Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Polski label Vivo nowy rok swojej działalności rozpoczął w sposób efektowny - oto jego nakładem ukazał się w limitowanej serii album Muslimgauze "No Human Rights For Arabs In Israel", stanowiący kolejny pośmiertny dowód muzycznej wirtuozerii tego artysty.
Muslimgauze to Bryan Jones, wielki wizjoner, spoglądający na muzykę niebywale świeżym okiem i z oryginalnym wyczuciem. Związany z organizacją hamasu, duchowy i muzyczny bojownik (sam tytuł recenzowanego wydawnictwa i fotografia zdobiąca front-cover) niestety już nie żyjący, ale powracający z wydawanymi po jego śmierci albumami. Kilka miesięcy temu wydano jego "Arabbox", który stworzony i zarejestrowany na żywo, brzmiał znacznie lepiej niż studyjne próby wielu współczesnych "rozchwytywanych" artystów.
"No Human Rights For Arabs In Israel" składa się natomiast z sześciu kompozycji, z czego trzy to różne wariacje wokół kompozycji "Refugee" oraz dwie wokół "Teargas". Długie, rozlewające się w czasie utwory doskonale uzupełniają spojrzenie na twórczość Muslimgauze. To, co u niego zachwycało od zawsze - niebagatelne połączenie wschodniokulturowych elementów z najbardziej zachodnimi przejawami przemysłowości i globalizacji. Album brzmi bardzo spójnie - utrzymany jest w konwencji starań zapanowania nad otaczającym chaosem i rozwijania najlepszych tradycji muzyki korzennej.
Poszczególne utwory mają charakter plemiennego rytuału - wprowadzają w trans - a jednocześnie, zawierają sporą dawkę odhumanizowanych partii nasyconych posttechno czy industrialem. Pustynna tajemniczość połączona została z zalewem maszynowych sprzężeń, co dało rezultat adekwatny do współczesnych zabiegów na Bliskim Wschodzie. Ponad wszelkimi założeniami, poza pojęciem stylistyk i kulturalno-społecznymi ograniczeniami, ponad ramy ludzkiej mentalności unosi się Muslimgauze, majestatycznie klejąc kolejne dźwięki. Swoją złość wobec wydarzeń jego czasów przeciwstawia własne twory muzyczne, natchnione azjatycką duchowością i kulturą.
Jeżeli ktoś do tej pory nie zetknął się z twórczością Muslimgauze - a na pewno powinien to zrobić - może rozpocząć swoje zainteresowanie twórczością Jonesa od "No Human Rights For Arabs In Israel" właśnie. Szczerze polecam.
[Tomek Doksa]