napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Selfmadegod poszerzył wydawnicze horyzonty czego najlepszy dowód mamy w postaci albumu „Ritual Ascension Beyond Flesh”. Pod nazwą Encoffination ukrywa się amerykański duet o tajemniczych pseudonimach – Ghoat i Elektrokutioner. Panowie udzielali się bądź nadal grają w ponad dwudziestu grupach, więc co do ich doświadczenia nie można mieć żadnego „ale”. Dyskografię, oprócz recenzowanego albumu, uzupełniają tylko dwie winylowe EP-ki. „Ritual…” początkowo ukazał się tylko w formie kasetowej, by w drugiej połowie roku objawić się w wersji CD i później winylowej. Przywiązanie do tradycji taśmy magnetycznej nie dziwi w kontekście prezentowanych nagrań. Dla Encoffination czas zatrzymał się na początku lat 90., kiedy to twórcy najbardziej ponurego i złowieszczego doom/death metalu rejestrowali swoje dźwięki. Mam tu na myśli jedyne płyty Holendrów z Sempiternal Deathreign, amerykańskiego Winter i australijskiego Disembowelment. Atutem „Ritual…” jest niesamowite brzmienie, które w obecnych, pełnych komputerowych sztuczek czasach, jawi się jako archaiczne i zacofane. Wokal Ghoata pobrzmiewa gdzieś w tle, przenikając jakby przez powłokę ascetycznych gitarowych struktur. Perkusyjne tempo mozolnie snuje się w większości utworów, a niesamowita grobowa atmosfera wyziera z każdej minuty nagrań. Nie ma tu jednak psychodelicznych pierwiastków Esoteric. Są za to odważne przyspieszenia, które mocą stutonowego walca kruszą najbliższe otoczenie. Muzycy Encoffination są totalnie staromodni, a z drugiej strony, nie brakuje im odwagi w kreowaniu wizji posępnego, gnijącego i pełnego grozy materiału. I nie ma znaczenia, że tak grało się prawie dwie dekady temu. Najważniejsze jest przecież to, iż nadal wplatają w te dźwiękowe kolosy pokłady ciekawych rozwiązań. Muzyka może cieszyć, ta z „Ritual…” przeciwnie - przytłacza niczym trumienne wieko. Jedna z najbardziej zaskakujących płyt tego roku.
[Marc!n Ratyński]