polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Meshuggah
Kwadrat | Kraków | 05.06.18

Tak jak pięć lat temu przy okazji promocji Koloss, tak i tym razem, na drugiej europejskiej trasie po wydaniu płyty, Meshuggah zawitało na dwa koncerty do Polski. Po ogromnym sukcesie komercyjnym The Violent Sleep Of Reason, w Europie Zachodniej Haake i spółka pojawiali się zwykle w miejscówkach na plus/ minus 1500 osób, tak więc występ w krakowskim Kwadracie był wyjątkową i zapewne ostatnią szansą by zobaczyć Szwedów z bliska w małym, przytulnym, mogącym pomieścić około 700 osób klubie.

Kwadrat, pomimo braku odpowiedniej klimatyzacji, pod względem nagłośnienia, tak jak w 2013 roku, znakomicie dał radę utrzymać 80-minutową moc przekazu, którego rozpoczęła, najlepsza z możliwych ku tej okazji para „Clockworks” + „Born in Dissonance”. Gitarowo-perkusyjny walec uzupełniony perfekcyjnymi wokalami Jensa Kidmana zabrzmiał potężnie i o wiele bardziej brawurowo niż dwa lata temu w Berlinie. W porównaniu obu tras największa stratą było „Sane”, największym zyskiem „Rational Gaze”. Najmocniejszy tego wieczoru utwór (jak zwykle) porażał timingiem i klarownością, stanowiąc świetny kontrast dla nieokiełznanego „The Hurt That Finds You First”. Łatwość z jaką kwintet operuje w najbardziej ekstremalnych fragmentach z każdym następnym razem budzi coraz to większe osłupienie, które ostatecznie staje się źródłem skrajnie hedonistycznego ukojenia. „Heed - it commands, heed my will... Bleed - it says, bleed you will” - genialny „Bleed”. I kolejne ciosy. Makabryczny „Nostrum”, i o wiele bogatszy na żywo „Violent Sleep of Reason”. Szwedzi doskonale dawkowali napięcie umiejętnie przechodząc z czasem do wolniejszych i rozdrapujących kompozycji, po to by po krótkiej przerwie, całość na zasadzie orzeźwienia zamknąć niebywale przestrzennym „Straws Pulled At Random” oraz masywnym „Demiurge”. Było idealnie, choć wcale nie musiało. Absencja Fredrika Thorndendala, a więc jednego z najważniejszych trybów w maszynie Meshuggah, budziła lekki przedkoncertowy niepokój. Jak się okazuje, niepotrzebnie.

PS. cały koncert supportu, a więc Decapitated (fajnie, że Skandynawowie po ostatnich "amerykańskich" problemach polskiego zespołu ponownie zaprosili popularnych Dekapów) uniemożliwiła obejrzeć ogromna 50 metrowa kolejka przed wejściem do klubu, w której trzeba było stać około 25 minut! Nie wiem czy zawiódł organizator - KnockOut Productions czy administracja klubu, ale w trakcie 20 lat europejskich, muzycznych, koncertowo-festiwalowych wojaży z podobną sytuacją nigdy się nie spotkałem...

[zdjęcia: Dariusz Rybus]

Meshuggah [fot. Dariusz Rybus]
Meshuggah [fot. Dariusz Rybus]
Meshuggah [fot. Dariusz Rybus]
Meshuggah [fot. Dariusz Rybus]
Meshuggah [fot. Dariusz Rybus]
Meshuggah [fot. Dariusz Rybus]