polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Master Musicians Of Bukkake Far West

Master Musicians Of Bukkake
Far West

Trylogię Totem Master Musicians Of Bukkake w dużej mierze poświęcili eksploracji wschodu w ramach gitarowo-psychodelicznego formatu, ze świetnymi wynikami i przewrotną puentą w postaci koncertowego albumu Live Totems – złożonego de facto z ambientowych wprowadzeń do utworów granych live. Tym razem interesuje ich zachód – pytanie, czy ze względu na kontynuowaną podróż i kulistość planety, czy ze względu na powrót, jest drugoplanowe. Ale co zostaje, jeśli z psychodelicznego zespołu odjąć blisko- i dalekowschodnie wątki oraz nieco gitarowego ciężaru (zastępując go gitarami akustycznymi i syntezatorami), a zostawić podniosłość i rozbudowane instrumentarium? Pink Floyd. Bardziej niż kiedyś patetyczne melodie wokalne i realizacja głosów gdzieś pomiędzy Markiem Laneganem a chóralno-folkową manierą tego skojarzenia nie rozcieńczają, przeciwnie. Na nowy album składa się sześć rozbudowanych piosenek w umiarkowanych tempach – w najciekawszych momentach to pustynny rock przełamywany elektronicznymi cykadami, ale wykorzystanie sekcji dętej w sposób filmowy, patos głosów i dość oczywiste zastosowania minimalistycznych pulsów (elektronicznych i akustycznych) wzmagają wrażenie, że po raz pierwszy w dorobku MMoB nadmiar szkodzi. Odbiór muzyki operującej szamańsko-transową płaszczyzną zawsze będzie mocno subiektywny, ale na podstawie własnego doświadczenia wolę, gdy ten szamanizm jest tajemniczy i związany z eksploracją wschodnich melodyk i brzmień. Poszukiwania takich walorów na zachodnim gruncie za często kończą się post-hippisowskimi (czyli nieradosnymi) wizjami po kwasie wpadającymi w prog i niestety kicz – tak jest i tutaj.

[Piotr Lewandowski]