polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Big Brave / My Disco
LAS - Pawilon | Poznań | 18.05.19

My Disco już dawno temu porzuciło math-rockową wyrazistość z pierwszych dwóch płyt. Po debiutanckim Cancer oraz nagranym pod okiem Steve'a Albiniego znakomitym Paradise, przyszła pora na eksperymenty w postaci Little Joy oraz Severe. Nie było na co narzekać tym bardziej, że będący ich następstwem, najnowszy Environment okazał się kompletnym i niezwykle udanym gatunkowym zaskoczeniem. Fantastyczny, fragmentami bardzo poruszający, dark-ambientowy album zawierał niezbędne pierwiastki do tego by na żywo zahipnotyzować i początek sobotniego koncertu te oczekiwania potwierdzał. Pulsujące dronowe tła, noise'owe dodatki, industrialna otoczka kreowały atmosferę rytuału. Szelesty, dziesiątki perkusyjnych motywów, uderzeń talerzy, a także liczne przestery przez dobre pół godziny starannie przygotowywały do czegoś, co jak się niestety okazało finalnie nie nadeszło, a za sprawą nadmiernych przestojów w drugiej części seta fatalnie się rozjechało. Trio zagubiło się w improwizacji i z idealnie skrojonego studyjnego 35-minutowego konceptu zrobiła się pozbawiona jakiejkolwiek intensywności i ciągłości, bardzo nieznośna zwłaszcza w ostatnim kwadransie, godzina. Szkoda.

Big Brave od razu przeszedł do rzeczy. Rewelacyjnie zabrzmiał rozpoczynający całość, pochodzący z doskonałego, najnowszego A Gaze Among Them, „Muted Shifting of Space”. Kanadyjskie trio postawiło przede wszystkim na wyrazistą dronową moc i klarowność uderzenia (świetny „Holding Pattern”), aniżeli na eksperymenty z dźwiękiem. Wbił w ziemię potężny, najlepszy tego wieczoru, gigantyczny „Body Individual”, który w drugiej połowie przywołał na myśl bezpardonową koncertową siłę Sumac. Cudownie halucynogenne repetycje, masywne plamy skondensowanego hałasu były perfekcyjnie kontrowane przez piski oraz delikatny, dobrze słyszalny głos Robin Wattie (genialny „Sibling”). Kiedy z każdym z czterech utworów zespół wchodził na coraz wyższy poziom intensywności, nagle po dokładnie 43 minutach doszło do niespodziewanego cięcia. Zgromadzeni pytamy dlaczego kończycie? (mistrzowie gatunku Swans byłoby wtedy dopiero w trakcie rozgrzewki). Rozbrajająca i zaskakująca odpowiedź prosto ze sceny: „więcej materiału niestety nie przećwiczyliśmy – to koniec”! Masz na koncie cztery i to niezłe płyty, przemierzasz tysiące kilometrów z Kanady na obejmującą ponad 20 miast europejską trasę, by grać co wieczór niecałe trzy kwadranse? Rzecz niebywała.

[zdjęcia: Ewelina Kwiatkowska, Dariusz Rybus]

My Disco [fot. Ewelina Kwiatkowska]
My Disco [fot. Ewelina Kwiatkowska]
My Disco [fot. Ewelina Kwiatkowska]
My Disco [fot. Ewelina Kwiatkowska]
My Disco [fot. Ewelina Kwiatkowska]
My Disco [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Big Brave [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Big Brave [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Big Brave [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Big Brave [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Big Brave [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Big Brave [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Big Brave [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Big Brave [fot. Ewelina Kwiatkowska]