polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Monolake Robert Henke - wywiad

Monolake
Robert Henke - wywiad

Click this link for English version of the interview

Monolake czyli Robert Henke to człowiek instytucja. Dość powiedzieć, że z jego oprogramowania korzysta zdecydowana większość muzyków na całym świecie, że wykłada na uniwersytecie, a ponadto koncertuje i tworzy instalacje dźwiękowe. W tym roku odwiedził Polskę dwukrotnie – podczas festiwalu Unsound w Krakowie i na Transvizualiach w Gdyni, gdzie zaprezentował materiał w systemie surround. O tym na ile to istotne, jak ważne są wizualizacje w muzyce i czy technologia może przynieść więcej pożytku czy szkody, przeczytacie poniżej.

Na Twojej stronie internetowej widnieje dużo tekstów – o muzyce, sprzęcie, którego używasz, są też teksty o podłożu filozoficznym czy też ideologicznym. Czy muzyka tego potrzebuje?

Nie wydaje mi się, aby muzyka tego potrzebowała. To coś, co chciałem zrobić i jest to bardzo osobista rzecz. Lubię pisać i odpowiada mi połączenie robienia muzyki i zdjęć na okładki oraz pisania tekstów. Jest to po prostu coś, co lubię i jest to bardzo pragmatyczne. Łączę różne rzeczy, ze sobą. Pisanie tekstów pozwala mi spojrzeć na muzykę pod różnym kątem i nabrać zupełnie innej perspektywy.

Zazwyczaj najpierw tworzysz muzykę, później piszesz teksty. Ale czasem jest na odwrót. Jaki w Twoim przypadku jest związek między muzyką a tekstem?

Próbuję nagrywać takie płyty albo tworzyć taką muzykę, która ma jakiś motyw przewodni, albo kryję się za nią jakiś pomysł. To coś więcej, niż tylko zbiór piosenek. Tekst pozwala mi zbudować pewien nastrój, stworzyć scenariusz. Napisałem dłuższą historię, może skończę ją pisać pewnego dnia. Teraz mam historię i muzykę – tekst pozwala mi przewidzieć jak może wyglądać kolejna płyta Monolake.

Jak rodzą się nowe pomysły? Wygląda to na dłuższy proces – teksty, muzyka, zdjęcia – wszystko to stanowi jedną, złożoną całość. Od początku nagrywania „Ghosts” znałeś już motyw przewodni płyty. Wiedziałeś jaki będzie motyw po nagraniu tej płyty i po „Silence”. Powstanie także trzecia część trylogii, którą nazwałeś „Escape”.

Tak to wygląda teraz i być może tak pozostanie.

Wydaje się, że najpierw pojawia się u Ciebie pomysł, a później dobierasz pasujące elementy.

W przypadku „Escape” myślę o muzyce jako o kolorze. Mam wrażenie, że będzie to mroczna i wolna płyta. To właśnie jeden z pomysłów, które mam w głowie. Będzie to coś zupełnie innego niż „Ghosts”. Na chwilę obecną to jedyny konkretny pomysł, który chodzi mi po głowie. Cała reszta nie jest jeszcze do końca ukształtowana. Dzięki sprecyzowanej historii mam ogólny zamysł o czym będą teksty – to opowieść o ucieczce głównego bohatera na badawczą stację kosmiczną. Musi uciec z Ziemi, aby przetrwać, gdyż wszyscy, którzy byli zaangażowanie w jego projekt – o czym opowiada album „Ghosts” –  umarli.

W pewien sposób przypomina to „Solaris” Andrieja Tarkowskiego.

Bardzo lubię ten film!

W jednym z wywiadów przyznałeś, że powolność „Ghosts” jest porównywalna do „Stalkera”, również wyreżyserowanego przez Tarkowskiego. Ale mi bardziej przywodzi to na myśl właśnie „Solaris” – jest to bardzo długi film, z długimi ujęciami, bardzo często nic się nie dzieje. Twoja muzyka jest zatem bardzo obrazowa. Jak traktujesz wizualną stronę muzyki? Jaka jest relacja pomiędzy tworzeniem muzyki i obrazowaniem jej podczas twórczego procesu?

I tu właśnie pojawiają się skojarzenia. Pracując nad „Ghosts” inspirowałem się zdjęciami wodospadu, które zrobiłem w Narodowym Parku w Australii. To stare, szarawe miejsce, jednocześnie bardzo gorące. Jeżeli chodzi o „Escape”, to nie mam jeszcze pomysłu na zdjęcia, z pewnością przejrzę moje stare fotografia. Prawdopodobnie okładka powstanie zanim skończę muzykę. W pewnym momencie pojawia się pomysł jak to wszystko ma wyglądać od strony muzycznej – jak tak ciepła, mroczna powolność może zostać wyrażona muzycznie. Później przejrzę zdjęcia i zobaczę jakie obrazy znajdę. Wszystkie te elementy łączą się w całość. To wszystko jest dla mnie bardzo ważne – lubię fakt, że bierzesz płytę do ręki, a tam pojawiają się zdjęcia, które możesz obejrzeć, teksty, które możesz poczytać i oczywiście jest też muzyka. Wiesz wówczas, że to coś więcej niż zbiór piosenek.

Ciekawi mnie motyw duchów, którym poświęcasz swój ostatni album. Nie wierzysz w nie, co nawet wyznajesz w pierwszym zdaniu na płycie: „you don't exist anymore” (już nie istniejecie – przyp. tłum.).

Od zawsze ludzie byli zafascynowani tym, co niewytłumaczalne. Starają się wyjaśnić wszystko to, czego nie da się wytłumaczyć nauką, istnieniem religii i tego typu rzeczami. Nie radzimy sobie ze śmiercią, jesteśmy w tej uprzywilejowanej sytuacji myśląc o życiu – jest to wyjątkowe, gdyż tak naprawdę nie wiemy, czy na przykład kot ma świadomość śmierci. To ważny temat – nasza egzystencja, zdolność myślenia, jest ogromną siłą napędową dla istnienia religii. Interesuję się zatem religią, jako sposobem wytłumaczenia tego, czego nie da się wyjaśnić racjonalnie. Duchy są pod tym względem tak samo fascynującym tematem – wyjaśnianie rzeczy, których wyjaśnić się nie da.

Maszyny są w pewien sposób podobne do duchów. Na świecie dochodzi do zjawisk, na które nie mamy wpływu, jest w tym coś z cudu. Potężna technologia staję się mniej dostępna dla ludzi. Maszyny pozwalają nam rozmawiać z ludźmi, którzy są na drugim końcu świata. Możemy oglądać filmy z tymi ludźmi w realnym czasie, używając malutkiego przyrządu. Oczywiście są osoby, które nie potrafią zrozumieć dlaczego tak się dzieje.

Jednocześnie dzieje się coś ważniejszego, czego nie potrafimy pojąć. Ludzie boją się technologii, która szybko się rozwija, co nas przeraża. Popatrz na takie zjawisko jak bomba jądrowa. Wiemy dlaczego powstała, wiemy co się z nią dzieje, ale kiedy oglądasz eksplozje, które miały miejsce w latach 50. czy 60. i widzisz tę ogromną chmurę unoszącą się w górę, zaczynasz zastanawiać się jak to jest, że jedna bomba może zmieść z powierzchni Ziemi w przeciągu zaledwie kilku sekund miasto takie jak Hiroszima. Przekracza to poziom naszego postrzegania, jest to przerażające, a z drugiej strony ma w sobie coś z natury duchów.

To ciekawe, co mówisz o nowoczesnej technologii. Zwłaszcza, że jesteś jedną z osób, która stworzyła Ableton Live - program, który daje nowe możliwości przy tworzeniu muzyki i jest integralną częścią tego procesu na całym świecie. Czy potrzeba nam więcej technologii, aby tworzyć muzykę?

Już nie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że technika pójdzie do przodu, ludzie jej łakną tak samo, jak muzyki i nowych maszyn. Jeżeli mówimy o muzyce elektronicznej, trzeba przyznać, że wiele się zmieniło w ciągu ostatnich paru lat. Przeszliśmy od sytuacji kiedy jest za mało możliwości, do takiej, w której jest ich zbyt wiele. Muzyka odzwierciedla to, powstaje wiele utworów, które nie wykorzystują dobrze nowoczesnej technologii, ludzie nie wiedzą już jak z niej korzystać. Wszyscy mają te same wtyczki, te same narzędzia i stracili ostrość widzenia. W rezultacie wszyscy robią to samo.

Dziesięć, czy piętnaście lat temu było więcej ograniczeń. Wierzę, że ograniczenia są bardzo ważne w sztuce. Jeżeli musisz z nimi walczyć, to właśnie wtedy wpadają ci do głowy najlepsze pomysły. Obecnie największym wyzwaniem dla mnie nie jest brak możliwości, ale ich nadmiar. Aby stworzyć coś istotnego, trzeba otworzyć się na nowe szanse i wykorzystać je najlepiej jak się da. Dlatego lubię tworzyć sobie motyw przewodni. Definiując teksty na „Escape”, określając specyficzny nastrój płyty, tworząc stronę graficzną – każda z tych decyzji zawęża możliwości i zmusza mnie do podjęcia konkretnych kroków. Każdy wywiad, którego udzielam, w zasadzie opisuje jaka ostatecznie będzie dana płyta.

Zazwyczaj ludzie wyznają w wywiadach, że nie mają konkretnego planu, wchodzą po prostu do studia i patrzą co z tego wyjdzie. Myślę, że łatwiej jest tak powiedzieć, a później zobaczyć rezultaty. Kiedy masz jakis plan, wiesz, że wszystko będzie pasować. Masz konkretną wizję.

Dużo muzyki, która już powstała jest właśnie wynikiem zawężania pewnych opcji i pomysłów. Oczywiście na myśl przychodzą konceptualne albumy, takie jak płyty Pink Floydów, albo jak w przypadku muzyki klasycznej „Brandenburg Concertos” Bacha. To przykłady eksplorowania pewnego pomysłu, niezależnie czy chodziło o muzykę, czy jakąś myśl przewodnią. To co powstało, stanowiło bardzo spójną płytę, z własnym kolorytem. Ta idea mi się podba

Czy można więc powiedzieć, że tworzysz konceptualne płyty?

W pewien sposób tak. Staram się.

Jesteś w trasie promującej nową płytę “Ghosts”, wykorystując przy tym system surround podczas koncertów, który opiera się na brzmieniu wielokanałowym. Jak to się sprawdza? Nie każde miejsce jest akustycznie gotowe na tego typu koncerty.

Pracowałem przy realizacji dźwięku w filmie, podoba mi się to, że dźwięk rozprzestrzenia się w każdym kierunku. Lubię być osaczony muzyką, lubię być w jej centrum. Dźwięk w systemie surround sprawia, że czujesz jakbyś przeniósł się w przestrzeni. Pozwala ci zapomnieć, że jesteś w jakimś pomieszczeniu. Dzięki niemu łatwo jest więc utworzyć nowe przestrzenie, będąc już w jakimś miejscu.

Nie mam problemy z rozstawieniem się na scenie. Ludzie boją się, nie jest to normalny zestaw. Ale jestem bardzo elastyczny. Nie jest to jakoś super ważne, czy głośniki są ustawione tak jak chciałem. Jest to ciekawe psychologiczne zagadnienie – w związku z tym, że są to koncerty z dźwiękiem typu surround mogę być pewien, że zaproszą mnie ludzie, którzy naprawdę tego chcą. Dodanie kolejnego wykonawcy z normalnymi technicznymi wymaganiami jest łatwe, a jeżeli chcesz zaprosić mnie, musisz najpierw pomyśleć o moich wymaganiach technicznych. W pewien sposób ułatwia to sprawę – w związku z tym, że chcę mieć dźwięk surround, nigdy nie zostałem zaproszony w takie miejsce, gdzie czułbym się źle.

Wróćmy to tematu możliwości, które daje technika. Jeżeli zapytałbym Cię na jakim grasz instrumencie, zapewne odpowiedziałbyś, że jest to laptop. Zazwyczaj widząc muzyka z laptopem, ludzie śmieją się, że pewnie właśnie sprawdza Facebooka. Czy – patrząc z perspektywy ostatniej dekady – myślisz, że pozycja laptopowych twórców uległa zmianie?

Tak, zdecydowanie laptop jest moim instrumentem! (śmiech). Publiczność już się do tego przyzwyczaiła. A to ważne. Nie ma już tyle gadania, że muzyk używa tylko laptopa. Jest to akceptowalny środek wyrażania siebie, a ludzie oceniają rezultaty. To coś, co bardzo mi odpowiada – nie ważne czy używasz dużego zestawu, odtwarzacza CD, grasz z laptopa czy z winyli. Wszystko jest tolerowane i jest to dobry znak. Intryguje mnie to, ile kontroli i wolności w improwizowaniu chcę mieć na scenie oraz jak mogę to osiągnąć. To, co teraz robię, jest również kwestią kompromisów. W przypadku trasy Monolake zdecydowałem się na taką ilość sprzętu, którą mogę spakować w jednej torbie. Jest to spowodowane również praktycznymi względami – dużo podróżuję, a mam problemy z plecami. Nauczyłem się wykorzystywać minimalną ilość sprzętu, używam na przykład iPada, który daje mi tyle swobody, że jednocześnie dobrze się bawię grając. Gdybym miał więcej czasu na przygotowania i mógłbym zabrać ze sobą więcej osób, miałbym ze sobą również więcej instrumentów. Można wówczas improwizować więcej, tworzy się więcej spontanicznych momentów. Ale w świecie rządzącym się prawami ekonomii, zawsze trzeba sobie zadać pytanie co jest możliwe, zawsze jest to kwestia kompromisów. Znalazłem jednak kompromis, który mi odpowiada.

Czy myślałeś o rozbudowanym zespole wykonującym Twoją muzykę na żywo na scenie?

Nie widzę tego projektu jako zespół, ale wiem, że mógłbym podróżować mając więcej sprzętu, można więcej wówczas zrobić na scenie. Widziałem niedawno niesamowity skład, Open Reel Ensemble i świetny się bawiłem widząc ich biegających po scenie z taśmami, był też bas i perkusja. To dobry przykład ukazujący znaczenie performatywności, ale nie jestem pewien czy chciałbym mieć ich płytę. Niesamowita obecność tego zespołu na scenie jest jedną rzeczą, jak dla mnie są grupą tworzącą performance. Nagrywanie jest w ich przypadku tworzeniem dokumentacji.
W przypadku Monolake muzyka jest na pierwszym miejscu, później dopiero zastanawiam się jak zaprezentować ją na scenie. Ale myślę, że w przyszłości mógłbym zrobić coś na kształt performance. Jest to raczej kwestia tego, czy stać mnie na to, jak wykonać to w trasie, tak, aby osiągnąć dobry rezultat. Na razie tego nie wiem.

Nie wiem nawet jak wykorzystać szansę, którą daje wyświetlanie filmów, wizualizacji. Ludzie dodają obrazy w tle, zwłaszcza, jeżeli są ciekawie zrobione. Współgra to dobrze na poziomie technicznym i estetycznym. Ale to tylko dodatek do muzyki. Nie wiem jakie byłoby idealne rozwiązanie w tej sytuacji. Czy chciałbym więcej wizualizacji, więcej projekcji filmów, występować z jakimś zespołem, czy chciałbym mieć więcej sprzętu? Jest jeszcze wiele pytań tego typu, na które nie znam na razie odpowiedzi.

Coraz więcej zespołów wykorzystuje efekt wizualny. Czy to konieczność? Dobrze komponują się z muzyką, ale artyści coraz częściej ich używają, żeby zdobyć uwagę publiczności.

To kłopotliwe. Problem polega na tym, że żyjemy w świecie Youtube. Jeżeli masz wizualizacje, to ludzie zaczynają robić zdjęcia. Jeżeli robią zdjęcia, to znak, że istniejesz. Ile zdjęć możesz wykonać na koncercie Autechre? Zdjęcia są w pewien sposób chwytliwe, o wiele bardziej niż opis dźwiękowy. Z marketingowego punktu widzenia lepiej jest więc mieć dodatek w postaci obrazu i dlatego ludzie je robią. Inną marketingową przywarą jest występowanie na scenie, a nie pośród publiczności. Właśnie wystąpiłem niedawno stojąc pomiędzy publicznością na festiwalu Decibel w Seatlle.

Ale także podczas Bloc Weekend w 2008 roku.

Tak, ale wówczas ludzie zauważyli, że jestem w środku. Na festiwalu Decibel, publiczność siedziała, a ja występowałem pośród nich i 3/4 tego nie wiedziała. Myśleli, że to nagrania czy coś w tym stylu. Nie było wizualizacji, tylko ciemność i ja pośród nich. Na scenie byłoby łatwiej, także aspekt wizualny jest również ważny. Skłaniam się jednak ku temu, aby mieć więcej ciekawych instrumentów ze sobą, niż dodawać kolejny element. Jeżeli chciałbym dodać wizualizacje, wybrałbym raczej performance audio-wizualny, komponując muzykę tak, aby część wizualna była już jej częścią. Implikuje to zatem komponowanie muzyki w pomieszczeniu z wielkim rzutnikiem i praca nad kompozycją przy jednoczesnym użyciu rzutnika.

Napisałeś esej „Live Performance in the Age of Supercomputing II” (http://monolake.de/interviews/hitchhiker.html ), który można znaleźć na Twojej stronie. Jest to bardziej ironiczne czy poważne podjeście do tego jak powinien wyglądać dobry koncert?

Ironiczne i poważne! (śmiech). Napisałem to dwadzieścia lat temu i wciąż nie znalazłem idealnego rozwiązania. Chodzi o poszukiwanie nowych sposobów. Open Reel Ensemble dają świetne koncerty, ale wiem od razu, że gdybym miał szansę, z miejsca poszedłbym na koncert Autechre. Cokolwiek ludzie robią, muszą o tym myśleć. Nie rób czegoś tylko dlatego, że zawsze się tak robi, albo dlatego, że tak musi być. Jeżeli w klubie ktoś mówi ci, że bas musi być w mono, możesz to kwestionować. Jeżeli ludzie mówią, że powinieneś mieć wizualizacje, to przemyśl to.

Kiedy zaczynałem grać muzykę elektroniczną, było to jak wyzwolenie się ze świata muzyki klasycznej i rockowej. Grupa ludzi odkrywała wtedy nowe rzeczy – koncerty, tworzenie muzyki.
Muzyka rockowa opiera się na schemacie zwrotka-refren-zwrotka-refren, masz scenę, duże światła, perkusistę. W muzyce elektronicznej masz jakiś kawałek, jesteś na tym samym poziomie co publiczność. Chodziło zawsze o poszukiwanie nowych rozwiązań, eksperymentowanie z przestrzenią, dźwiękiem i strukturą. Wszystkim osobom tworzącym muzykę elektroniczną poradziłbym wykorzystać tę wolność, którą mają do stworzenia czegoś osobistego. Nie wymyśliłem nic nowego. Mam świetnego zina z lat osiemdziesiątych w domu, gdzie jedna strona poświęcona jest na porady dla punkowych zespołów. Brzmi jak idealny przewodnik dla ludzi tworzących muzykę elektroniczną. „Jeżeli twoją jedyną motywacją jest granie lepiej niż twój ulubiony zespół – nie zaczynaj!” – tak napisali (śmiech). Nie musisz wierzyć, że zrobisz coś lepszego, zrób coś innego. Staraj się robić rzeczy po swojemu. Rób to, w co wierzysz, a nie to, czego chce publika.

Czyli „bądź sobą”.

Powiem ci coś. W połowie mojego setu gram utwór bez rytmu. Dość sceptycznie do tego podchodziłem, ale ostatecznie nie przejmuję się. Jeżeli mogę, to robię to. Wiele osób mówi, że to ciekawy numer, ponieważ jest czymś innym, niż to czego ludzie oczekują. Czasami nie wychodzi, zdarzają się ludzie którzy w jego trakcie gadają i myślą, że jest wstępem do innej kompozycji. Ale po paru minutach uświadamiają sobie, że to jednak autonomiczny kawałek. Wtedy zmienia się nastrój. Skłania to ich do zastanowienia się. Podejmują wysiłek, aby doświadczyć czegoś nowego. Dobrze jest więc próbować nowych rzeczy.

English version

Robert Henke aka Monolake ia a man institution. Suffice it to say that the software he invent, uses the vast majority of musicians around the world, that he teaches at the university, and also performs music and creates sound installations. This year he visited Poland twice – at Unsound Festival in Krakow and Transvizualia in Gdynia, where he presented the material in a surround system. How much important is this way of playing, about importance of visuals in the music and technology that can bring more benefit or harm, read below.

 

There are a lot of texts on your website – about music, equipment you're using or more philosophical or idealogical explanation texts. Do you think music needs it?

I don't think music needs it, I just like to do it. It's very personal thing, I enjoy writing and I find the idea of combining making music, making photos for album covers as well as writing texts. It's something I like to do so it's just very pragmatic. I combine things and I feel very comfortable with this. Writing texts helps me to get different angle  and perspective on music.

Usually you make music first and then write text. But sometimes text is first. What is the correlation between them?

I'm trying to make music or albums, which somehow have a theme or an idea behind it. It's more than just a collection of tracks. Text helps me to find a mood or a scenario. I'm writing longer story, which I will maybe finish one day. Now story is there and music is there – text gives me idea of how next Monolake album could be like. I use this as a projections to get an idea where to go.

How the idea is born in your mind? It seems like long process – the texts, music, photos which are one complex thing. At the beginning of recording „Ghosts” you know the theme. You also know that after this album and „Silence” there will be third part of trilogy, which you've just named „Escape”.

This is the current state, it might stay like this.

It seems like idea is first and then you collect everything which fits to it.

Well, for the „Escape” album I think about sound as colour. I have impression that it's gonna be dark and slow album. That's one of ideas which I have in my mind, I'm think about very deep and low album, which is quite different than „Ghosts” album. This so far is the only very precise idea I have in mind. Everything else is very open. Thanks to the story, I have an idea what the texts are about – escape from the protagonist of the story to former research space station. He has reason to escape, since everyone else who was involved to this project – which is kind of hinted at „Ghosts” – died, so he needs to leave the Earth to survive.

In some way, it reminds me „Solaris” movie by Andriej Tarkowski.

Which I like of course!

In one of interview you've said that slowness on „Ghosts” can be compared to „Stalker” movie, which was made by Tarkowski too. It reminds me „Solaris” more – its very long film, with long shots, where very often almost nothing happen. So, your music is very visual – how you treat visual side of music, what is the connection between making music and see some images in composing process?

Well, it's room for associations. For „Ghosts” album I was highly inspired by pictures which I took at waterfall in National Park in Australia, which was old and very grey, and the same time very hot. his was a influence to choice of sounds I had when I've made the music. For „Escape” album I don't have an idea yet for photography, but what I'm going to do is to look for my old photos. It's very likely that album cover will be finished before the music. At some point I have an idea what I'm gonna do musically – how this warm, slow, darkness could be expressed in music and afterwords I will look at my photos and will see what images I find. All these things work together. For me it's one big thing – I like the idea that a CD is something you hold in your hand, you have a photos to look at, the texts you can read, music of course and you feel it is something more than just a collection of tracks.

I'm interested in ghosts theme. You don't believe in ghosts and first sentence on album is „you don't exist any more”.

People are always fascinated by things they can't explain, by miracles. They try to come up with things like religion or other explanations which are beyond science to make sense of the word. We can't deal with dead, we have this unique position we can think about our lives – I guess it's unique because we don't know really if for example cat is aware of dead. So I'm interested in religion in this regard as a way of dealing with things you can't explain by just rational thinking. Ghosts are similarly fascinating topic – explaining things beyond what you can comprehend.

Also machines are very ghostly in a way. Things just happen without us doing things, it's very miraculous. The smaller, and more powerful technology gets it becomes less accessible to humans. We have machines which allow us to communicate with people that are on the other side of the planet. We can watch videos of these people in real time just by holding little devices in our hands. Of course, there are some people who can't understand why it works like that. But at the same time, there is something going on which is much bigger than we can really understand. Technology can also be scary, it very quickly gets in a state where people are afraid of it again. Example, which I personally find very fascinating, is nuclear bomb. We understand how it works, we know how it goes off, but if you see the test explosions, which were done in 50. and 60. with this gigantic cloud raising up in the sky, you try to imagine how it is possible that one single bomb can destroy whole city, in a matter of second, like Hiroshima. This is beyond what you can understand, this is very creepy and very ghostly.

It's interesting thing which you've said about modern technologies. Especially because you are one of people who made Ableton Live, the new way of making music, new possibility, which now is integral part of making music around the world. Do we need more technology to make music?

Not any more. I think of course there will always be more technology, because people like to invite it as much as people like to invite music and machines. But as far as electronic music is concerned, something really changed last few years. We came from a scenario where there was a lack of possibilities to scenario with too many possibilities. In a way music reflects this, there is a lot of music out there which doesn't really use the technology in really interesting way, because people don't know anymore how to use it. People have all these plug-ins, all these tools and in a way they've completely lost focus. As a result everyone does the same.

Ten or fifteen years ago, you were limited. I believe that limitations are extremely important for art. If you have to fight against them, you come up with your own ideas. The biggest challenge for me these days is not the lack of possibilities but the fact that here are too many of them. In order to make something substantial in art, it's always good to focus on few aspects and try to master them. This is why I like to create theme for myself when I work. By defining these texts for „Escape” album, by defining specific mood, having decisions about album artwork at some point. Every single choice or decision I make, narrows the possibilities and force me to look in specific direction. So every interview in which I talk about the album, basically defines what this album will be.

Usually people tell me in interviews, that they don't have a specific plan, they just go to the studio an record what come to their mind. I think it's to easier say like that and just see what happens. When you have the idea, you know that now everything will fit, you have specific vision.

But a lot of very good music in the past was the result of exactly this kind of narrow down things. Of course you can think of concept albums made by for example by Pink Floyd, or in classical music like Bach „Brandenburg Concertos”. There was an idea of exploring a specific topic, either musically or a theme – what came out was very consistent record which has its own color. I like that idea.

So can I say, you make concept albums?

In a way, I think so. I'm fine of that. I try to.

You are touring with „Ghosts” and play live shows with Surround System. Does it work? Not every place is well prepared acoustically for this.

I have a background in film sound, I like that sound come from different directions. I like the feeling of being captured by the music, when you are in the centre of it. What surround sounds can achieve is that you really feel in very different way, that you are transported in space. Surround sounds is a very good way to make you forget the room in which things happen. It's very easy to create new room inside existing with surround.

It's not so hard to set up. People of course are scared because it's not normal set up. But I use it in very flexible ways. It's not really important if the speakers are exactly placed like I wanted. There is very interesting psychological aspect – since it is work to set up surround concerts I can be sure that people only book me if they really want what I do. Because adding just another person to festival with normal tech requirements is easy and if you want to add me, you have to think about it first. In a way this really helps – since I'm doing this surround stuff I was never booked to a place where I didn't feel comfortable.

Let's come back to possibilities of technology. If I ask you what instrument you are playing, you will probably say it's laptop. It's funny when you see musicians with laptop and people joking that during show they just press play and are on facebook. As we talk from perspective of last decade, do you think position of laptop musicians change?

Yes, I definitely play on laptop! (laughs) But from the perspective of audience, for sure they are used to it. It's very important. It's much less topic now if musicians only has a laptop. It's accepted way of express yourself and people judge the result. This is something I really like – it doesn't matter anymore if you are using a big setup, cd players, laptop or playing records. All of these things are accepted in performance, and this is a good thing. For me personally the big question is how much control do I want to have on stage, how much freedom to improvise and how can I achieve this. What I'm currently doing by myself is also a compromise. I decided, especially for Monolake tour, to have setup which is small enough, that I can carry around in one bag. But this is more for practical reason – I travel a lot and I have problem with my back. I find a way to use few things, including I-pad that gives me enough control so I still have fun and play with my stuff. But if I had more time to prepare, more people to travel with, I would also like to have stage setup consist of more instruments. There is even more room for improvisations, there's more room for spontaneous actions. But in economic world there's always question of what is possible, so it's always a compromise. But I've found a compromise which I like.

Have you've been thinking about live band performing your music?

I can't see it in a form of band but I can imagine that I travel with much more gear, so there's a lot more things on stage to work with. I could really like this idea. I recently saw fantastic group of people, Open Reel Ensemble – it's so much fun to watch them with all the tape machines, running around and bass player and drummer. There are a lot of things to see. It's interesting example because I'm not quite sure if I would like CD of them. Their incredible presence on stage is the main thing, for me it's a performance group. Recording is sort of document. In case of Monolake, the music is first and afterwords I try to find appropriate way to put it on stage. But I can imagine that in the future I may come up with something which is indeed more performance. I would like to do it, but there is a question how I can afford it? I don't know yet.

I don't even know how to deal with video in the future, for instance. People enjoy effect that there is  visualisation going on, especially when there's something very special. It works technically and on aesthetic level so it works quite nice together. But it's an additional part, a separate part from the music. I don't know currently for instance what would in theory be the ideal solution for the future here. Would I like to do more visual stuff, more video projections, perform with some kind of band or just me with more machines around me? There a lot of questions to answer but I don't have the answer yet.

Nowdays more and more bands use visuals. Is it necessary to have it? It cooperates with music but artists very often use it just to have an attention of the viewers.

I see the problem. Part of the problem is that we are living in Youtube world now. If you have visuals, people make photos, if people make photos, you are happening. How many photos you can take on Autechre concert? It's an interesting aspect. Photo is much more catchy, much more than sonic description. So marketing vice is certainly better to have a visual component and this is a strong reason why people do it.

Marketing vice is also to perform on stage than to perform in the middle of audience. I've just performed in the middle of the audience at the Decibel Festival in Seattle.

And on Bloc Weekend in 2008 as well.

Yes, but then people noticed that I was in the middle. At Decibel Festival, the audience were sitting and I was performing in the middle. 70 percent of the audience didn't get that I was playing. They though it was recording or something like that. There were no visuals, there were just darkness and me in the middle of audience. In a way this was a difficult performance, because a lot of people didn't even noticed that it was performance. But if I would be on stage it will be easier, so the visual side is important there too. I have a tendency to think that I'd rather like to have interesting instruments on stage than adding additional component. If I would like to add visual component, I would rather think about audiovisual performance as first, nor as adding visual part to music on stage. So I would like to compose music in a way that the visual component is already a part of composition. That would imply that the composition means being in room with gigantic video beamer and working on the composition with the video beamer.

You wrote an essay „Live Performance in the Age of Supercomputing II” (http://monolake.de/interviews/hitchhiker.html), whic can be found on your website. Was it serious or just ironic?

Both! (laughs) I did it twenty years ago and I still don't have perfect solution. Open Reel Ensemble is a perfect example for a fantastic show but then again I would immediately go to an Autechre concert again. I think the only real advice I have, is whatever people do, they have to think about it. Don't do something because it's always done like that or it has to be like this. If people tell you in a club that bass has to be mono, you can question this. If people tell you to have visuals, think about it. If people tell you to play beats in the club, think about it.

When I've started playing electronic music, it was a liberation from the classic and rock music world. It was a bunch of people exploring different things – concerts, way of making music. In rock music there was a song with verse-chorus-verse-chorus structure, you have the stage, big lights, the drummer. In electronic you had the track, person on the same level as the audience. It was always difficult to make things different than what was the normal way to do it – experimenting with spaces, sound and structure. So my general advice to everyone who is making electronic music is to use the freedom you have to make something which is personal. Of course it is not a new advice. I have a fantastic punk fanzine from the late eighties at home, where there's one page of advices to punk bands. It reads exactly like the perfect user manual for nowadays electronic music. „If all your motivation is you can do the same as your favourite band but better – don't start!” they wrote there (laughs). You don't have to believe that you can do something better, but make something different. My main advice is try to do things different and find your own way. Do things you believe you want to do, not because audience wants it.

So „just be yourself”.

In the middle of my set I play track with no rhythm. I was very sceptical if I could do this, but finally I don't care – if I could I just do it. Very often I've got feedback from people saying it's really interesting track because it's something what people don't expect. And sometimes it doesn't work very well and people just talk over it because they think it's just intro for the next track. But after few minutes they realise that it's not the intro but the main thing. Then the mood changes. This provides a new way of thinking to people. They are forced to experience something different. So it's probably good idea to do something different.

[Jakub Knera]