



Tashi Dorji już od dekady należy do najciekawszych gitarowych eksperymentatorów, początkowo za sprawą spazmatycznych akustycznych improwizacji w tradycji Dereka Bailey, a poźniej elektrycznych duetów i triów. W Warszawie zagrał solo, elektrycznie i z loopami. I na tyle mocno, że repetycje przywoływały na myśl bardziej no-wave niż minimalizm. Dobrze posłuchać znów mocnej improwizowanej muzyki w sali, która dla takiego grania była przez lata kluczową przestrzenią.
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]