Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Patrząc z perspektywy ostatnich kilku tygodni, to debiutancki album Echoes Of Yul gościł bardzo często w moim odtwarzaczu. Ten opolski duet całkowicie mnie zaskoczył. Nagle wypłynęli z materiałem, który równie dobrze mógłby mieć swoją premierę z naklejką Neurot czy innego Hydra Head. Wszyscy zanurzeni w klimatach rodem z płyt Godflesh, Om czy Lotus Eaters mogą śmiało przystąpić do degustacji „Echoes Of Yul”. Niech zachętą będzie również sam James Plotkin (znany m.in. z udziału w O.L.D., Khanate, Namanax), który zajął się masteringiem tego materiału. Aż 76 minut dla jednych może być nie do przebrnięcia, a dla pozostałych wspaniałą muzyczną wyprawą. EOY tworzą wielowarstwowe pasaże, gdzie w bagiennych oparach brakuje tchu, gitary raz gniotą żebra, by za chwilę przejść w niemal ambientowe rejony. Głos jest tu tylko dodatkiem, a ze smakiem i wyczuciem użyta elektronika sprawia, iż „Echoes Of Yul” jest bardziej przystępny. Wzajemnie przenikające się struktury i ciężar mają odpowiednie proporcje, przez co obcowanie z tym albumem jest nad wyraz przyjemnym prasowaniem kory mózgowej.
[Marc!n Ratyński]