polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Actress Splazsh

Actress
Splazsh


Darren Cunningham jest jednym z tych enigmatycznych artystów, którzy wolą stać w cieniu swojej muzyki. Jego produkcje oscylują wokół najważniejszych nurtów muzyki tanecznej – od chłodnego, minimal techno rodem z Detroit począwszy, na typowo brytyjskich brzmieniach jak UK garage, czy modnym ostatnio wonky skończywszy. Ale jego kawałki wychodzą daleko poza schemat muzyki tanecznej. To aktualnie niewątpliwie jeden z najoryginalniejszych głosów w brytyjskiej elektronice.

Magazyn Dazed&Confused napisał o nim, że jest tak undergroundowy, iż w jego istnienie wątpią nawet jego przyjaciele. Faktycznie, Cunningham przypomina nieco Williama Bevana alias Burial, który po zaskakującym, spektakularnym debiucie przez długi czas pozostawał człowiekiem znikąd. Kiedy ukazał się debiutancki longplay Actress, jego autor był także postacią szerzej nieznaną. Jak to bywa w takich przypadkach, wszyscy chcieli wiedzieć „kto-zacz”.

Za produkcją stał założyciel i motor oficyny Werk Discs. Mimo tego „Hazyville” było dużym zaskoczeniem – brzmienia, które wypełniały album były zdecydowanie unikatowe. W jakiś sposób nawiązywały do modnych wariacji na temat UK garage, ale określić je jako dubstep, to byłoby za dużo – to nie była muzyka, gdzie bas grał rolę pierwszoplanową. Pobrzmiewał w niej wprawdzie 2step, ale dalekim i zniekształconym echem. W ogóle „Hazyville” cechował w znacznej mierze klimat cyfrowej deformacji i – adekwatnie do tytułu – pewnego zamglenia.

Idąc tym tropem, tytuł nowego krążka może sugerować, że konsystencja nowej produkcji raczej niż eteryczna będzie płynna. Skojarzenie o tyle trafne, o ile za punkt odniesienia uznamy podwodne wycieczki duetu Drexciya, czy lśniące kawałki Dopplereffekt. „Splaszh” przynosi muzykę, której raczej bliżej do wypolerowanego w tradycji Detroit minimal techno z eksperymentalnym zacięciem niż wodnistych pogłosów i tłustych basów. Znalazło by się i może jeszcze kilka punktów odniesienia, ale ostatecznie jest to album, wobec którego byłaby to swego rodzaju zbrodnia. Rzecz jedyna w swoim rodzaju. Najlepiej sprawdzić samemu.

[Michał Nierobisz]