polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

37. Konfrontationen
Nickelsdorf | 21-24.07.16

Konfrontationen to festiwal, który swoje początki ma w latach 80. To wtedy w małej miejscowości Nickelsdorf, godzinę drogi od Wiednia, w Jazzgalerie, klubie odziedziczonym po rodzinie, Hans Falb postanowił zorganizować coroczne święto dedykowane różnym odmianom muzyki improwizowanej. Sam klub swoją działalność zaczął kilka lat wcześniej – pierwszym bodajże koncertem był David Murray, któremu przysłuchiwało się pod sceną sześć osób. Tym większym więc zaskoczeniem jest fakt, że niemal już od czterech dekad do tej małej, zamieszkanej przez prawie dwa tysiące osób miejscowości przyjeżdżają tuzy gatunku muzyki improwizowanej, kuratorzy festiwali z całego kontynentu, a przestrzeń koncertowa na około 300 osób, stworzona w patio na zapleczu restauracji, była wypełniona słuchaczami po brzegi.

Konfrontationen cechuje bardzo rodzinny klimat – muzycy są zazwyczaj zapraszani na cały festiwal, dzięki czemu można się z nimi się i porozmawiać, spędzić czas niezobowiązująco, jedząc obiad, spacerując po miasteczku lub racząc się ofertą gastronomiczną lokalu. Austriacy nic nie robią sobie z europejskim norm zakazujących palenia i dym papierosowy unosi się tu wszędzie – w części restauracyjnej lub w każdym niemal rzędzie wśród publiczności. Jednak wbrew pozorom aż tak bardzo to nie przeszkadzało i wzmacniało wrażenie rodzinnej atmosfery i przyjacielskiego klimatu.

Co najważniejsze jednak – liczy się tu muzyka. Szeroko rozumiana muzyka improwizowana, zakorzeniona we free-jazzie, ale także elektronice czy muzyce współczesnej. jej odbiór potęguje rodzinna atmosfera - nie ma opasek, nie ma rezerwacji, miejsc vipowskich czy sponsorskich logotypów. Publiczność, mimo że pije piwo, je czy pali papierosy, słucha jej w skupieniu, co nie zawsze jest łatwe. No ale skoro ktoś przyjeżdża do małej miejscowości przy granicy z Węgrami, to znaczy, że nie trafił tu przypadkowo. Zdecydowana większość publiczności jest z resztą osoby w wieku średnim – widać, że towarzyszą imprezie od kilku, jeśli nie kilkunastu lat.

Festiwal rozpoczął się w czwartek, trzema koncertami o dosyć zróżnicowanym charakterze. Na rozgrzewkę zagrał włoski kwartet Roots Magic z wydawałoby się dosyć standardowym jak na tę imprezę programem – zaplanowali m.in. utwory Johna Cartera, Juliusa Hemphilla, Sun Ra i Olu Dara. A jednak wykonali je w na tyle świeżej i frywolnej formule, że cały set trzymał w napięciu. Bardzo rytmiczny i pulsujący przez cały czas koncert. Austriacki Stringquantet skręcił w stronę muzyki współczesnej, dzięki czterem smyczkom tworząc muzyką zróżnicowaną, a jednocześnie bardzo rozbudowaną narracyjnie. Kameralna przestrzeń sprzyjała niuansom, które płynęły ze sceny, zarówno wtedy gdy muzycy wzajemnie się kontrapunktowali, ale też w momentach pojedynczych i delikatnych zagrań.

The Elks w ulotce festiwalowej zamieścili fotomontaż, wklejając swoje twarze w głowy jednego z zespołów metalowych. Żadnych rockowych kompozycji jednak nie było – kwartet całkiem sprawnie połączył brzmienie klarnetu i trąbki z elektroniką, basem elektrycznym, magnetofonami i własnoręcznie skonstruowanymi urządzeniami. Elektroniczne tła Billy Roisz i Marty Zapparoli ciekawie uzupełniały brzmienie dęciaków Liz Allbee i Kaia Fagaschinskiego, dzięki czemu przeplatanie się wątków muzyki konkretnej, ambientowej i elektronicznej z klasycznym instrumentarium było ciekawym domknięciem wieczoru.

Dzień drugi zainaugurował serię popołudniowych koncertów w miejscach oddalonych od Jazzgalerie – na początek trafiliśmy do Kleylehof, oddalonego o siedem kilometrów od Nickelsdorfu skupiska kilku zabudowań, z przestrzenią przygotowaną na audiowizualny koncert w jednej z nich. Można tam było przejść się na pieszo albo podjechać rowerem, jednak organizatorzy zadbali o to, żeby małe, kilkuosobowe busy woziły rotacyjnie uczestników festiwalu. Na miejscu czekały przekąski i napoje, dzięki czemu czas spędziło się tam w równie miłej atmosferze.

W tym roku festiwal koncentrował się na silnej prezentacji austriackich zespołów. I_AM ECHOES))) – jeden z dwóch najbardziej odbiegających od tradycyjnego program festiwalu – zagrali mroczny, dark-ambientowy set, bazujący na brzmieniu gitary elektrycznej i basu, wspartych pokaźną ilością efektów. Dzięki temu koncert nabrała industrialnego posmaku, a przez wyświetlane na płachtach I ścianach wizualizacje, również filmowego wymiaru.

Drugi dzień w Jazzgalerie zaowocował pięcioma koncertami. Warto wspomnieć, że całość odbywa się w dosyć swobodnej formule – zespoły grają ponad godzinę (czasem trochę przydługo), przerwy trwają 20-30 minut, więc ostatnie koncerty kończą się nawet po 2 w nocy. Zdecydowanie najbardziej hałaśliwy i noise’owy koncert festiwalu zagrało szwedzkie trio Lokomotiv Konkret. Przede wszystkim ze względu na dęciakowe maltretowanie swoich instrumentów przez Drora Feilera, a także przetwarzanie ich przez elektronikę – muzyka była gęsta i chropowata, pełna zabaw fakturą instrumentów. 

Połączenie pierwiastków humanistycznych i technologicznych zaprezentowały dwa składy. Speak Easy bazował na brzmieniu analogowego syntezatora i perkusjonaliów oraz głosów Ute Wasserman i Phila Mintona. Tego ostatniego miałem okazję słyszeć na tegorocznym ATP w Walii i przyznam, że najlepiej sprawdza się bez dodatkowych instrumentaliów, które do improwizowanych partii wokalnych nie zawsze pasują. Syntezatorowe brzmienie było ciekawsze, ale za dużo było tu walki o pierwszy plan, przez co wokalizy za bardzo się z instrumentami przekrzykiwały, zamiast wzajemnie uzupełniać.

Na Where Is the Sun złożyło się brzmienie klarnetu Isabelle Duthoit i czterotonowa trąbka Franza Hauntzingera oraz gramofony dieb13 I Martina Tétreault. Punkt wyjścia dla koncertu był ciekawy, jednak finalnie nie zawsze przynosił owocne efekty – dęciaki sprawiały brzmienie zbyt chaotycznych, a samplodelia wydawała się jakby za bardzo funkcjonowała na odległym, drugim planie. Zbyt wiele elementów układanki do siebie nie pasowało.

Fantastycznie spisało się trio Sophie Agnel, Johna Edwardsa i Steve’a Noble, które brzmiało mięsiście a jednak subtelnie – uwagę zwracała masą niuansów czy to generowanych na perkusjonaliach czy też na preparowanym przez Agnel fortepianie i jej zabawie strunami. Z kolei najbardziej awangardowy w podejściu do wykorzystania instrumentów był Der Lange, Der Junge und Der Dicke – doskonałe zgranie Rudiego Mahala na klarnecie basowym, Flo Stoffnera na rozedrganej gitarze oraz Paula Lovensa na surowej, ale bardzo wyraziście brzmiącej perkusji, robiły wrażenie i były jednym z najmocniejszych punktów festiwalu

Trzeci dzeń rozpoczął się od koncertu w położonym 100 metrów od Jazzgalerie Kościele Ewangelickim, tradycyjnie z aperitifem w postaci alkoholowych i niealkoholowych napojów nieopodal wejścia. Słoweńsko-austriacki duet Rdeča Raketa w towarzystwie Jean-Luca Guionneta zaserwował gęstą brzmieniowo formę, opartą o dźwięki generowane na syntezatorze modularnym, kontrabasie, ale też generowanym na żywo samplingu. W pewnym momencie jednak Maja Osojnik sięgnęła po Paetzold bass recorder, instrument wynaleziony w 2001 roku, wyglądający na drewniany, prostokątny dęciak, a brzmieniowo sięgający gdzieś na pogranicze klarnetu basowego i kontrabasu. Guionnet siedział naprzeciwko muzyków na pierwszym piętrze przy organach – początkowo ich brzmienie nie było zbyt wyraźne, ale stopniowo uzupełniał muzykę duetu, tworząc gęstą dronową tkankę na drugim planie.

Sobotni wieczór w Jazzgalerie podzieliłbym na dwie części. Pierwsza, niezbyt porywająca rozpoczęła się od koncertu Also czyli Martina Siewerta z Radian oraz perkusistki Kathariny Ernst. Bazował on na gitarze tego pierwszego podpiętej do masy efektów, i próbach dogonienia Ernst za dźwiękowymi eksperymentami gitarzysty. Nudne i mało pomysłowe. Nieco usypiający okazał się koncert austriackiego Trio Now!, bazującego na saksofonie altowym, wiolonczeli i perkusji, a Georg Graewe na fortepian solo nie do końca wpasował się w klimat sobotniego wieczoru, trochę wręcz nawet nie do końca pasując do programu tego dnia.

Na całe szczęście te trzy niezbyt ciekawe sety zostały wynagrodzone dwoma koncertami w drugiej części. Najpierw popisem uraczyli publiczność Portugalczycy z Red Trio, grający wspólnie z Johnem Butcherem. Wyraźne było doskonałe zgranie i płynna narracja, stawiająca akcenty na poszczególne instrumenty. Dzięki temu zarówno fortepian Rodrigo Pinheiro, kontrabas Hernâni Faustino jak i perkusja Gabriela Ferrandini miał doskonale znajdywały swoje miejsce. Butcher zamiennie grał na saksofonie sopranowym i tenorowym, dopasowując się do muzyki południowców, przez co był to mocny i bardzo wyrazisty set.

Sobotę zamknął koncert Karkhana, mocno stylistycznie odbiegających od programu Konfrontationen, ale w wymiarze improwizacji będącym ciekawym rozszerzeniem formuły wydarzenia. Libańsko-egipsko-turecki skład po raz pierwszy pojawił się na scenie z Michaelem Zerang i nie będzie przesadą podsumowanie, że muzycy komunikują się bardzo dobrze. To zespół na granicy eksperymentalnego rocka – elektryczna gitara Sharifa Sehnaoui i Tony’ego Elieh wyraźnie to podkreślały, na spółkę z gitarą Sama Shalabiego czy też mantrycznie wygrywanym melodiom na emocjonalnie brzmiącym oud. Wysokie rejestry wypełniały orientalnie brzmiąca trąbka i mezmar Mazena Kerbaj i flety Umuta Çağlar. Zerang trzymał wszystko w rytmicznych ryzach, ponieważ koncert miał mocno transowy i repetytywny charakter, natomiast Maurice Louca orientalny nastrój wzmacniał dziękami klawiszy, wprowadzając posmak elektroniczny. To był najkrótszy set wieczoru, a jednocześnie najbardziej intensywny, mocny i wyrazisty. Zróżnicowany, ciekawie łączący elementy orientalne z improwizacją i repetycjami.

Ostatni dzień festiwalu rozpoczął się od pozornie najprostszego a jednocześnie najbardziej przejmującego koncertu, Phil Minton’s Feral Choir dedykowanemu zmarłemu przed kilkoma miesiącami Johannesowi Bauerowi. Kilkanaście osób zebranych w kościele ewangelickim performatywnie używało swoich głosów w nietypowy, niemelodyczny sposób. Minton dyrygował muzykami, uczestniczącymi w festiwalu, którzy bardziej niż śpiewali, wydawali głosy, te codzienne, które słyszymy w otaczającym nas środowisku, ale poprzez ich wspólne połączenie, budowaną stopniowo dramaturgię i nawarstwianie się, koncert był imponujący. Od momentów na granicy ciszy, po wspólny skowyt w sakralnej przestrzeni. Także w momencie, gdy prowodyr przedsięwzięcia na tle wokalnych warstw, spontanicznie wykonał „Moarn Not the Dead” Amerykanina Ralpha Chaplina. Piorunujące wrażenie.

Atrakcji jednak było więcej – kolejny koncert odbył się w Hesser Gstettn, ni to wąwozie ni to kopalni, za to przestrzeni z doskonałą akustyką, ze względu na otaczające je małe wzgórze. Michel Doneda na saksofonie i Lê Quan Ninh z perkusjonaliami stworzyli koncert-instalację, grając, ale wykorzystując akustyczne możliwości tego miejsca. Zwłaszcza ten drugi pocierał talerzami nie tylko o jeden floor tom, który miał ze sobą, ale też o trawę i kamienie. W pełni akustyczny koncert wybrzmiał doskonale i świetnie podkreślił zamysł na bogactwo muzycznego programu Konfrontationen.

W Jazzgalerie ostatniego dnia program był najbardziej zróżnicowany – zaczęło się od manifestu literackiego Keira Neuringera, który potem razem z Simone Weißenfels na fortepianie i Willi Kellers na perkusjonaliach zagrał najbardziej emocjonalnie brzmiący koncert tej edycji. Z kolei najbardziej rozszalały i nieokiełznany set wykonali Talibam! na spółkę z Alanem Wilkinsonem. Brytyjczyk śmigał z saksofonami pomiędzy kaskadą dźwięków Kevina Shea na perkusji oraz zawadiackich i szalonych partiach syntezatorowych Matta Mottel.

Na scenie ponownie pojawił się John Butcher i Thomas Lehn, którzy zagrali z Matthew Shippem. Niemiec liryczne, a czasem sonorystyczne saksofony Butchera (który bawił się sprzężeniami głośników) i Fortapian Amerykanina filtrował przez syntezator analogowy, zniekształcając ich brzmienie, ale też dodając czasem kolorytu improwizacjom. Szkoda, że był to chyba jedyny koncert, który napotkał problemy techniczne, co w przypadku instrumentu zależnego od prądu dało się we znaki.

Zakończenie festiwalu było silnym uderzeniem w postaci Fire! wzmocnionego o Orena Ambarchiego. Jak na Konfrontationen był to set stosunkowo najmniej złożony, czasem trochę nużący – jednak poprzez swoje mięsiste repetycje, wyraźnie zaznaczające rytm, ale też perkusyjne urozmaicenia Werllina, muzycy zabrzmieli fantastycznie. Swoje do powiedzenia miał też Ambarchi, który budował zróżnicowane tła na gitarze oraz elektronice. Dobre zwieńczenie imprezy.

Rozbudowany program festiwalu ukazuje szerokie spektrum muzyki improwizowanej, nie stroniąc od eksperymentów w ramach jej formuły – wykorzystywaniu elektroniki, efektów, łączenie starego z nowym, w celu tworzenia nowych form. To także urozmaicenie programu koncertowego przez część wystawienniczą Soundart, pod kuratelą Klausa Filipa i Arnolda Noid Haberla, tym razem zatytułowaną „Why are we still here?”. Przez Nickelsdorf we wrześniu ubiegłego roku masowo przemieszczali się syryjscy uchodźcy, wędrujący tu z Węgier (2 km stąd znajduje się granica), stąd ten temat, rezonujący do dziś (azyl otrzymału tu 25 Syryjczyków, z czego sześciu pracowało na festiwalach), musiał znaleźć swój oddźwięk.

Najmocniejsza w wymowie była instalacja "We arrived on the dark side of Europe - the tents of Idomeni" – to namioty zebrane po odbywającym się na okolicznych polach w czerwcu Nova Rock Festival i wypisaniu na nich przez Christine Schörkhuber haseł uchodźców z greckiego Indomeni. Obiekty najpierw stanęły w jednym z lokali, potem ze względu na protesty kilku mieszkańców, zasłonięto je, a finalnie kuratorzy postawili je przed wejściem do Jazzgalerie, dzięki czemu zyskały na widoczności. 

Celna była dźwiękowa instalacja Mazena Kerbaj, który zarejestrował to, co było słychać w jego domu w Bejrucie podczas ataków Sił Powietrznych Izraela w 2006 roku, a trzy pomieszczenia domu – pokój dzienny, sypialnię i balkon – skrupulatnie odwzorowano. Wizualnym, hipnotyzującym materiałem było „Eu-fence” Lisbeth Kovacic i Juri Schadena obrazuje czyszczenie samochodu i ubrań z samochodu, w którym w sierpniu 2015 roku znaleziono ciała 71 osób, uciekających z Syrii. Połączenie, instalacji i koncertu był codziennie wykonywany w innym miejscu taneczno-muzyczny performance Jean-Luc Guionneta i Lotus Eddé Khouri „Ce qui dure dans ce qui dure”.

Świadomość, że niektóre wydarzenia, do których nawiązywali artyści, wydarzyły się kilkanaście kilometrów od Nickelsdorfu, wzmacniała przekaz. A organizatorzy pokazali, że nie boją się podejmowania tematów politycznych i społecznych przy okazji muzycznego święta. Wielu muzyków przed wejściem do klubu z resztą o wiele częściej, o tym co dzieje się na świecie rozmawiało. To być jeden z czynników, poza muzycznym programem i jego konsekwentnym budowaniem, który świadczy o sile Konfrontationen.

Austriacki festiwal odważnie prezentuje artystów, zakorzenionych w wolnej improwizacji i ciekawie poszerzających spektrum środków i form wykonania. Od łączenia elektroniki z klasycznymi instrumentami, przez wplatanie wątków etnicznych, prezentację muzyki współczesnej, ale też tworzenie nowych konstelacji artystów, którzy na scenie razem grają po raz pierwszy właśnie tu. Efektem jest bardzo dużo koncertów, które zapadają w pamięć, a ich liczba (maksymalnie pięć dziennie), sprzyja odbiorowi tego typu muzyki, chociaż z pewnością im większe jest zróżnicowanie stylistyczne (jak pierwszego i ostatniego dnia) tym lepiej. Konfrontationen dobrze też pokazuje jak konsekwencją buduje się markę bądź co bądź niszowego festiwalu, ale znaczącego na muzycznej mapie Europy.

[zdjęcia: Jakub Knera]

Roots Magic [fot. Jakub Knera]
Roots Magic [fot. Jakub Knera]
Roots Magic [fot. Jakub Knera]
Roots Magic [fot. Jakub Knera]
Roots Magic [fot. Jakub Knera]
Stringquantet [fot. Jakub Knera]
Stringquantet [fot. Jakub Knera]
Stringquantet [fot. Jakub Knera]
Stringquantet [fot. Jakub Knera]
Stringquantet [fot. Jakub Knera]
The Elks [fot. Jakub Knera]
The Elks [fot. Jakub Knera]
The Elks [fot. Jakub Knera]
The Elks [fot. Jakub Knera]
I_AM ECHOES)))  [fot. Jakub Knera]
I_AM ECHOES)))  [fot. Jakub Knera]
I_AM ECHOES)))  [fot. Jakub Knera]
I_AM ECHOES)))  [fot. Jakub Knera]
I_AM ECHOES)))  [fot. Jakub Knera]
I_AM ECHOES)))  [fot. Jakub Knera]
Lokomotiv Konkret [fot. Jakub Knera]
Lokomotiv Konkret [fot. Jakub Knera]
Lokomotiv Konkret [fot. Jakub Knera]
Lokomotiv Konkret [fot. Jakub Knera]
Lokomotiv Konkret [fot. Jakub Knera]
Lokomotiv Konkret [fot. Jakub Knera]
Speak Easy [fot. Jakub Knera]
Speak Easy [fot. Jakub Knera]
Speak Easy [fot. Jakub Knera]
Speak Easy [fot. Jakub Knera]
Speak Easy [fot. Jakub Knera]
Speak Easy [fot. Jakub Knera]
Sophie Agnel/John Edwards/Steve Noble [fot. Jakub Knera]
Sophie Agnel/John Edwards/Steve Noble [fot. Jakub Knera]
Sophie Agnel/John Edwards/Steve Noble [fot. Jakub Knera]
Sophie Agnel/John Edwards/Steve Noble [fot. Jakub Knera]
Sophie Agnel/John Edwards/Steve Noble [fot. Jakub Knera]
Sophie Agnel/John Edwards/Steve Noble [fot. Jakub Knera]
Where Is The Sun [fot. Jakub Knera]
Where Is The Sun [fot. Jakub Knera]
Where Is The Sun [fot. Jakub Knera]
Where Is The Sun [fot. Jakub Knera]
Where Is The Sun [fot. Jakub Knera]
Der lange, Der Junge und Der Dicke [fot. Jakub Knera]
Der lange, Der Junge und Der Dicke [fot. Jakub Knera]
Der lange, Der Junge und Der Dicke [fot. Jakub Knera]
Der lange, Der Junge und Der Dicke [fot. Jakub Knera]
Rdeča Raketa & Jean-Luc Guionnet [fot. Jakub Knera]
Rdeča Raketa & Jean-Luc Guionnet [fot. Jakub Knera]
Rdeča Raketa & Jean-Luc Guionnet [fot. Jakub Knera]
Rdeča Raketa & Jean-Luc Guionnet [fot. Jakub Knera]
Rdeča Raketa & Jean-Luc Guionnet [fot. Jakub Knera]
Also [fot. Jakub Knera]
Also [fot. Jakub Knera]
Trio Now! [fot. Jakub Knera]
Trio Now! [fot. Jakub Knera]
Trio Now! [fot. Jakub Knera]
Trio Now! [fot. Jakub Knera]
Georg Graewe [fot. Jakub Knera]
Red Trio & John Butcher [fot. Jakub Knera]
Red Trio & John Butcher [fot. Jakub Knera]
Red Trio & John Butcher [fot. Jakub Knera]
Red Trio & John Butcher [fot. Jakub Knera]
Red Trio & John Butcher [fot. Jakub Knera]
Karkhana [fot. Jakub Knera]
Karkhana [fot. Jakub Knera]
Karkhana [fot. Jakub Knera]
Karkhana [fot. Jakub Knera]
Karkhana [fot. Jakub Knera]
Karkhana [fot. Jakub Knera]
Karkhana [fot. Jakub Knera]
Karkhana [fot. Jakub Knera]
Phil Minton's Feral Choir [fot. Jakub Knera]
Phil Minton's Feral Choir [fot. Jakub Knera]
Phil Minton's Feral Choir [fot. Jakub Knera]
Michel Doneda & Lê Quan Ninh [fot. Jakub Knera]
Michel Doneda & Lê Quan Ninh [fot. Jakub Knera]
Michel Doneda & Lê Quan Ninh [fot. Jakub Knera]
Michel Doneda & Lê Quan Ninh [fot. Jakub Knera]
Michel Doneda & Lê Quan Ninh [fot. Jakub Knera]
Michel Doneda & Lê Quan Ninh [fot. Jakub Knera]
Michel Doneda & Lê Quan Ninh [fot. Jakub Knera]
Keir Neuringer/Simone Weissenfels/Willi Kellers [fot. Jakub Knera]
Keir Neuringer/Simone Weissenfels/Willi Kellers [fot. Jakub Knera]
Keir Neuringer/Simone Weissenfels/Willi Kellers [fot. Jakub Knera]
Keir Neuringer/Simone Weissenfels/Willi Kellers [fot. Jakub Knera]
Keir Neuringer/Simone Weissenfels/Willi Kellers [fot. Jakub Knera]
Talibam! & Alan Wilkinson [fot. Jakub Knera]
Talibam! & Alan Wilkinson [fot. Jakub Knera]
Talibam! & Alan Wilkinson [fot. Jakub Knera]
John Butcher/Thomas Lehn/Matthew Shipp [fot. Jakub Knera]
Fire! & Oren Ambarchi [fot. Jakub Knera]
Fire! & Oren Ambarchi [fot. Jakub Knera]
Fire! & Oren Ambarchi [fot. Jakub Knera]
Fire! & Oren Ambarchi [fot. Jakub Knera]
Soundart: Yan Jun "Grappa Variation" [fot. Jakub Knera]
Soundart: Mazen Kerbaj "Before the war, it was the war. After the war, it is still the war." [fot. Jakub Knera]
Soundart: Noid "el paraisofono" [fot. Jakub Knera]
Soundart: Christine Schörkhuber "We arrived on the dark side of Europe - the tents of Idomeni" [fot. Jakub Knera]
Soundart: Klaus Filip "Hotspots" [fot. Jakub Knera]
Soundart: Lisbeth Kovacic & Juri Schaden "Eu-fence" [fot. Jakub Knera]
 [fot. Jakub Knera]