprezy? Czemu przed filmami nie było starych polskich reklam, które publiczność uwielbiała? Najważniejsze jednak, że Święto się odbyło i zachowało pewną ciągłość. Mam nadzieję, że kolejna edycja już wiosną, tak jak zawsze bywało.
[tekst: Piotr Lewandowski]
[zdjęcia: Kuba Kiljan (www.kuba-rozpruwacz.com), Piotr Lewandowski]