Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



W przeciągu siedmiu lat od poprzedniej solowej płyty Tyondai Braxton przestał być postrzegany jako syn swojego ojca, stając się głosem i przebojowym pierwiastkiem Battles. Na „Central Market” właściwie nie jest sam, towarzyszy mu pięćdziesięciosobowa Wordless Music Orchestra, z pomocą której Braxton stworzył album zderzający kompozycyjne maniery muzyki poważnej i symfoniczne brzmienia, z battles-owską dynamiką, elektronicznymi igraszkami i swym niepowtarzalną gitarowo-wokalną manierą. Z tego buzującego tygla wyłania się płyta naszpikowana pomysłami i brzmieniami; barwna karuzela, która raz zachwyca, a raz przyprawia o zawroty głowy.
Płyta zbudowana jest na łuku, którego kulminacją jest ponad dziesięciominutowy Platinum Rows – w pierwszej odsłonie i do wyżej wymienionego włącznie – „Central Market” jest surrealistyczną, radosną karuzelą, zaś w drugiej części zwalnia i przenosi słuchacza w minorowe przestrzenie. W lirycznym otwarciu, ledwie tylko podrasowanym elektroniką, Braxton sygnalizuje konwencję, która definiuje kolejne kilka utworów – symfonicznie zagrania orkiestry są patetyczne do granicy powagi, którą rozbija kreskówkowy klimat dynamicznych utworów. Robią one spore wrażenie, ale wręcz nie sposób słuchać tych igraszek bez przymrużenia oka. Po klimaksie Platinum Rows przedostajemy się jednak – przez mroczne, ambientalne Unfurling – do J. City, które okazuje się chwytliwą piosenką rockową (albo prog- jeśli jesteście przywiązani do terminów) . To najbardziej zwięzły utwór na płycie, wpadający w ucho, ale kompletnie od czapy. Finał płyty tylko tę konfuzję potęguje.
W rezultacie, można odnieść wrażenie, że olbrzymi kompozycyjny i aranżacyjny talent oraz brzmieniowa wyobraźnia i erudycja Braxtona zaowocowały feerią cudownych pomysłów, lecz widowisko jako takie okazuje się zbyt pstrokate. Nie jestem przekonany, czy kondensacja kompozycyjnych rozwiązań rodem z muzyki poważnej w ramach piosenkowych utworów się sprawdza. Taki Sufjan Stevens – per saldo zdecydowanie bardziej popowy od Braxtona – na „BQE” postawił na kompleksowe wrażenie, z pustawych w izolacji kawałków składając całkiem przyjemną suitę. Braxton natomiast epatuje wspaniałymi detalami do tego stopnia, że całościowy obraz staje się rozmyty. Ale posłuchać naprawdę warto.
[Piotr Lewandowski]