napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



To wydawnictwo „kurzyło się” ładnych parę miesięcy zanim do niego podszedłem. Nie trzeba słuchać – wystarczy spojrzeć na skład formacji – żeby wiedzieć, że to zapewne wymagający kawałek muzyki. Koniec roku, szarobura aura, domowe pielesze, a w końcu zaciągnięty pod wpływem – w znacznej mierze – ciekawości kredyt zaufania u wydawców sprawiły, że w końcu nadszedł czas, by zmierzyć się z tytanami wolnej improwizacji.
Keith Rowe, Christian Fennesz, Rafael Toral, Marcus Schmickler, Phil Durrant, Kaffe Matthews, Peter Rahberg, Cor Fuhler, Gert-JanPrins i Thomas Lehn spotkali się czternastego listopada 2009 roku w kościele zakonu kamedułów w Wigrach. Wieczór – jak widać okładkowej fotografii Igora Omuleckiego – był posępny: było chłodno i wietrznie; generalnie: poważnie. W przestrzeni zabytkowego kościoła muzycy zasiedli wzdłuż dwóch podłużnych stołów, każdy ze swoim głośnikiem – tak że generowany przez niego strumień, mógł się swobodnie rozchodzić i rezonować pomiędzy chłodnymi ścianami świątyni. Bo to o rezonanse i wibracje przede wszystkim idzie muzykom. W dodatku – jak akcentuje jeden z organizatorów koncertu (Michał Libera) – fakt, że każdy z artystów miał swój własny głośnik sprawiał, że koncertu można było w rzeczywistości słuchać na wiele sposobów w zależności od przyjętego miejsca. Zapis wieczoru nie oddaje więc jego pełnego spektrum – to – jak zauważa Libera – studyjny punkt widzenia Schmicklera. Jednak ci, którym nie było dane doświadczyć występu na żywo, a są fanami tego rodzaju brzmień, powinni być kontent: miks chwyta surową akustykę kościoła i polifoniczny charakter setu - długie, chropawe wstęgi dźwięku, przeciągłe, metaliczne świsty, warstwy ziarnistych szelestów wibrują tutaj w chłodnej atmosferze, stwarzając zaiste unikatowy „soundscape”. Trudny i wymagający, ale jednak warty sprawdzenia.
[Michał Nierobisz]