napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Bardziej spontaniczne niż precyzyjnie zaplanowane spotkanie amerykańskiego perkusisty Andrew Drury’ego (był w Polsce przy okazji realizacji innych swoich projektów) z kolektywem muzyków dobrze nam znanych (Maciej Trifonidis, Ray Dickaty na saksofonach, Dominik Strycharski na fletach, Jacek Mazurkiewicz na kontrabasie), uzupełnionym jeszcze o mieszkającego na co dzień w duńskim Odense trębacza Tomasza Dąbrowskiego, uświadomiło, że takich spotkań – opartych na wolnej improwizacji – jest na warszawskich scenach mało. Pokazało też, że wolna od szablonów i schematów muzyka nie musi być wynikiem przemyślanych koncepcji i długich przygotowań, a dopełniona otwartością muzyków na siebie nawzajem, świetnie się sama broni.
Efektem spotkania były dwa koncerty – pierwszy (ze Strycharskim, którego w piątek zastąpił Dąbrowski) nieco bardziej poszukujący, sonorystyczny i transowy, o czym decydowała spora dawka elektronicznych efektów w grze fletów i kontrabasu; drugi wieczór zdecydowanie akustyczny, z gęstymi partiami saksofonów i trąbek, które we wspólnym graniu bardzo dobrze się uzupełniały.
Spontaniczności i uroku nadawały całości improwizowane partie grane w mniejszych składach, nierzadko uzupełniane udziałem kolejnych muzyków, którzy dołączali w trakcie ich trwania. Obydwa koncerty rozpoczynał zjawiskowymi solówkami Drury – dość wspomnieć o licznych dzwonkach, smyczkach i ... blaszanej szufelce, brzmieniami, których nieszablonowo wprowadził w klimat dalszych spotkań na scenie. Działo się dużo - świetne duety Drury’ego z Mazurkiewiczem i Strycharskim w czwartek, z Dickaty’m w piątek, czy Maćka Trifonidisa z Tomaszem Dąbrowskim. Żaden z muzyków nie pozostawał przez to daleko poza pierwszym planem, rola każdego z nich podczas obydwu wieczorów nie była w żadnym stopniu marginalna.
W Pardon To Tu koncerty bywają rzadko, ale jest chyba szansa, że to się zmieni. Cieszy, że być może nie były to ostatnie spotkania tego międzynarodowego kolektywu oraz to, że zarówno czwartkowy jak i piątkowy koncert były rejestrowane i są plany, by je ocalić. Trzymamy kciuki za płytę i za dalszą aktywność. Zdjęcia poniżej są z piątkowego koncertu.
[zdjęcia: Marcin Marchwiński]