polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Scott & Charlene’s Wedding  Any Port In A Storm

Scott & Charlene’s Wedding
Any Port In A Storm

Pod nazwą australijskiej soap opera ukrywa się projekt dowodzony przez, mieszkającego obecnie w Nowym Jorku, Australijczyka Craiga Dermody. I faktycznie, słuchając albumu nie da się nie zauważyć silnego związku z nowojorską kulturą. Dermody z pewną dozą dystansu i humoru opisuje życie w wielkim mieście. Nie brakuje tutaj odwołań do The Velvet Underground czy samego Lou Reeda – otwierające „Junk Shop” to znakomita podróż i hołd złożony legendarnej formacji. Dalej też jest nienajgorzej, w „Lesbian Wife” mamy The Stooges przetworzone przez filtr klasycznego, niezależnego grania przypominającego gdzieś Pavement, tak samo jest w świetnym, niemal tanecznym „Jackie Boy”. Podobnie rzecz ma się z resztą materiału zawartego na albumie – brudne, momentami niechlujne granie, czasami spoglądające w dreampopowe wstawki („Spring St”) dają słuchaczowi całkiem sporo frajdy i radości. Dermody, mimo oklepanej aż do znudzenia konwencji lo-fi, ma moc przekonywania do siebie odbiorcy. Szybkie, łatwo wpadające w ucho kawałki są motorem napędowym płyty i stanowią o jej sile. Zaskakując przy tym świeżością oraz przebojowością (kapitalne „Charlie’s In The Gutter”) oraz urzekając lekko oniryczną atmosferą jak kończące „Wild Heart”.

Any Port In A Storm to przedsięwzięcie bardzo udane, sprawiające dużo przyjemności w odbiorze. A przy okazji pokazujące, że mimo dość już mocno wyeksploatowanej stylistyki lo-fi, można nagrać dobrą i przystępną płytę. Świetne, bezpretensjonalne granie Scott & Charlene’s Wedding to doskonała propozycja na zbliżający się koniec lata oraz nieubłaganie nadchodzącą jesień. 

[Mateusz Nowacki]