napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Artur Rojek jednak jest niezawodny. Po 4. latach istnienia Off Festivalu na mapie Europy wyrasta na jednego z najbardziej istotnych działaczy kulturalnych w, nie bójmy się tego słowa, dziejach polskiego show-biznesu. Jego działania obejmują nie tylko promocję muzyki idącej z duchem czasu, ale i tworzenie pozytywnego wizerunku Polski – w tym okręgu katowickiego – w świecie.
Jego goścmi nie są już tylko lokalne gwiazdki ściągnięte z przeróznych części Europy, ale najważniejsi gracze muzyki niezależnej, o czym świadczyła tegoroczna letnia edycja Off Festivalu w okolicach lotniska Muchowiec w Katowicach, jak i zimowo-klubowa, rozgrywająca się na deskach sceny Hipnozy.
Wieczór rozpoczął noisowo-hardcore'owy Ed Wood, który bezkompromisowością przypomina Woody Alien, Plum czy Brudne Dzieci Sida. Ponoć gitarowo-perkusyjny duet został założony jako żart, co częściowo jest jeszcze widoczne w twórczości bydgoskiej formacji. Ich pokawałkowane, głośne, przesterowane, pędzące przed siebie niczym walec na dopalaczach utwory lepiej sprawdziłyby się w klubie, gdzie scena jest niemal na tym samym poziomie, co publiczność. Niestety, w Hipnozie jest ona nieco podwyższona, dodatkowo publiczność siedziała przy stolikach, jednak gitarzysta Jakub Ziołek nadrobił ten dystans, schodząc do słuchaczy na wyciągnięcie ręki i tarzając się po podłodze. Istnieją spore obawy, że pomysłu duetu na granie nie da się rozwinąć, jednak jako koncertowa, spontaniczna petarda z samoczynnym zapłonem, Ed Wood sprawdzają się idealnie.
Nastrój został niezwłocznie zmieniony przez Macieja Cieślaka występującego z Księżniczkami, czyli: wiolonczelistkami Karoliną Rec i Edytą Czerniewicz oraz skrzypaczką Julią Ziętek. W kilku utworach na perkusji wystąpił Tomek Popowski z Ed Wood. Łagodna i piosenkowa strona lidera Ścianki ujawniła się już nieco wcześniej, m.in. w takich utworach jak Piosenka Nr 3, Sopot, Piórko, Latający Pies, Iris Sleeps Under The Snow, Harfa Trwa, Septemeber, czy na minialbumie Secret Sister, zespół Cieślak i Księżniczki jest naturalną konsekwencją i rozwojem zawartych w piosenkach Ścianki idei.
W wypadku tej grupy mamy do czynienia z czterema absolwentami Akademii Muzycznej w Gdańsku, których wyobraźnia muzyczna znacznie wybiega poza mury uczelni. Piosenki sopockiego kwartetu mogą być odebrane opacznie przez słuchaczy zasugerowanych psychodelicznymi, noisowymi, sonorystycznymi kompozycjami Ścianki, gdyż w tym wypadku, jeśli w ogóle możemy mówić o eksperymencie, jest to eksperyment kameralny, delikatny, niezwykle wrażliwy i – co ważne – z udziałem trzech kobiet, a sedno twórczości grupy to – jedynie po części wynikające z harmonii The Beatles – ujmujące melodie, akademicki rodowów, skłonność do improwizacji, oparte o proste, powiązane m.in. z przyrodą metafory, jak i sytuacje codzienne piosenki o rozstaniach, powrotach, wyborze właściwej drogi, utracie, beznadziei i nadziei, jednym słowem: o miłości i relacjach międzyludzkich (choć nie tylko). Piosenki ujmujące, magiczne, gdzie obok – momentami mogącego kojarzącego się z solowym Johnem Frusciante – gitary, wokalu i tekstów Cieślaka dwie wiolonczele, skrzypce i wokalizy pełnią równorzędną rolę. Muzycy zaprezentowali praktycznie cały materiał z płyty Cieślak i Księżniczki w kolejności zgodnej z tracklistą albumu.
Błogi nastrój kontynuowała pochodząca z Anglii, obecnie mieszkająca w USA i stamtąd sprowadzona Scout Niblett, dysponująca głosem o niebywałej skali i nieprzeciętnymi umiejętnościami gry na gitarze elektrycznej. Emocjonalne, introwertyczne, niemal transowe ballady Niblett zahipnotyzowały zasłuchaną publiczność do momentu, gdy do gry właczył się perkusista. Z jednej strony bluesowo-rock'n'rollowe podłoże, fuzzowane brzmienie, z długiej uciekający w wysokie rejestry głos i melodie osnute kobiecą wrażliwością sprawiły, że jej koncert zostanie zapamiętany nie tylko ze względu na piosenkę z tekstem "We're all gonna die" połączoną z fragmentem We Are The World. Było kameralnie, kobieco, z bluesowym podbiciem. Niblett to natchniona, nieco szalona, wrażliwa i utalentowana wokalistka i gitarzystka, której koncert jest niecodziennym i niesamowitym przeżyciem. Jednym zdaniem: był to bardzo udany muzycznie wieczór.
[zdjęcia: Łukasz Folda]