napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Spóźniona to recenzja, ale moim zdaniem ciągle sensowna, jeśli dzięki niej choćby jedna osoba po tę płytę sięgnie – ukazała się ona bowiem w dość niszowej oficynie Firehouse12, a jest tak dobra, że warto kwintetu Mary Halvorson posłuchać nawet kilka miesięcy po premierze. Albo i później, bo to muzyka uniwersalna. Halvorson od kilku lat jest jedną z nielicznych osób, które potrafią przełamać moją awersję do gitary w jazzie. Zwłaszcza w tym składzie – za wyjątkiem gitary Halvorson akustycznym – który cudownie i wywrotowo łączy jazzową tradycję z free jazzowym, awangardowym zacięciem. Sekcja rytmiczna John Hebert (kontrabas) / Ches Smith (perkusja) nagrywała już z Halvorson wcześniej, natomiast Jon Irabagon (saksofon altowy), Jonathan Finlayson (trąbka) dołączają do tego trio po raz pierwszy. Pozwala to rozkoszne, poetyckie kompozycje Halvorson osadzić na (zaskakująco) swingującej sekcji i post-bobowych frazach instrumentów dętych, a zarazem nasycić wewnętrznym napięciem, brzmieniowymi niespodziankami i idealnie wyważonym balansem między kreatywnością a dekonstrukcją.
Halvorson niby nie wysuwa się na pierwszy plan, czasami tylko delikatnymi muśnięciami kontrapunktuje akustyczny skład, ale jednak to dzięki jej grze „Saturn Sings” jest płytą wyjątkową. Przypomina mi ona tutaj Marcina Maseckiego – jej gra ciąży do dekonstrukcji, odrzucenia konwenansu swojego instrumentu, ale zarazem jej konstruktywna i naturalnie piękna, krucha. Fraza o „nowoczesnym dialogu z tradycją” stała się już podobną kliszą jak „eklektyzm”, ale w obu przypadkach dlatego, że niektórzy muzycy robią to naprawdę dobrze, inni nie. Przypadek Mary Halvorson Quintet jest wzorcowy – naturalny, świadomie i twórczo czerpiący z historycznego dziedzictwa. To jedna z tych rzadkich płyt, która angażując intelekt i fascynując sonicznym detalem dostarcza wzruszeń jak przy pierwszym kontakcie z jazzem.
[Piotr Lewandowski]