Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Health to jeden z tych zespołów, które można wymienić jednym tchem z Psychic Ills, MGMT, Indian Jewelery oraz kilkoma innymi formacjami ze Stanów, które od kilku lat próbują wskrzesić ducha końcówki lat sześćdziesiątych – ery dzwonów, zwiewnych, kolorowych sukienek, indiańskich koralików i długich włosów, a przede wszystkim utopijnych ideałów: wolnej miłości, marzenia o wyrwaniu się z mieszczańskiego kieratu. Co dziś z tego zostało? Niewiele. Co najwyżej ośrodki rozwoju osobistego takie jak ten, które opisuje w Michel Houellebecq w swojej powieści „Cząstkie elementarne” - Miejsca Odosobnienia dla podstarzałych, sfrustrowanych feministek i samotnych onanistów. Możliwe, że idiom muzyczny funkcjonuje na tych samych zasadach – ekshumowania truchła. To raczej tylko kolejny outfit do wzięcia, forma do przerobienia. Pomijając jednak kwestie autentyczności, trzeba przyznać, że psychodeliczny revival trwa.
Health – jak wiele zespołów nurtu - wyrobił sobie renomę za sprawą koncertów. Potem jeden z jego utworów został zremiksowany przez jeszcze świeże wówczas objawienie w stylu electro – duet Crystal Castles. „Crimewave” to kawałek, w którym zawiera się sedno brzmienia formacji. Z jednej strony słychać w nim fascynację prymitywną elektroniką i surową, rytualną rytmiką, której hołdują choćby Black Dice, z drugiej rzuca się w ucho niewątpliwy wpływ wczesnego Sonic Youth – szalejące fale gitarowych sprzęgów.
Na swoim drugim longplayu zespół z Los Angeles nieco mocniej przenosi akcent w stronę grania spod znaku BD. Gitary raczej jazgotliwie piłują na wysokich tonach albo chroboczą w tle, niż snują się w siarczystych feedbeckach; pracują bardziej rytmicznie – rwanymi riffami. Tempa są równe i zdecydowane; podrasowane salwami analogowych przesterów. Całości dopełniają snujące się, eteryczne wokalizy, co sprawia, że „Get Color” to album, który można pożyczyć znudzonym słuchaniem na zmianę „God's Money” i „Saint Dymphna” Gang Gang Dance.
[Michał Nierobisz ]