napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Na wieczór otwarcia 9. Święta Niemego Kina dostaliśmy powtórkę sprzed roku – dwa polskie filmy z wojną w tle: „Dla Ciebie, Polsko” oraz „Cud nad Wisłą”, do których muzykę ponownie przygotował Maciej Trifonidis Bielawski i jego Trifonidis Motion Pictures Project. Filmy tym razem pokazane zostały w nowych, zmasterowanych wersjach – efekt pracy specjalistów znakomity, tak samo jak i oprawa muzyczna. Grupa Bielawskiego (instrumenty dęte, akordeon, wiolonczela i perkusja) świetnie poprowadziła narrację obu obrazów (dość przeciętnych, trzeba przyznać), miksem żywiołowego jazzu i kameralistyki nie tylko celnie akcentując najważniejsze momenty, ale i bezbłędnie ilustrując całość.
W drugiej odsłonie otwarcia – pokazano „Bestię” Aleksandra Hertza – usłyszeliśmy kolejne wcielenie duetu SzaZa: tym razem Pawłowi Szamburskiemu i Patrykowi Zakrockiemu towarzyszył Igor Przebindowski. Znając muzyków, takiego występu można się było spodziewać: pełnego polotu i poczucia humoru (imitowanie głosów przez Szamburskiego). formacji PrzeSzaZa odczytywanie tej filmowej materii dodało uroku samemu obrazowi; muzycy nierzadko wpływali na wymowę poszczególnych scen, po swojemu niektóre podkreślając, dopowiadając, a świetnie się przy tym bawiąc. Jednocześnie takie podejście sprawiało, że chwilami muzyka skupiała uwagę mocniej, niż sam film (brawa już w trakcie projekcji – to chyba nie zdarzyło się ani wcześniej, ani później). Dobrym pomysłem okazał się też udział Przebindowskiego, którego akordeon sprawnie spinał podejmowane przez SzaZę wątki. Reasumując – mocno zaakcentowana, żywa obecność obu zespołów w kreowaniu klimatu i świetne muzyczne otwarcie festiwalu.
Piątek rozpoczął się nie mniej udanie – bardzo dobry koncert dało New Trio do filmu „Nana”, a prawdziwym liderem i bohaterem okazał się skrzypek Mateusz Smoczyński (znakomite solówki i precyzja wykonania). Doskonale w całość wpisali się również Jan Smoczyński (organy Hammonda) i Alex Zinger (perkusja), wyraziście zaznaczając swoją obecność. Zupełnie niepotrzebne okazały się obawy, czy pomysłów i energii wystarczy na prawie dwie godziny filmu. Dojrzała, przemyślana, daleka od taniej ckliwości muzyka i bardzo dobre wrażenia.
Do japońskiego „Rozdroża” tło muzyczne wykonała Gadająca Tykwa. Sekstet grający na masie oryginalnych instrumentów (od balafonów i kong po didgeridoo) chyba nie do końca spełnił swoje zadanie – owszem, umiejętności i potencjał są, ale całość prezentowała się mało interesująco, intrygujących momentów było jak na lekarstwo, zabrakło też miejscami sprawnej korespondencji z akcją na ekranie.
Sobotę otworzyła Jazzpospolita, prezentując muzykę do australijskiego filmu „Sentymentalny chłopak”. Ciepła, zabawna i bezpretensjonalna historia mogła się podobać. Taka była też i muzyka młodego warszawskiego kwartetu – pastelowe brzmienie gitary i klawiszy dopełniła czujna gra sekcji, nie zabrakło nawet i wokalnych popisów wszystkich muzyków w prostej piosence, jaka zdawała się płynąć z ekranu. To, co mogłoby w przypadku koncertu klubowego wydawać się zbyt poukładane i grzeczne, tu było zdecydowanie na swoim miejscu.
Filmowym wydarzeniem soboty był z pewnością „Gabinet Doktora Caligari”. Towarzyszący niemieckiemu klasykowi ekpresjonizmu występ formacji The Washing Machine, choć w przeszłości ilustrowała go na pokazach w niemal całym kraju, dla niżej podpisanego był niestety mdły i nieświeży. Rzemieślnicza, przewidywalna, tkwiąca w indierockowej estetyce muzyka. Jakieś przebłyski dobrej gry szybko grzęzły w powtarzalności.
Wspomniany Mateusz Smoczyński pojawił się na scenie Iluzjonu raz jeszcze, wraz z Atom String Quartet otwierając ostatni dzień festiwalu muzyką do słynnego Fantomu w reżyserii Friedricha Wilhelma Murnaua. Muzyką – jak na ilustracyjne tło – zdecydowanie udaną: szlachetną brzmieniowo i ciekawie zaaranżowaną.
Kolejny punkt programu przyniósł mocną i dość oryginalną odmianę – serię krótkich filmów z Busterem Keatonem wsparł brzmieniem kolektyw pięciu dj’ów: Jarek Grzesica, Guiddo, Krzysztof Cybulski, Adam Świtała i Mikołaj Menes. Pomysł wydawać się mógł nieco ryzykowny, ale końcowy efekt spełnił oczekiwania. Stonowane, nienachlane dźwięki, gdzieś na styku eksperymentalnej elektroniki i minimal-techno uzupełniona partiami basu i gitary, trafnie punktowały serię zabawnych gagów na ekranie i pokazały, że wyjście poza konwencję ma sens.
Wreszcie ostatni akcent festiwalu – kultowy „Nosferatu, symfonia grozy” Murnaua i muzyczna ilustracja w wykonaniu orkiestry pod dyrekcją Rafała Rozmusa. Muzyka skomponowana specjalnie na potrzeby tej projekcji mogła się podobać; może zbyt ugładzona i przewidywalna, ale też nieinwazyjna, bez zarzutu zazębiająca się z obrazem i pozwalająca odbiorcy na pełne zanurzenie w fabule.
Dziewiątą edycję festiwalu można uznać za udaną, tak filmowo jak i (mimo wszystko) muzycznie. Owo połączenie obrazu i dźwięku w takiej formule pokazuje, jak istotny i wartościowy jest festiwal w kulturalnej ofercie stolicy. Doceniła to i publiczność, która dość szczelnie (zwłaszcza podczas weekendu) wypełniała salę Iluzjonu Filmoteki Narodowej. Cieszymy się, że po słabszej, jednostronnej edycji ósmej SNK przypomniało, na czym polega jego urok – zdolności co ciągłego odnawiania taperskiej formuły. Czekamy na kolejną, jubileuszową odsłonę, być może już odnowionym kinie Iluzjon.
[tekst: Marcin Marchwiński, zdjęcia dzięki uprzejmości Filmoteki Narodowej]