napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Lado w Mieście 2011 za półmetkiem. Po dniu jazzowym przyszedł czas na zestaw najbliższy rejonom obecnie przeżywającym swoje pięć minut w globalnym indie, ale podanych w dość zwichrowanej, czasem przewrotnej postaci. Otwierający wieczór Kyst zagrali tak, jak od dłuższego czasu zwykliśmy ich widywać - w sposób zrytmizowany, nasycony plamami i snującymi się harmoniami wokalnymi, przywołującymi na myśl Akron Family i wczesny Animal Collective. Ale nie o name-checking tak naprawdę chodzi, lecz o to, że zespół od ponad roku gra równe, porządne, lecz zbyt już przewidywalne koncerty. Na Placu usłyszeliśmy zalążki nowego materiału, niemniej jednak, a może tym bardziej, odniosłem wrażenie, że najwyższy już czas, by Kyst przełamali konwencję wprowadzoną płytą "Waterworks".
Występujący po nich zespół Xenony grał bez bagażu doświadczeń, przeciwnie, był to chyba jego drugi koncert, a materiał studyjny jeszcze się nie ukazał. Założony przez Piotra Bukowskiego (Stwory) projekt przyjął formę trio (PB + Karol Koszniec & Bebech Górski) z pierwiastkiem żeńskim (wizualizacje). Gra muzykę nawiązującą do 8-bitowej elektroniki, chip tune'ów i siermiężnych blipów. Trawestującą muzykę do gier komputerowych epoki Atari/ Commodore i wracającą do brzmień lat 80-tych po skonsumowaniu doświadczeń post-rocka. Xenony pokazały potencjał, ale też surowość muzyki, koncepcji i wykonania. Swoje dołożyły też problemy ze sprzętem, szwankującym w wieczornej rosie. Bardzo fajna rzecz, ale jeszcze kilku koncertów potrzeba, by okrzepła, nabrała kształtu i rumieńców. Wprowadzoną przez Bebecha sceniczną stylizację polecemy zaś całej grupie!
Zamykający wieczór, już po północy, Touchy Mob, czyli Ludwig Plath solo (występujący wcześniej z Kyst), zaprezentował mariaż ciepłego akustycznego song-writingu z chłodną, ale taneczną elektroniką. Podobny pomysł mieli też Thom Yorke i Bracken, ale Touchy Mob jest naturalny, oryginalny, gros dźwięków tworzy na żywo i jego muzyka broni się sama. A że zabrzmiała na Placu wręcz zaskakująco dobrze, pełnie i silnie, była świetnym zamknięciem tego stylistycznie bardzo zróżnicowanego wieczoru.
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]