polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
BRNS wywiad z Diego Leyder

BRNS
wywiad z Diego Leyder

Click this link for the English version of the interview

Belgijski kwartet BRNS poznaliśmy na kilka tygodni przed tegorocznym festiwalem w Dour, głównie dzięki jego organizatorom. Od razu nasza uwagę zwróciło ich niecodzienne podejście do rytmiki i duży nacisk na sekcję rytmiczną, co było słychać zarówno w wydanym singlu "Mexico" jak i w klipach koncertowych. Na samym festiwalu Dour widzieliśmy ich na żywo i musimy przyznać - nie na darmo postrzega się ich jako jeden z najciekawszych belgijskich zespołów, to zjawisko ciekawe nawet w skali europejskiej. Po koncercie udało się nam porozmawiać z gitarzystą Diego Leyder, jedynym, który w zespole nie macza palców w sekcji rytmicznej.

Pierwsze wideo BRNS, które zobaczyłem to utwór „Mexico”, zagrany podczas sesji w kuchni. Zarówno w nim jak i w całej muzyce, największą uwagę w zwraca sekcja rytmiczna i wydaje się, że to ona jest najważniejsza.

Tak, sekcja rytmiczna jest bardzo ważna. Mamy bębniarza i dodatkowe perkusjonalnia, które obsługuje połowa zespołu, więc to bardzo istotny element. Często kompozycje i proces tworzenia zaczyna się od bitów, rytmu, więc zaczynamy od tego punktu. Nie jest to regułą, ale ten aspekt jest ważny – wyzwala ekspresję, energię i stanowi połączenie między różnymi odsłonami piosenek. Nie lubimy nagrywać prostych utworów pod względem struktury, raczej każdy kawałek jest dla nas podróżą, zawierającą masę przejść i zmian. Ale to wciąż popowe piosenki.

Dlaczego jest dla Was tak istotna?

Daje nam energię, siłę i koncentruje uwagę na muzyce. Punktem wyjścia do wszystkich kompozycji jest praca perkusisty i basisty, to oni tworzą szkielet kompozycji. Potem ja dodaję swoje elementy, grając na gitarze. Kiedy oni razem grają, wyzwalają mnóstwo energii, o wiele więcej niż gdyby robiłby to jeden perkusista. Oczywiście Tim w pojedynkę potrafi brzmieć bardzo potężnie, ale w duecie wychodzi to lepiej, kiedy pojawiają się dodatkowe groovy czy perkusjonalnia, wygrywające naraz różne rzeczy.

BRNS zaczynało jako rytmiczny duet, prawda?

Tak, na początku Tim i Antoine grali razem. Nim dołączyłem do składu BRNS, grałem z Antoine w innym zespole, więc wszyscy wcześniej się znaliśmy. Oni we dwójkę grali z innymi muzykami, którzy odeszli z zespołu, więc zaczęli tworzyć w duecie. Antoine gra na basie i syntezatorze w tym samym czasie, co można zobaczyć na scenie. Razem komponowali piosenki, używając programu Garage Band. Ale potem poczuli, że potrzebują czegoś więcej, bardziej organicznego, fizycznego brzmienia, więc zaprosili mnie do współpracy. W trio poczuliśmy, że do koncertów potrzebny nam jeszcze dodatkowy muzyk, odpowiedzialny za klawisze, przeszkadzajki i inne brzmienia. Na albumie nasza muzyka jest o wiele bardziej rozbudowana niż na koncertach, ale z drugiej strony kiedy występujemy na żywo, chcemy brzmieć potężniej niż w studiu.

Przez to dochodzi niemal do pojedynku – trzy osoby odpowiedzialne za sekcję rytmiczną kontra Ty z gitarą. Z jednej strony przypomina mi to Talking Heads a z drugiej dokonania Menomeny.

Tak, bardzo lubimy Menomena! To jeden z zespołów, który ma największy wpływ na naszą muzykę. Lubimy też takie zespoły jak 31knots, Jakie? Post-rockowe czy hiphopowe kapele, ale też hardcore'owe jak La Dispute czy Touche Amore. Ale co do Talking Heads to muszę przyznać, że w ogóle ich nie słucham, więc trudno mówić o ich wpływie na nasza muzykę.

Macie podobne afrykańskie brzmienie vibe co oni. Zastanawiam się, skąd on się bierze. Może to z faktu, że w belgijskich koloniach wykrystalizowała się masa fantastycznych afrykańskich wykonawców? Rok temu widziałem koncert Konono Nº1, rozmawiałem z nimi – mają niesamowity wpływ na brzmienie zachodnich zespołów. Powstał nawet specjalny projekt w którym razem grali.

Tak, Congotronics vs Rockers, był wydany przez Crammed Discs, belgijską wytwórnię z Brukseli. Może w pewnym stopniu można odnieść naszą muzykę do rytmicznych wycieczek zespołów z Afryki, ale jako BRNS nie słuchamy ich za dużo. W większym stopniu koncentrujemy się na zespołach, które mają inne podejście do sekcji rytmicznej, niż tylko perkusista podążający za muzyką. Może nie umieszczamy rytmu w centrum uwagi, ale staramy się znaleźć różne sposoby wykorzystania go. Menomena, o której mówiliśmy, robi podobnie – ich perkusista gra bardzo otwarcie, nie tylko podąża za utworem ale rozbudowuje strukturę piosenki. Ale ciężko znaleźć wpływy muzyki afrykańskiej w naszej twórczości.

W Waszym przypadku perkusista także śpiewa, to również niecodzienne.

Tim śpiewał już drugie wokale w poprzedniej grupie, więc postanowił, że teraz też się tym zajmie. Nie jest mu z tym tak łatwo – musi grać i śpiewać coś, co diametralnie inaczej brzmi. Posłuchaj „Mexico” - muzyka jest tam bardzo rytmiczna, ale partia wokalna już nie tak bardzo, w zwrotkach jest spokojniejsza, a w refrenie głośniejsza. Wiemy, że to dosyć niecodzienne, że perkusista śpiewa, ale z z drugiej strony Danny Seim w Menomenie też to robi, grając jednocześnie na bębnach, więc nie jesteśmy znów aż tak oryginalni (śmiech).

Po singlu „Mexico” wydaliście „Wounded”, na którym jego zawartość też się znajduje. Traktujecie to wydawnictwo jako epkę czy album? Co dalej?

Sami nie wiemy (śmiech). Przesadą było by nazwanie tego albumem – to po prostu nasze pierwsze nagranie. Ale z drugiej strony to siedem utworów, które trwają ponad 30 minut, a jest masa albumów, które są krótsze. Jednak najważniejsze nie jest to, jak nazwiemy to wydawnictwo – właśnie przygotowujemy nowe utwory i niedługo wejdziemy z nimi do studia. Aktualnie koncertujemy, nie wiemy jeszcze czy wydamy kolejny album czy epkę. W końcu wiele kapel koncertuje, nie mając na swoim koncie długogrającego albumu. Obecnie to wszystko się zmienia, lepiej koncentrować się na muzyce i jej formie, a nie to, jak nazywać nośnik.

To prawda, często krótka epka sprawdza się lepiej niż długi album. „Wounded” świetnie to pokazuje.

English version

We found belgian quartet BRNS a few weeks before this year's festival in Dour. They immediately returned our attention to their unusual approach to rhythm, which could be heard in both the released single "Mexico" as well as concert clips. At the Dour Festival we saw them live and we have to admit - not for nothing that they are seen as one of the most interesting Belgian teams, the interesting phenomenon, even in Europe. After the concert, we were able to talk with guitarist Diego Leyder, the only one in the band is not involved in the rhythm section.

The first video of BRNS which I saw was „Mexico”. Performed during session in a kitchen.  The most vivid thing in „Mexico” and in your music as well is rhythmic session.

Basically yes. The rhythmic session is very important. We have a drummer and a additional percussion sections for rest of us, so this aspect is quite important. Often compositions and writing process starts from beats, drums and we build songs from that point. It's not always the case, but this aspect is quite important – it adds a lot of expression, energy, and can serve as transition between different faces of songs. We aim to make our songs to sound like journey rather then normal verse-chorus-verse-chorus structures. But they are still pop songs in which rhythm section is very important.

What for you is so interesting in using drums and percussion?

It gives the energy, power, and draws attention to music. The thing is that through the composition process, drummer and bass player start the ideas. Then it's me with my guitar and my staff. But they begin writing everything, maybe just because it is so important. These two guys give so much energy that we can't just go with one drummer. Tim who is our drum player is quite powerful on his own but it's even more powerful in duo, adding some groove or more percussion and playing different things.

BRNS have started as a rhythmic duo, isn't it?

Yes, in fact they played together. Before my coming to BRNS I played in other band with bass player. So, we were all friends before starting the band. They were playing with other people who left them, so they started composing on their own. Our bass player is doing bass and synthesizer at the same time, what you can see on stage too. They were composing and recording songs using Garage Band. At one time they felt like they need something more organic, physical or human and called me. Then we felt that we need someone who can play keyboard and other stuff. There is even more stuff on album than live but we're trying to make something more powerful live than on studio.

During the live shows BRNS looks almost like a battle. Rhythmic section vs melodic section, that is you and your guitar. I was thinking about your musical inspirations. It reminds me Talking Heads a bit and then Menomena on the other side.

Yes, We really like Menomena. It's one of the band which has biggest influence on BRNS. There are a lot of other American bands like 31knots, Which? Le Roux, post-rock bands, hip-hop bands. We like also some hardcore bands like La Dispute, Touche Amore. But I really don't know Talking Heads, so I can't say they have an impact on our music.

There is this African vibe in your music. I wonder where it comes from? Do you think it's because Belgium colonial past in Africa and musical influences that came from there? Last year I've seen Konono Nº1 and I've been talking with them. They have amazing influence on Western bands. They also played Congotronic vs Rockers tour then.

Congotronics vs Rockers was made by Crammed Discs, a belgian label based in Brussels. We can have history with rhythmic bands and influences from african bands. But as BRNS we don't listen these bands  much. We try to focus more on groups who have different approach to rhythmic section than just drummer following the music. We are trying to not put rhythm in the center but  rather find other ways of using it. In bands like Menomena, about which we talked earlier, drummer also plays very freely, he's not only following his part of song but also adds. I don't think we as BRNS are under influence from african bands.

You have drummer that sings, that's quite unusual.

He's been doing backing vocals in his previous band so he wanted to make both. It's not easy. He has to train to play and sing simultaneously. What he plays, and what he sings sounds almost entirely differently . You can hear it in „Mexico” - music is quite rhythmic and groovy but singing is not so rhythmic, more quiet on verses and then loud on chorus. We know it's quite unusual but on the other side Danny Seim from Menomena plays drums and sings too (laughs).

You've just released „Wounded”. There are three tracks from "Mexico" single. Should I treat it as album or EP?

We have no idea (laughs). Calling it album would be cocky – it's our first real record. But on the other side there are seven tracks which last more than 30 minutes. Well but then there are many albums which are even shorter. It's not so important how we call it - right now we are preparing new tracks, and we are going to studio to record them. We are touring now, we don't know what will be next: album or another EP. Nowadays it changes, there are many bands having just few EPs, not a „normal” album.

I think sometimes a short EP could be more interesting than long LP. „Wounded” is fantastic because of that.

[Jakub Knera]