



Odbywający się po raz siódmy Międzynarodowy Festiwal Jazz w Ruinach obfitował w wiele koncertów z okolic mainstreamowej muzyki jazzowej, zahaczającej też o rejony etno, a organizowany był – jak co roku – w ruinach wybudowanego na początku XX wieku Teatru Miejskiego w Gliwicach, miejscu, które jest jednym z najbardziej niezwykłych przestrzeni architektonicznych na Górnym Śląsku. Z naszego punktu widzenia najbardziej interesujący był koncert nowego projektu, znanego ze współpracy z braćmi Oleś, Theo Jörgensmanna: Theo Jörgensmann Freedom Trio. Zespół istnieje od 2010 roku, w jego skład wchodzą też gitarzysta Hagen Stüdemann i kontrabasista Christian Ramond. Na gliwickim koncercie w miejscu kontrabasisty pojawił się stały współpracownik Jörgensmanna: skrzypek i altowiolinista Albrecht Maurer, a funkcje basisty w większości utworów przejął Stüdemann.
Zanim jednak na scenie ruin teatru pojawiła się tzw. gwiazda wieczoru, słuchacze mieli okazję usłyszeć projekt absolwenta jazzu i muzyki popularnej: Daniel Speer Trio. Był to koncert diametralnie odmienny od występu niemieckiego klarnecisty, muzyka leżąca na przeciwległym biegunie jazzowego tygla, skomponowana, grana z nut, gdzie momenty improwizowane można było policzyć na palcach jednej ręki. Występ ustatysfakcjonował chyba tylko fanów jazzu tradycyjnego i osoby, które z współczesnym jazzem nie mają na co dzień wiele wspólnego.
Trio Jörgensmanna zaprezentowało natomiast improv najwyższej próby. Muzycy wykazali się niezwykłym zaangażowaniem w grę, widocznym nie tylko w niezwykle emocjonalnej i przejmującej muzyce, ale także na twarzy Maurera i w głosie, dublującym frazy grane na skrzypcach, jak i mimice Stüdemanna. Muzyka oscylowała od momentów skomponowanych, przez fragmenty sonorystyczne, w których muzycy skupiali się na uzyskaniu nowatorskich brzmień swoich instrumentów, m.in. poprzez wykorzystanie pudła rezonansowego kontrabasu jak bębna, uderzanie drewnianą pałeczką o jego struny, zadęcia w klarnet prowadzące do uzyskanie ledwo słyszalnych, mikrotonalnych dźwięków, jak i kolektywną improwizację w wysokich rejestrach. Gliwicka publiczność z zainteresowaniem wysłuchała całego koncertu oraz zgotowała artystom owację na stojąco. Występ niemieckiego klarnecisty i towarzyszących mu improwizatorów okazał się jednym z najciekawszych występów, jakie odbyły się podczas wszystkich edycji festiwalu Jazz w Ruinach (obok rodzimych: 100nki z Gralakiem, Sing Sing Penelope, czy grupy Spejs).
[zdjęcia: Łukasz Folda ]