polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Artur Maćkowiak / Grzegorz Pleszyński A Sound Of The Wooden Fish

Artur Maćkowiak / Grzegorz Pleszyński
A Sound Of The Wooden Fish

Jak brzmieć może coś takiego jak drewniana ryba? Dziwnie? To chyba słowo klucz najlepiej pasujące do kolejnej już płyty Artura Maćkowiaka i Grzegorza Pleszyńskiego. Osobliwy to duet, który za każdym razem próbuje swoich sił na nieco innych muzycznych terytoriach. A Sound Of The Wooden Fish jest mistyczną wyprawą, psychodeliczną, elektro-akustyczną podróżą z buddyjską legendą w tle.

Płyta jest wynikiem spontanicznego jam session, podczas którego Maćkowiak grał na gitarze i obsługiwał elektroniczne efekty specjalne, a Pleszyński wykorzystywał głos i trąbkę z plastikowych węży. Efekt przywodzi na myśl kosmiczny odłam krautrocka, proto-elektroniczną twórczość bardziej radykalnych artystów nurtu, takich jak np. Conrad Schnitzler. Z kolei wokalizy, trąbka i dźwięki klarnetu Jerzego Mazzolla – znakomicie wklejonego do nagrania numer jeden – nadają materiałowi akustyczny, ludzki pierwiastek, który jeszcze bardziej podkręca deliryczną i kwaśną atmosferę muzyki. Środkowa, najkrótsza część albumu to bardzo melancholijna, przetworzona i narastająca partia gitary Maćkowiaka, której dramaturgię podkreśla Pleszyński okazjonalnymi przeciągłymi zadęciami. To świetna  kompozycja na zakończenie albumu. Krążek wieńczy jednak ponad 16 minut nawarstwionych, marzycielskich motywów gitarowych. Nad tą muzyką drogi niekiedy delikatnie unosi się minimalistyczna trąbka i old schoolowy, elektroniczny efekt dzwoneczków i wah-wah. Numer lepiej funkcjonowałby w przestrzeni płyty, skrócony o kilka minut i na początku wydawnictwa.

A Sound Of The Wooden Fish to muzyka bardzo hermetyczna i jednorodna, ale też skupiona na detalach i na ich poziomie bardziej otwarta. Potrafi oczarować psychodelicznym, transowym, wręcz rytualnym klimatem, a leniwa, niespieszna narracja nadaje albumowi ciekawy ambientowy potencjał. Tak właśnie słuchałbym tej płyty – w tle, wypełniając ciszę jej specyficznym nastrojem.

[Krzysztof Wójcik]